Tytuł: Non-stop
Autor: Brian W. Aldiss
Wydawnictwo: Solaris
Rok wydania: 2007
Stron: 278
Moja ocena: 9/10
Dla każdego szanującego się fana science-fiction
istnieje pewna lista książek, których nieprzeczytanie będzie świadczyło o
ignorancji i nie pozwoli nazwać się "znawcą gatunku". Inną sprawą jest
ich recenzowanie - tak wiele słów zostało już wykorzystanych na ich
opisanie, że żaden kolejny tekst nie wniesie już nic nowego. Warto
jednak co jakiś czas przypomnieć i sobie, i innym o tych powieściach,
aby nie pozwolić im na odejście w zapomnienie. Takim właśnie klasykiem
jest "Non stop" Briana Aldissa, który bez wątpliwości jest lekturą
obowiązkową, a przy tym niesamowicie przyjemną.
Bohaterowie Aldissa zamknięci są w przestrzeni jednocześnie ciasnej i ogromnej. Ciasnej dla nas, czytelników, którzy intuicyjnie czujemy, czym są tak naprawdę Pokłady i wizja zamknięcia na całe życie na ograniczonym obszarze nie wydaje się nam zbyt przyjemna. Ogromnej, wręcz nieprzebytej dla jej mieszkańców, karmionych legendami, fałszywymi przekonaniami, ideami i zakazami przez władzę i kapłanów. Prawda jawi się gdzieś tam, na horyzoncie, ale żeby do niej dotrzeć, należy najpierw otworzyć umysł i odważyć się przeciwstawić większości.
Ray Complain wraz z czterema kompanami podróży wyruszają ku nieznanemu. Zadziwiające, ile tajemniczych i niesamowitych rzeczy spotkają na swojej drodze po opuszczeniu własnego plemienia, ku mistycznym Ludziom z Dziobu. Tak naprawdę to nie postacie są tu ważne, a właśnie ten hermetyczny, zamknięty świat, w którym czujemy się bezradni. Kulminacją powieści i zarazem majstersztykiem są ostatnie strony, do których dochodzimy stanowczo zbyt szybko. Puenta przedstawiona przez Aldissa nie mogłaby być bardziej dosadna, a jednocześnie zmuszająca do namysłu.
W trakcie lektury stawiamy sobie pytania o możliwą ewolucję człowieka, o jego zachowanie na ograniczonej przestrzeni, pozostawionego samemu sobie. Odpowiedzi sugerowane przez autora są dość przerażające. Podobnie ma się przeobrażanie samego świata, który ci ludzie zamieszkują. Podzieleni na plemiona, boją się wyściubić nosa z własnego podwórka, ślepo wierząc w „ogólną prawdę”, przekazując sobie nawzajem jedynie legendy. Degeneracja statku, którą obserwujemy przy okazji wyprawy Complaina, wydaje się przytłaczać i czasem wręcz zmuszać mieszkańców do wycofania się i ustąpienia.
Specyficzny styl, którym książka została napisana, nie wszystkim przypadnie do gustu. Wydaje się on być w pewnym sensie bezosobowy; zwroty akcji podane są bez żadnych emocji czy stopniowania napięcia. Przez to trudno przebrnąć przez pierwsze strony, ale gdy już to uczynimy, fabuła i chęć poznania, co kryje się za Kwaterami, Pokładami, Ludźmi z Dziobu czy legendarnymi Gigantami, pociągnie nas w głąb lektury i nie wypuści aż do ostatniej strony.
Bohaterowie Aldissa zamknięci są w przestrzeni jednocześnie ciasnej i ogromnej. Ciasnej dla nas, czytelników, którzy intuicyjnie czujemy, czym są tak naprawdę Pokłady i wizja zamknięcia na całe życie na ograniczonym obszarze nie wydaje się nam zbyt przyjemna. Ogromnej, wręcz nieprzebytej dla jej mieszkańców, karmionych legendami, fałszywymi przekonaniami, ideami i zakazami przez władzę i kapłanów. Prawda jawi się gdzieś tam, na horyzoncie, ale żeby do niej dotrzeć, należy najpierw otworzyć umysł i odważyć się przeciwstawić większości.
Ray Complain wraz z czterema kompanami podróży wyruszają ku nieznanemu. Zadziwiające, ile tajemniczych i niesamowitych rzeczy spotkają na swojej drodze po opuszczeniu własnego plemienia, ku mistycznym Ludziom z Dziobu. Tak naprawdę to nie postacie są tu ważne, a właśnie ten hermetyczny, zamknięty świat, w którym czujemy się bezradni. Kulminacją powieści i zarazem majstersztykiem są ostatnie strony, do których dochodzimy stanowczo zbyt szybko. Puenta przedstawiona przez Aldissa nie mogłaby być bardziej dosadna, a jednocześnie zmuszająca do namysłu.
W trakcie lektury stawiamy sobie pytania o możliwą ewolucję człowieka, o jego zachowanie na ograniczonej przestrzeni, pozostawionego samemu sobie. Odpowiedzi sugerowane przez autora są dość przerażające. Podobnie ma się przeobrażanie samego świata, który ci ludzie zamieszkują. Podzieleni na plemiona, boją się wyściubić nosa z własnego podwórka, ślepo wierząc w „ogólną prawdę”, przekazując sobie nawzajem jedynie legendy. Degeneracja statku, którą obserwujemy przy okazji wyprawy Complaina, wydaje się przytłaczać i czasem wręcz zmuszać mieszkańców do wycofania się i ustąpienia.
Specyficzny styl, którym książka została napisana, nie wszystkim przypadnie do gustu. Wydaje się on być w pewnym sensie bezosobowy; zwroty akcji podane są bez żadnych emocji czy stopniowania napięcia. Przez to trudno przebrnąć przez pierwsze strony, ale gdy już to uczynimy, fabuła i chęć poznania, co kryje się za Kwaterami, Pokładami, Ludźmi z Dziobu czy legendarnymi Gigantami, pociągnie nas w głąb lektury i nie wypuści aż do ostatniej strony.
Samo
wydanie Solarisu z 2007 roku dobrze służy lekturze, a i na półce
wygląda porządnie obok innych pozycji z serii „Klasyka science fiction”.
I właśnie jako tę klasykę, każdy miłośnik gatunku powinien poznać
twórczość Briana Aldissa, zaczynając na dobry początek od „Non stop”. Ta
powieść wciągnie Was do reszty, a zakończenie zostawi zaszokowanych i z
bogatym materiałem do rozważań.
Recenzja również na portalu Bestiariusz
Link do recenzji: Non stop popularna klasyka