niedziela, 30 grudnia 2012

#142 Podsumowanie grudnia i roku

Grudzień dobiega końca, a tym samym także rok 2012. Zanim przejdę do ogólniejszych statystyk, podsumujmy ostatni miesiąc :)

Przeczytałam 5 książek, o łącznej liczbie 1613 stron, co daje ~54 stron/dzień. Trzy z tych książek już zrecenzowałam, tylko czekam na korektę na portalu, a pozostałe dwie się usilnie piszą.

1. Saladin Ahmed, "Tron Półksiężyca" - 6/10
2. Chris Culver, "Opactwo" - 7/10
3. Nancy Kress, "Gwiazda prawdopodobieństwa" - 9/10
4. Ken McClure, "Uzdrowiciel" - 5/10
5. L.J.McDonald, "Walka Sylfa" - 4/10

Pojawiło się parę recenzji książek z listopada ("Zawładnięci" i "Tam i z powrotem"), rozstrzygnęłam konkurs na 33 333 odsłonę oraz omówiłam Nową Fantastykę 12/2012, a nowe nabytki mogliście podziwiać w zaległym stosiku.

Na styczeń staram się za wiele nie planować, bo 10 stycznia mam egzamin inżynierski, do którego raczej czytać nic nie będę - poza zagadnieniami. Za to po tej dacie - 20 dni wolności!

***
Rok 2012 był niezbyt udany pod względem ilości przeczytanych książek, bo mam za sobą zaledwie 48 pozycji. Cieszę się, że udało mi się większość zrecenzować, nawet jeśli niektóre recenzje jeszcze sobie wiszą i nie doczekały się publikacji. Poza książkami, czytałam i pisałam omówienia Nowej Fantastyki, grałam w gry, których recenzje umieściłam na dedykowanych serwisach, a także oglądałam mnóstwo seriali i filmów (z czego zrecenzowałam 2 tytuły, ale chyba pokuszę się jeszcze o recenzję "Hobbita", który jest świetny). Przy okazji, skończyłam semestr 6 i 7 studiów inżynierskich informatyki i teraz przede mną już tylko formalność, czyli egzamin, zanim będziecie mogli do mnie mówić "pani inżynier" :D.

Może przejdźmy do liczb ;):
Przez cały rok przybyło mi 24889 wyświetleń, co w porównaniu do poprzedniego (od rozpoczęcia działalności bloga, czyli od kwietnia 2011) dało 255% wzrost oglądalności. Obserwuje mnie już was 246 (dzięki!), napisaliście łącznie 1961 komentarzy. z czego 1483 w tym roku.

Przez dwanaście miesięcy opublikowałam 88 postów, co daje średnią 7,33 postów/miesiąc.
Nawiązałam współpracę z dwoma wydawnictwami (Almaz i Paperback) i dwoma portalami - Audeo i Secretum.

***

Najlepsze książki roku


Fragment recenzji:
"Już oficjalnie mogę to stwierdzić – znalazłam swoją „perełkę” w serii „(Najprawdopodobniej) najlepsze książki na świecie”. Nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko, ale powieść „Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” to kawał świetnej literatury, który ma w sobie wszystko to, co uwielbiam, a nawet jeszcze więcej. Wszystkim zainteresowanym polecam lekturę tej książki z całego serca. Zresztą, tym niezainteresowanym też. Naprawdę warto." Więcej

Do tej pory wspominam ją bardzo miło i chętnie przeczytałabym jeszcze raz.

"Gra Endera", Orson Scott Card (audiobook)
Fragment recenzji:
"Gra Endera" to książka, którą Orson Scott Card podbił serca czytelników fantastyki, a w szczególności science fiction, na całym świecie. Spokojnie można zaliczyć ją do klasyki gatunku, a zarazem literatury bardzo wciągającej i emocjonującej. Nie jest to czysta fantastyka naukowa - dużo tu wnikliwej psychologii w odniesieniu do jednostki, ale także społeczeństwa jako całości. Książkę czytałam już jakiś czas temu i dzięki portalowi Audeo nadarzyła się świetna okazja, by przypomnieć sobie tę epicką historię. Szczególnie, że 1 listopada 2013 roku planowana jest premiera filmu na jej podstawie." Więcej

Kolejna lektura książki nie zmieniła niczego w jej odbiorze, a może nawet głos Rocha Siemianowskiego dodał jej efektowności.

"Player one", Ernest Cline
Fragment recenzji:
"Ernest Cline stworzył przyszłość, w której świat nie jest przyjaznym miejscem, a ludzie uciekają do wirtualnej rzeczywistości, pełnej nieograniczonych możliwości. Wraz z Wadem przeżyjemy niezapomnianą przygodę będąc równocześnie w dwóch miejscach i czasach na raz – na Ziemi i w Oasis, w 2044 roku i w latach 80. Tytuł „najlepszej powieści science fiction 2011” jak najbardziej należy się tej powieści i po prostu trzeba ją poznać!" Więcej

Chociaż to nie książka dla wszystkich, dla mnie była świetna - szybka akcja, motyw gier komputerowych i świetne pomysły autora.

***

Najgorsze książki roku


W tej kategorii wyróżnienie otrzymuje tylko jedna:
Fragment recenzji:
"Ciężko stwierdzić, do jakiego gatunku przynależy ta powieść. Nota z tyłu okładki opisuje ją jako fantastykę, co jest zupełną nieprawdą. Mamy tu do czynienia z awanturniczą powieścią historyczną z elementami romansu. Powiązanie barwnie opisanych potyczek z irracjonalną pogonią za uczuciem nie zadowoli w pełni ani kobiet, ani mężczyzn. Jeśli dodatkowo liczycie na wspomnianych w opisie książki „polskich szlachciców” to kolejne rozczarowanie gotowe – jedynie parę razy pojawia się generał Leszczyński, którego arogancja i brak poszanowania dla zasad nie wystawiają Polakom zbyt dobrej opinii." Więcej


***

Rozczarowania roku


Fragment recenzji:
"Na niespełna trzystu stronach Magdalena Kozak podjęła się bardzo ambitnego zadania – tchnięcia odrobiny świeżości w oklepany temat. Tylko poniekąd jest to próba udana, gdyż zarówno fabuła, jak i bohaterowie są po części świetni, a momentami wieje nudą. Może lepszym pomysłem byłoby zupełna wariacja i rozwinięcie bajki w coś więcej, porzucenie szablonów i uwolnienie wyobraźni. Ta pozycja to ciekawostka, której znajomość nie zaszkodzi, a nawet zapewni parę chwil rozrywki. Na dłuższą metę jednak koncepcja alternatywnej wersji księżniczki w wieży nie wypaliła do końca." Więcej 

Książkę czyta się w miarę szybko, a Pasia jest cudowna, ale... mogło być o wiele lepiej.

"Saga", Conor Kostick"
Fragment recenzji:
"Widoczna jest tutaj przewidywalność fabuły, a także jej powtarzalność względem "Epica". Mamy grupkę przyjaciół, która nie godzi się na jawnie niesprawiedliwy system władzy, więc buntuje i zyskuje poparcie społeczeństwa. Pomaga im ktoś, kto był bliski rządzącym, ale teraz chce zemsty. Brzmi znajomo? Dla mnie nawet za bardzo. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się szybko i przyjemnie, chociaż bez wypieków na twarzy. Miejmy nadzieję, że trzeci tom trylogii będzie zbudowany na innym schemacie, a wtedy jego lektura przyniesie więcej wrażeń." Więcej

Nie jest to książka zła, ale całkowicie schematyczna, powtarzająca swoją poprzedniczkę.

Seria "Powrót do domu", Orson Scott Card
Pojedyncze książki oceniałam bardzo wysoko, mając ciągle nadzieję, że Card pójdzie w inną stronę niż to się stało. Wrażenie niedosytu i niewykorzystanego pomysłu zniszczyło mi moje postrzeganie całości serii... Recenzje wszystkich części

***

Godne uwagi


I ostatnia kategoria książek nie genialnych, ale stanowczo godnych uwagi.
Seria "Prawdopodobieństwo", Nancy Kress
Fragment recenzji "Księżyc prawdopodobieństwa":
"Powieść Nancy Kress to głównie studium zderzenia dwóch społeczeństw wraz ze wszystkimi tego skutkami. Nie zabrakło tu również elementów space opery, chociaż bez epickich bitew. Akcja szybko mknie do przodu, ale ani bohaterowie, ani aspekty naukowe nie zostały potraktowane po macoszemu. To przede wszystkim książka dla miłośników science-fiction, spodoba się zarówno fanom prozy Arthura C. Clarke’a, jak i Stanisława Lema. Ja po kolejne części z pewnością sięgnę, gdyż (Wszech)Świat wymyślony przez autorkę daje do myślenia, a zarazem zapewnia niebanalną rozrywkę." Więcej

Seria, której wydania pokusiło się wydawnictwo Almaz - i bardzo słusznie! Kolejny tom, "Gwiazda prawdopodobieństwa" już za mną i mogę stwierdzić, że jest nawet lepszy od poprzedniczki.

"Trzeci brzeg Styksu", Krzysztof Beśka
Fragment recenzji:
"Zupełnie inne realia, wspaniała intryga oraz wielowymiarowe postacie składają się na polski kryminał idealny. Niewiele brakuje mu do tych pisanych przez Szwedów, czy Norwegów, ale odróżnia go specyficzny klimat i styl pisania. Powieść czyta się szybko, a po przewróceniu ostatniej strony zostaje niedosyt. Na szczęście, autor pracuje już nad drugą częścią serii, która będzie nosiła tytuł "Pozdrowienia z Londynu". Poczekamy na nią co najmniej do grudnia, ale jest to oczekiwanie pełne nadziei i ciekawości, czym tym razem zaskoczy nas Krzysztof Beśka." Więcej

Świetny polski kryminał, jeden z nielicznych, które mi się spodobały w tym roku.

***

Jak widać, w tym roku (zresztą jak zawsze) czytałam głównie fantastykę, chociaż nie pogardzę dobrym kryminałem. Większość to autorzy zagraniczni, chociaż staram się odważniej sięgać po naszych rodzimych, mimo tak częstych rozczarowań. 

Gatunkowo w 2012 przeczytałam:
36 pozycji fantastycznych (w tym:13 science-fiction)
9 kryminałów
1 pozycję o grach komputerowych
1 romans

Chociaż wyniki te nie są świetne, ja jestem zadowolona. W przyszłym roku postaram się czytać odrobinę więcej, żeby osiągnąć przynajmniej te 52 książki w roku. Cieszę się także, że odwiedzacie mojego bloga i komentujecie, za co bardzo dziękuję. Bez czytelników prowadzenie go nie miałoby sensu. Życzę i Wam i sobie jeszcze lepszego czytelniczo przyszłego roku i wielu sukcesów zarówno w życiu osobistym jak i na Waszych blogach.

niedziela, 23 grudnia 2012

#141 Święta święta!

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga i w ogóle książkoholikom życzę Wesołych Swiąt
Obyście pod choinką znaleźli wymarzone tytuły, a obdarowane przez Was osoby były także zadowolone.
A przede wszystkim, wypocznijcie w rodzinnej atmosferze i miejcie czas i spokój na nadrobienie wszelkich zaległości czytelniczych!


niedziela, 16 grudnia 2012

#140 Wyniku konkursu na 33 333 odsłonę!

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i dobicie wraz ze mną do 33 333 odsłony. Walczyliście naprawdę ostro, bo poprawne zrzuty wysłały mi trzy osoby (coś z tym licznikiem nie tak...), ale... cóż - zwycięzca może być tylko jeden. Dlatego wygrywa osoba, która maila ze zrzutem przysłała mi pierwsza:

 Aleksandra


Ze zwyciężczynią już się skontaktowałam i dostanie ona "Zdradę".

Mam nadzieję, że forma konkursu Wam się podobała, bo chętnie bym go powtórzyła. Pozostaje tylko dopracować, bądź zmienić coś z licznikiem, bo niestety tak nie może być... Sytuacji do końca nie przewidziałam, dlatego przepraszam tych, którzy także złapali licznik, ale nie załapali się na nagrodę. Następnym razem!

sobota, 15 grudnia 2012

#139 Stos listopadowy

Z tymi stosikami tak to u mnie bywa, że zbierają się i zbierają, a ja dopiero jak przekroczą wysokość krytyczną je zauważam i wpadam na to, że można by zrobić im foty. Ale w końcu są - spóźnione, nieco przestarzałe, prawie przeczytane. A stos grudniowy dojrzewa w spokoju...

Stosik zdobyczy własnych i wygranych w konkursach:

1. A. E. Van Vogt, "Misja międzyplanetarna" - pobrane na finta.pl
2. Michał Cetnarowski, "Labirynty" - j/w
3. Elana Johnson, "Zawładnięci" - zakup promocyjny w Matrasie (że też się dałam skusić... Recenzja)
4. Jakub Ćwiek, "Kłamca 1" - prezent urodzinowy od Siostry
5. Jacek Piekara, "Łowca dusz" - z finta.pl
6. Karen Miller, "Przebudzony Mag, tom II" - wygrana w konkursie z Nowej Fantastyki
7. Antologia "Rakietowe szlaki, tom 7" - wygrana w konkursie na fanpage'u księgarni Solaris

Stosik recenzencki:
8. C.S. Friedman, "Skrzydła gniewu" - od Prószyńskiego i S-ki
9. Marianne Curley, "Straż" - od wydawnictwa Jagur (recenzja)
10. Tomasz Duszyński, "Tam i z powrotem. Tom 1:Podróż" - od wydawnictwa Paperback (recenzja)
11. Krzysztof Beśka, "Trzeci brzeg Styksu" - od portalu Secretum (recenzja)
12. Thomas Erikson, "Złudzenie" - od portalu DlaLejdis (recenzja)

A także w tle:
Nowa Fantastyka 12/2012 (omówienie)
Nowa Fantastyka 11/2012 (omówienie)
od Prószyński Media.

Jak widać, nałóg mnie ostro trzyma, a czasu na czytanie zawsze brakowało... Stosik grudniowy pojawi się wkrótce. Z racji, że już skończyłam semestr (ostatni, jeszcze tylko egzamin i będę inżynierę) to w końcu czas się znalazł i nadrabiam zaległości :)

Przypominam jeszcze o konkursie, do którego zakończenia już nie długo. Pamiętajcie o zrzucie ekranu!

czwartek, 13 grudnia 2012

#138 Zawładnięci - recenzja

Tytuł: Zawładnięci
Autor: Elana Johnson
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011
Stron: 320

Moja ocena: 4/10










W debiutanckiej powieści Elany Johnson nasza przyszłość nie prezentuje się zbyt dobrze. Ludzie zostali podzieleni na tych "dobrych" i "złych", żyją w wyznaczonych obszarach, a władzę nad nimi sprawują "Ci-od-myślenia", odpowiadający za masowe pranie mózgu. Niezbyt optymistyczna wizja, prawda? Żyjąc w każdej z tych stref, widzielibyśmy zupełnie inny obraz świata. Co ciekawsze, to "źli" mają więcej swobody i dzięki temu mogą próbować obalić dyktatorską władzę...

Vi mieszka w Dobrych Ziemiach, ale przestała słuchać audycji już dawno temu. Łamanie zasad to dla niej rozrywka, aby uciec od niekochającej matki i wspomnień o śmierci ojca i siostry. Pewnego razu, gdy spotkała się w parku nocą (wykroczenie pierwsze) ze swoim narzeczonym (wykroczenie drugie), nie stroniąc od kontaktu dotykowego (wykroczenie trzecie), zgarnęła ją wszechobecna policja i zarządzono... wygnanie do Złych Ziem. Jakby tego było mało, w więzieniu dziewczyna poznaje Jaga, "złego" chłopaka, którego inność od razu do niej przemawia. A może to nie tylko jego aparycja ją do niego przyciąga? Co, jeśli łączą ich pewne... zdolności?

Antyutopie to najnowszy trend w literaturze młodzieżowej, który przyniósł oddech świeżości od manii na paranormale. Jego niewykorzystany potencjał tkwi w każdej kolejnej książce, przynosząc nadzieje na coś nowego, o czym jeszcze dotąd nie czytaliśmy. Johnson wykorzystała elementy innych powieści, wnosząc niewiele własnego pomysłu. Z tyłu okładki "Zawładnięci" porównywani są do "Igrzysk Śmierci" i faktycznie, te dwie książki mają ze sobą wiele punktów wspólnych. Romans w trójkącie, państwo podzielone na odseparowane od siebie części, rząd dyktatorów - to wszystko już niestety znamy, nie tylko z trylogii Suzanne Collins, ale i z paru innych tytułów.

Najciekawszym elementem są zdolności bohaterów, których, dla dobra czytelnika, nie będę zdradzać, bo chcę wam zostawić chociaż jedną rzecz, dla której warto przewracać kolejne karty. Na nieco ponad trzystu stronach autorce nie udało się rozwinąć wątku wystarczająco. Za jedyną, w zupełności udaną rzecz, uważam zakończenie. Chociaż przynosi pewien niedosyt i smutek, to czujemy, że było to znakomite zagranie pisarki, która wykazała się sporą odwagą. Jeśli popracuje nad oryginalnością fabuły i lepiej obmyśli świat, który opisuje (bo tutaj nie wyjaśnia nam zupełnie nic...), to jej kolejna powieść może być naprawdę warta uwagi.

"Zawładnięci" wpasowują się w trend powieści dystopijnych dla nastolatek i chociaż próbują być czymś więcej - niestety im to nie idzie. Poza oklepaną historią miłosną (oczywiście w trójkącie), autorka starała się zaoferować intrygującą fabułę, w rzeczywistości bardzo przewidywalną, oraz tajemnicze zdolności, którymi posługują się bohaterowie, a których pochodzenia możemy się tylko domyślać. Lektura przypomina otwieranie matrioszki z pudełek na prezenty, otwierając kolejne i kolejne nasz apetyt wzrasta, a na końcu nie znajdujemy tam zupełnie nic.

czwartek, 6 grudnia 2012

#137 Tam i z powrotem. Podróż - recenzja

Tytuł: "Tam i z powrotem. Podróż"
Autor: Tomasz Duszyński
Seria: Tam i z powrotem (Tom 1)
Wydawnictwo: Paperback
Rok wydania: 2012
Stron: 388

Moja ocena: 8/10









Rzadko mamy do czynienia z rasowym science-fiction autorstwa naszych rodzimych pisarzy. Czasem jednak zdarzają się perełki, na które warto zwrócić uwagę. Krwistą space operę zaprezentował nam Tomasz Duszyński. Jeśli jednak spodziewacie się poważnego podejścia do tematu i oryginalnych pomysłów – tutaj tego nie znajdziecie, ale bez obaw! W „Tam i z powrotem. Podróż” rządzi humor oraz czerpanie garściami z popkultury.

Maks Barski to chłopak jakich wielu. Jednakże do czasu… Jednego dnia uderza w niego piorun, następnego rozgrywa mistrzowską partię w Space Invaders, a jeszcze kolejnego… przenosi się w kosmos. W skutek pomyłki to jego największego wroga, Sylwka, porwanego razem z nim, obcy uważają za wybrańca. Dzięki temu, Maks zawiązuje przyjaźnie z innymi kadetami wojska Federacji i powoli odnajduje się na ogromnym statku w przestrzeni pochłoniętej wojną z Drakka – androidami wprost z gry na automaty. Jednak roboty nie są przecież takie głupie i wkrótce to Barski znajduje się na celowniku, jako najważniejszy pionek w grze o… no, właśnie, o co?

„Tam i z powrotem: Podróż” to pierwsza z dwóch części międzygalaktycznej przygody. Chociaż bohater jest nastolatkiem, nie jest to lektura dla młodzieży – istnieje nawet obawa, że nie zrozumieją oni wszystkich bardziej lub mniej wyraźnych podtekstów. Tomasz Duszyński, niczym Jakub Ćwiek, przeplata fantastykę z popkulturą – gry na automaty, Gwiezdne Wojny, Władca Pierścieni, różne znane koty, czy nawet elementy „Diuny”. Robi to w tak umiejętny sposób, że nie potrafimy powstrzymać uśmiechu, natrafiając na coś znajomego. Co więcej, Barski to współczesny nam chłopak i on sam zauważa i kojarzy pewne rzeczy, pogłębiając wrażenie, że jego przygoda to coś, co mogłoby spotkać każdego z nas. 

Przez karty książki przesiąka nie tylko kultura, ale i elementy nieco bardziej poważne. Maks, trafiając na zaprzyjaźnioną planetę, zostaje uraczony kilkudaniowym posiłkiem złożonym z naszych tradycyjnych potraw.  Polska niejednokrotnie jest wspominana jako miejsce, do którego tęskni i chce wrócić, mimo tak ciekawych przygód. Autor przekazuje nam przykłady przyjaźni i braterstwa, lojalności, odpowiedzialności, podkreślając ich wagę w naszym życiu. Ilustracją tych cech jest w szczególności postać Gahr-felda – futrzanego stworzenia, przypominającego kota… 

Książkę czyta się bardzo szybko. Jeśli już wciągniemy się w tę historię, nie wypuści nas ona aż do przewrócenia ostatniej strony. Styl pisarza jest bardzo przyjemny, nic w nim nie zgrzyta. Chociaż sam pomysł na fabułę z pozoru może się wydawać nieco naiwny i wtórny, a wobec tego skierowany bardziej do młodzieży, gdy się w niego wgłębimy, okazuje się mieć drugie dno. W „Tam i z powrotem. Podróż” ponad ekscytującą fabułą i poważniejszymi, wręcz edukacyjnymi elementami, stoi humor. Autor często puszcza do nas oko, bardziej czy mniej bezpośrednio. Space-oper na rynku mamy wiele, ale ile z nich potrafiłoby nas rozśmieszyć, a przy tym wciągnąć do ostatniej strony? Polecam nie tylko młodzieży.

 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Paperback

wtorek, 4 grudnia 2012

#136 Nowa Fantastyka 12/2012 - omówienie

Każde świętowanie się kiedyś kończy. Także Nowa Fantastyka po trzech miesiącach wydań jubileuszowych, wraca do rzeczywistości, ale nie bez pewnych zmian.

Najbardziej wyraźną jest brak felietonu Jakuba Ćwieka. Zamiast niego Rafał Kosik z "Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin?" apeluje do Ministerstwa Edukacji o zmianę sposobu nauczania, zaprzestanie promowania średniaków i wyzwalanie w dzieciach kreatywności. Jednakże wszystkich zmartwionych nieobecnością Kuby od razu uspokajam - zamiast "Pop, goes my heart" dostajemy obszerną relację z jednego najważniejszych konwentów na świecie - Comic Conu. Wiele bym dała, żeby kiedyś tam zawitać i jeśli kochacie filmy, komiksy i gry komputerowe, pewnie podzielacie moje zdanie. A jeśli nie - po tym tekście zaczniecie.

Pozostając w temacie artykułów - z racji niedawnej premiery ostatniego tomu Pana Lodowego Ogrodu, Anna Kaiper i Marcin Batylda fundują nam zwiedzanie Midgaardu w ramach obszernej recenzji serii - idealne przed lekturą części czwartej. Tekst Wawrzyńca Podrzuckiego to jeden z ciekawszych w numerze. W "SF, kłamstwa i faceci w fartuchach" skupia się on na bzdurnych pomysłach w filmach z gatunku fantastyki naukowej. Uświadamia nam, że to nie tylko wina filmowców - ale dziennikarzy i naukowców, którzy poprzez mylne tytuły i niedopowiedzenia sugerują, że nauka ma się lepiej niż faktycznie. Pora na artykuł nietypowy - "Jim Henson - bajarz-eksperymentator" autorstwa Andrzeja Kaczmarczyka. Przybliża on biografię twórcy... Muppetów. W ostatniej publikacji, Mateusz Albin opowiada historię "Filmowej podróży na Samotną Górę", czyli o wszystkich próbach ekranizacji Hobbita. A dla fanów Nika Pierumowa - wywiad z autorem, w którym wiele o jego kontynuacji "Władcy Pierścieni" Tolkiena.

W pozostałych felietonach stały skład - Michael J. Sullivan uczy, jak dać czytelnikowi "Powód do czytania", Peter Watts edukuje nas z biologii w "Przepustowości duszy", a Łukasz Orbitowski tym razem o filmie o wampirach - "Near Dark". Kontynuując nowy zwyczaj obszernych recenzji, Marcin Zwierzchowski omawia "Cyrk nocy" autorstwa Erin Morgenstern. I naprawdę narobił mi chrapkę na tę książkę.

A sedno numeru, czyli opowiadania, tak jak od pewnego już czasu trzymają bardzo wysoki poziom.
"Koniec Aureusa", Janusz Cyran -  dużo tekstu, który z początku przeraża swoją "jednolitością". Później jednak historia tajemniczych monet wciąga i zostawia bardzo dobre wrażenie.
"Jutro Percival", Paweł Kempczyński - ponownie brak akapitów może odstraszać, ale to naprawdę ciekawa historia i warto dać jej szansę. Główny bohater opuścił cywilizację i w zamieszkanej przez potwory dżungli oczekuje nadejścia końca świata.
"Pluvianus Aegyptus", Joanna Kułakowska - opowiadanie chyba najbardziej przyziemne i przez to odstaje nieco od pozostałych. Klimatem i elementami fabuły przypomina "Szamankę od umarlaków" Raduchowskiej, ale autorka idzie w inną stronę.
"Łkający car wpatruje się w Upadły Księżyc", Ken Scholes - długi tekst, ale naprawdę piękny i wzruszający. Historia cara, który musi cierpieć i łkać, by pokutować za grzechy swoich przodków; wszystko się zmienia, gdy dostaje w swoje ręce sierp księżyca...
"Twarzą w twarz", Karen Joy Fowler - para astronautów mieszka na obcej planecie i bada jej mieszkańców. Może to jednak mieszkańcy badają ich? Interesująca historią, która zostawia czytelnika zaniepokojonego.

Poza tym, jak zawsze, recenzje książek ("Portal zdobiony posągami", "W mrok", "Czerwona mgła"), filmów i seriali ("Fringe" + wywiad z Johnem Noblem, grającym Waltera Bishopa, "Looper") oraz komiksów. Do wygrania tym razem między innymi "W mrok" i "Assassin's Creed. Objawienie".

W wersji online - jeszcze więcej recenzji, dłuższa wersja wywiadu z Nikiem Pierumowem, Andrzej Kaczmarczyk o cyklu "Redwall" i Jerzy Rzymowski o "Mrocznym dziedzictwie" - to wszystko tutaj.

niedziela, 2 grudnia 2012

#135 Podsumowanie listopada

I pomyśleć, że jeszcze niedawno pisałam podsumowanie października... Jak ten czas szybko leci! Ale do rzeczy - listopad, o dziwo, był lepszym miesiącem niż poprzednie. Odrobinę, ale zawsze :)

Przeczytałam 5 książek o łącznej liczbie stron 2120, co daje ok. 71 stron/dzień. Czyli o cały tysiąc słów więcej niż w październiku!

1.  E.L. James, "Fifty Shades of Grey" - 5/10
2. Jeffery Deaver, "Twój cień" - 7/10
3. Thomas Erikson, "Złudzenie" - 7/10
4. Tomasz Duszyński, "Tam i z powrotem. Tom 1. Podróż" - 8/10
5. Elana Johnson, "Zawładnięci" - 5/10
6. Nowa Fantastyka 12/2012

Do tego pojawiło się omówienie Nowej Fantastyki 11/2012, zaległa recenzja Trzeciego brzegu Styksu, łańcuszek, oraz konkurs. Jak widać, z czytaniem powiedzmy, że jest nieźle, ale z recenzjami już trochę gorzej...

W tym miesiącu:
- podsumowanie zdobyczy autografowych
- recenzje "Tam i z powrotem" Tomasza Duszyńskiego, audiobooka "Zagubiona przyszłość", "Zawładniętych" Eleny Johnson
- stosik własny i recenzencki
- omówienie Nowej Fantastyki 12/2012
... i wiele więcej.

Jakie są Wasze plany na grudzień i jak minął Wam listopad?

PS. Przy okazji, zapraszam Was ponownie na allegro, na którym trwa licytacja całej Serii Niefortunnych Zdarzeń, wraz z nieautoryzowaną biografią Snicketa:
http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=14300171

PS2. No i zapraszam do konkursu!

piątek, 30 listopada 2012

#134 Złudzenie - recenzja


Tytuł: Złudzenie
Autor: Thomas Erikson
Seria: Z Alexem Kingiem (#1)
Wydawnictwo: Rea
Data wydania: Październik 2012
Stron: 576

Moja ocena: 7/10









Alex King jest uzależniony od ciekawych spraw. Wrodzony upór oraz nieprzeciętne umiejętności w analizowaniu ludzkich zachowań pozwalają mu włączyć się do śledztwa, spełniającego jego wysokie wymagania. U boku Niny Mander próbuje rozgryźć zagadkę zaginięcia brata komendanta. Jednocześnie sztokholmska policja staje przed  sprawą szantaży bogatych ludzi, którzy w zamian za ochronę do końca życia zmuszani są zapłacić kilkadziesiąt milionów koron. Odmowa oznacza dla nich śmierć z rąk snajpera. Śledztwo jednak staje w miejscu, gdyż brak mu jakichkolwiek punktów zaczepienia.

Akcja książki „Złudzenie” biegnie dwutorowo. Przeplatają się w niej rozdziały z perspektywy Alexa i Niny, a także Fredrika, zaginionego brata komendanta. Dzieli je pewien przedział czasu, który jednocześnie pozwala nam widzieć to, czego jeszcze nie zauważyli bohaterowie, a z drugiej strony został umiejętnie wykorzystany, by wprowadzić nas w stan zaintrygowania i niepewności. Do końca nie wiemy, co stało się z Fredrikiem i pisaną przez niego biografią Lucyfera, czyli człowieka stojącego na czele najgroźniejszej grupy przestępczej w Szwecji. Co jakiś czas czytamy także o ludziach, którzy znaleźli się na celowniku tajemniczych szantażystów oraz zatrudnianej przez nich kobiety-snajpera. Mimo takiego natłoku postaci, pisarz sprawia, że łatwo się wśród nich odnaleźć. Najciekawsze jednak są epizody, w których główną bohaterką jest bezimienna dziewczynka, chcąca imponować swemu ojcu. Przez całą książkę zastanawiamy się, kim ona jest. A odpowiedź na to pytanie jest najbardziej zaskakująca.

Co ciekawe, sam tytuł powieści nie odnosi się bezpośrednio do jej treści. Nie raz złudzeniem okazuje się nasze postrzeganie rzeczywistości, a także innych ludzi. Erikson jest behawiorystą i trenerem coachingu, dzieli przy tym ludzi na cztery kategorie: czerwonych, żółtych, zielonych i niebieskich. W osobie Kinga zawarł dużą cząstkę siebie – łączy ich przebojowość i zawód właśnie. Chociaż psychologia i kryminał często występują wspólnie, to głębsza analiza ludzkiego zachowania, którą możemy bezpośrednio odnieść do świata wokół nas, jest rzadko spotykana. Tym ciekawiej czyta się ten debiut szwedzkiego autora. Chociaż musi trochę poćwiczyć nad warsztatem, szczególnie równomiernością tempa akcji, wprowadził do gatunku coś nowego.

Zakończenie „Złudzenia” jest trochę niesatysfakcjonujące, bo nie zamyka wszystkich wątków. Autor świadomie zostawił sobie tę furtkę na wypadek kolejnych tomów przygód Alexa Kinga. Jeśli tylko poprawi trochę styl pisania, utrzymując przy tym stopień skomplikowana fabuły, może to być kolejna godna uwagi seria kryminalna rodem ze Skandynawii. Thomas Erikson tymczasem dołącza do grona pisarzy godnych uwagi, których postępy będę uważnie śledzić.

Książka została przekazana od serwisu dlalejdis.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Uzależniony od ciekawych spraw

środa, 28 listopada 2012

#133 Konkurs - złap 33 333!

Dawno nie dzieliłam się książkami - trzeba to zmienić! A, że przekroczyłam już barierę 30k odsłon, zapraszam Was do złapania tej 33 333 odsłony

Regulamin:
1. Konkurs organizuję ja, Immora, właścicielka bloga My-fantastic-books.
2. Trwa on do momentu, w którym przekroczę 33 333 odsłon i ktoś wyśle mi zrzut ekranu z potwierdzeniem złapania tej liczby na liczniku.
3. Zrzut ekranu wysyłajcie na adres: immora.fray@gmail.com
4. Nie musicie obserwować mojego bloga, ani lubić mnie na fejsie, ale byłoby mi miło :) 
5. Jeśli chcecie, to poniżej jest banner, którym możecie poinformować o konkursie na swoim blogu i przyśpieszyć jego zakończenie:


6. Zwycięzca może wybrać sobie jedną z książek widocznych na bannerze ("Kot syjonu", "Rezydent wieży. Księga 1", "Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje", "Wichry archipelagu", "Zdrada").

I to tyle :) Ta liczba i tak prędzej, czy później by nadeszła, więc chętnie z jej okazji kogoś nagrodzę. Czekam także na odzew, czy taka forma konkursu Wam się podoba?

czwartek, 15 listopada 2012

#132 Twój cień - recenzja

Tytuł: Twój cień
Autor: Jeffery Deaver
Seria: Kathryn Dance (#3)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 456

Moja ocena: 7/10









Kayleigh Towne to młoda, ale odnosząca niesamowite sukcesy, piosenkarka country. Jej słowa płyną prosto z serca i swoim przesłaniem docierają do wielu ludzi. Wśród nich znajduje się Edwin Sharp, dla którego każda piosenka ma drugie znaczenie, a automatyczny podpis „XO, Kayleigh” w odpowiedzi na jego maile zdaje się mu być wyznaniem miłości. Opętany myślą, że dziewczyna skrycie go kocha, lecz to jej najbliżsi nie pozwalają im na związek, przybywa do Fresna i staje się pełnoprawnym stalkerem. Wraz z jego obecnością w rodzinnym miasteczku piosenkarki zaczynają ginąć w makabrycznych okolicznościach jej rodzina i przyjaciele, a będąca przypadkiem w okolicy, dobra znajoma Kayleigh, Kathryn Dance, podejmuje niebezpieczną grę z zabójcą.

Tytułowy „Twój cień” to jedna z piosenek wymyślonych na potrzeby książki przez autora, a zarazem ulubiony utwór Edwina Sharpa. W jego rytmie popełniane są wymyślne morderstwa, opierające się kolejno na poszczególnych zwrotkach. Teksty wszystkich nagrań zostały zamieszczone z tyłu książki, a ich fragmenty przewijają się często w trakcie fabuły. Deaver naprawdę się postarał, wymyślając treści piosenek, a co więcej – na jego stronie udostępnione zostały… ich fragmenty. Może nie są do końca zgodne z tym, co miałam w głowie podczas lektury, ale inicjatywa godna pochwały. Trzeba w tym miejscu docenić także ogromny wysiłek tłumaczki, Maciejki Mazan, która postarała się o jak najwierniejsze odwzorowanie wszystkich rymów, zachowując przy tym sens przesłania.

To właśnie wokół piosenek kręci się fabuła, gdyż zawierają one wskazówki dotyczące przyszłych zbrodni. Uważny czytelnik może pokusić się o obstawianie potencjalnych miejsc zabójstw, ofiar oraz tożsamości mordercy, która do końca nie jest jasna. Amerykański pisarz jak zawsze mami, czaruje opisami, podsuwa fałszywe tropy, a na końcu i tak nas zaskoczy. Jednocześnie historia nie wydaje się być oderwana od rzeczywistości – to wszystko mogło się wydarzyć naprawdę. Świat wykreowany jest prawdziwie, przeplatane są wątki polityczne, anegdoty o popkulturze, czy muzyce – jej historii, ewolucji nośników, a także ciężkich czasach, jakie nastały dla branży.

Nie zabraknie tu również historii osobistych głównej bohaterki, Kathryn Dance. Postać ta pojawiła się pierwszy raz w fenomenalnej „Śpiącej laleczce” , a „Twój cień” to trzeci tom serii ze specjalistką od kinezyki, czyli nauki o mowie ciała. Chociaż tym razem jej umiejętności trudno było w pełni wykorzystać, wszak stalkerzy, a w szczególności nasz Edwin Sharpe, to bardzo opanowani ludzie, których urojenia wydają się im być prawdą. Jeśli jednak macie nadzieję na kryminologię znaną bardziej z CSI, nie rozczarujecie się. Miłym akcentem dla wiernych czytelników autora jest gościnny udział w śledztwie jego słynnej pary bohaterów: Lincolna Rhyme’a i Amelii Sachs.

„Twój cień” to sztampowy thriller spod pióra Jeffery’ego Deavera, co jednak nie znaczy, że jest źle – wręcz przeciwnie! Książkę czyta się niesamowicie szybko, 400 stron mija w mgnieniu oka. Do końca nie jesteśmy pewni, kto zabił, autor wodzi nas za nos, jak tylko mu się podoba. Jedynym mankamentem jest, niestety, redakcja. Naprawdę często brakowało mi przecinków, a niekiedy zdarzały się i literówki. Mimo wszystko, warto sięgnąć po tę powieść, którą wyróżniają stworzone specjalnie na tę okazję piosenki, pogmatwana intryga oraz wyraziści bohaterowie, o których trudno zapomnieć.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Zabójstwa w rytmie country

poniedziałek, 12 listopada 2012

#131 Liebster blog

Padło i na mnie :) Wiem, że gra już dogorywa (uf), więc pozwólcie, że odpowiem na pytania od shoko (dzięki!) i niech ta odnoga zabawy się na mnie zakończy :)

1.Książki w twardej czy miękkiej okładce?
To zależy - lepiej czyta mi się te w miękkiej, ale twarde okładki wyglądają świetnie na półce.

2.Gatunek książek jaki najczęściej czytasz.
Pierwszy rzut oka na mojego bloga i wiadomo ;) Ale, gwoli ścisłości, najchętniej czytam fantastykę (w szczególności science fiction) oraz kryminały.

3.Tytuł książki, którą najbardziej lubisz.
Wiele ich jest i ciężko mi się zdecydować na jedną konkretną. Największy sentyment mam do serii Harry Potter, a także do Władcy Pierścieni.

4.Co sądzisz o ekranizacji książek?
Rzadko która spełnia moje wymagania. Zawsze przed ekranizacją staram się zapoznać z treścią książki, a jeśli film będzie dobry - to świetnie, bo przedłuży życie powieści.

5.Której książki już nigdy nie przeczytasz?
"Już nigdy"? Chyba lektur szkolnych, szkoda mi na nie czasu.

6.Ulubiony cytat.
Nie mam ich wiele, ale jedne z moich ulubionych to:

"THERE IS NO JUSTICE, THERE IS JUST ME" 
(Death, Terry Pratchett)

"-Strange world, isn't it?
- The strangest." 
(The Host, Stephenie Meyer)

"The Lamborghini, then. Much more subtle." 
(Alfred, the Dark Knight)

7.Książka, do której jeszcze wrócisz?
Na pewno wrócę do serii, które wymieniłam w punkcie 3. Ale mam w planach powtórzenie sobie wcześniejszych thrillerów Deavera. Zazwyczaj też staram wrócić się do książki przed jej ekranizacją.

8.Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami?

W podstawówce :) W sumie, książki były ze mną od zawsze. Nie miałam momentu "zero", w którym nagle naszło mnie na czytanie. Zawsze byłam częstym gościem w bibliotekach. Zaczytywałam się szczególnie w serii o Ani z Zielonego Wzgórza i kryminałach o Trzech Detektywach.

9.Elegancko czy sportowo?

Przede wszystkim wygodnie i komfortowo.

10.Włosy proste czy kręcone?

Proste.

11. Naturalnie czy makijaż?

Naturalny makijaż ;)

piątek, 9 listopada 2012

#130 Trzeci brzeg Styksu - recenzja

Tytuł: Trzeci brzeg Styksu
Autor: Krzysztof Beśka
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2012
Stron: 416

Moja ocena: 8/10










1892 rok, Łódź. Tym fabrycznym miastem wstrząsa porwanie syna jednego z bogatszych mieszkańców. Zdesperowani rodzice wynajmują prywatnego detektywa, Riepina, któremu towarzyszy Stanisław Raczyński. Jednak to nie koniec tajemniczych zbrodni w mieści - wręcz przeciwnie, to dopiero początek. Niedługo potem ginie kolejny chłopiec, znika przyjezdny robotnik, a kamienice w różnych stronach miasta bez ostrzeżenia obracają się w gruzy. Czy te wydarzenia w ogóle coś łączy? Wydaje się, że tylko niepokorni detektywi zdołają rozwikłać tę zagadkę.

Polskim kryminałom wiele brakuje do tych zagranicznych, w szczególności obecnych królów gatunku - ze Skandynawii. Krzysztof Beśka nie wystraszył się jednak tej opinii, a nawet podszedł do niej ambitnie, przenosząc miejsce akcji do dawnej Łodzi. W trakcie lektury czuć, że wiele czasu spędził odkrywając to miasto praktycznie od nowa, zapełniając je ludźmi z krwi i kości, sprawiając, że ich problemy zainteresują nas i wywołają mnóstwo skrajnych emocji. Każda część książki jest oddzielona stroną przeznaczoną na wycinek dziennika z tamtych czasów, który, choć stanowi jedynie ciekawostkę, nadaje powieści wiarygodności.

Łódź z "Trzeciego brzegu Styksu" to miasto obdarzone duszą. Jego zatłoczone uliczki, niebezpieczne po zmroku, tupot nóg zdążających do pracy w fabryce, wąskie kamienice, zamieszkane przez wachlarz narodowości - bo nie tylko Polaków, ale i Rosjan, a nawet Żydów - wszystko to zostało opisane wnikliwie, ale nie nachalnie. Jak mówi sam autor, tutaj nie znajdziemy "opisów przyrody, jak u Orzeszkowej". Wszystkie części fabuły zostają podane w idealnych ilościach, a każdy, nawet najmniej, wydawałoby się, znaczący element ma swój cel.

"To miasto, jak często o nim mawiano, powstałe z niczego, wciąż zaskakiwało i zadziwiało."

W dawnej Łodzi następuje zderzenie różnych kultur, które pozostaje nie bez wpływu na fabułę, ani na dobór osób na głównych bohaterów. Tak naprawdę, z każdej z wymienionych wyżej narodowości, mamy co najmniej jedną znaczącą postać, której losy śledzimy z zapartym tchem. Beśka bez oporów przedstawia nam akcję z co rusz to innego punktu widzenia, dzięki czemu nabieramy perspektywy i dane jest nam domyśleć się pewnych rzeczy jeszcze przed naszymi detektywami. Mimo to, zakończenie zaskakuje, z jednej strony pomysłowością, a z drugiej nagłością wydarzeń, które im bliżej końca, tym gnają szybciej, na łeb na szyję.

Zupełnie inne realia, wspaniała intryga oraz wielowymiarowe postacie składają się na polski kryminał idealny. Niewiele brakuje mu do tych pisanych przez Szwedów, czy Norwegów, ale odróżnia go specyficzny klimat i styl pisania. Powieść czyta się szybko, a po przewróceniu ostatniej strony zostaje niedosyt. Na szczęście, autor pracuje już nad drugą częścią serii, która będzie nosiła tytuł "Pozdrowienia z Londynu". Poczekamy na nią co najmniej do grudnia, ale jest to oczekiwanie pełne nadziei i ciekawości, czym tym razem zaskoczy nas Krzysztof Beśka.

Książka została przekazana od serwisu Secretum za co serdecznie dziękuję.

niedziela, 4 listopada 2012

#129 Nowa Fantastyka 11/2012 - omówienie

XXX-lecia Nowej Fantastyki ciąg dalszy. Tym w postaci felietonów Jacka Dukaja i Konrada Wągrowskiego. Ten pierwszy w "Spowiedzi rówieśnika" pisze o tym, że jego własny życiorys bardzo przypomina ten miesięcznika. Opowiada o rozwoju polskiej fantastyki w porównaniu do tej zagranicznej, a w szczególności ewolucji science fiction oraz zjawisku powstawania nowych gatunków literackich. Wymienia wiele ciekawych tytułów, które kiedyś warto byłoby przeczytać, a które odcisnęły swoje piętno w historii fantastyki. Tylko postawienie "Pięćdziesięciu twarzy Greya" obok "Metra 2033" trochę mnie uraziło.

Kolejnym takim przeglądem trzydziestolecia, tym razem w filmie, jest "Odyseja kosmiczna 1982-2012" Konrada Wągrowskiego. Również znajdziemy tu wiele inspiracji, od science-fiction przez ekranizacje komiksów, po fantasy. Chociaż ilościowo artykułów jubileuszowych nie dostaniemy wiele, to jakościowo są one bardzo dobre, długie i interesujące. Z pozostałych tekstów jeden, Marcina Zwierzchowskiego, przybliża sylwetkę Paola Bacigalupiego (i robi nie lada smaka na jego utwory), a drugi, Agnieszki Haskiej i Jerzego Stachowicza, recenzje z lamusa.

Felietonowo zespół jak zawsze ten sam i w wysokiej formie. Jakub Ćwiek w "Niepokonanych" mówi o tym, że nie wszyscy twórcy wiedzą, kiedy warto zejść ze sceny. W 11 odcinku rad dla pisząych, Michael Sullivan pokazuje, jak sprytnie można wykorzystać wielozadaniowość do opisywania rzeczywistości. Rafał Kosik znowu podejmuje ciężki temat e-booków i przetrwania literatury ogólnie. Pisarze czekają na "C.U.D.". Peter Watts tym razem psychologicznie - przytacza eksperyment, w którym większość ludzi nie zauważa, że ich opinie zmieniły o 180 stopni. A na koniec Orbitowski i "Gorycz i żółć", czyli o filmie "Amer".

W kwestii opowiadań znowu bardzo wysoki poziom. W tym numerze tekstów jest mniej, ale za to czyje!
Andrzej Ziemiański, "Pułapka Tesli" - w tym opowiadaniu nic nie jest na swoim miejscu, a jednak wszystko gra jak w zegarku. Mamy tu największych wynalazców (Edison, Bell, Tesla), współczesny Wrocław oraz mordercę. Największą i w sumie jedyną wadą jest... korekta - znalazłam dwa błędy ortograficzne i parę literówek...
Bartosz Działoszyński, "Masz to jak w banku" - ponura przyszłość przedstawiona z perspektywy urzędnika Agencji Kontroli Mikroekenomicznej. Czyta się w porządku, a główny bohater jest bardzo intrygujący.
Jason Sanford, "Dotyk niebios" - rasowe science-fiction. Historia kobiety zdradzonej przez swą psychopatyczną przyjaciółkę, i pozostawionej na pastwę losu na planetoidzie w towarzystwie ducha. Jak dla mnie, bomba.
Terry Pratchett, "Piekielny interes" - jeden z najpopularniejszych pisarzy, tym razem w wersji mniej humorystycznej niż zwykle, ale równie ciekawej. Poznajemy historię diabła, który chce rozreklamować piekło. Brzmi wystarczająco intrygująco?
Catherynne M. Valente, "Aeromaus" - opowiadanie powstałe na zamówienie Nowej Fantastyki, nigdzie wcześniej nie publikowane. Valente to autorka, której książki wydawane są w serii Uczta Wyobraźni i w podobnym stylu utrzymany został tekst. Nic tu nie jest takie, na jakie wygląda, o czym zresztą pisze sama narratorka, mieszkanka podniebnego miasta. Dla ambitnych.

Do tego, jak zawsze, zapowiedzi, recenzje książek ("Tron półksiężyca", "Feed", czy "Drood"), filmów ("Resident Evil:Retrybucja", "Dredd 3D") i komiksów. A w konkursach do wygrania "Zatopione miasto", czyli bardzo łakomy kąsek! ;) 

A w wersji internetowej (tutaj) dodatkowo: artykuł Marcina Zmierzchowskiego "Film to za mało", czyli o świetnych kampaniach reklamowych, Jerzy Rzymowski o serialu "Carnivale" oraz recenzje. Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy kupić - pozwólcie, że Wam pomogę: tak, naprawdę warto!

A po więcej zdjęć z jubileuszu zapraszam do omówienia wrześniowego numeru "NF" - tutaj.

czwartek, 1 listopada 2012

#128 Podsumowanie października i allegro

Październik jak zwykle czytelniczo nie poszedł mi jakoś super, no ale nie tylko czytaniem człowiek żyje ;)

Przeczytałam 3 książki o łącznej liczbie stron 1116, co daje ok. 36 stron/dzień. Dodatkowo przesłuchałam audiobooka trwającego 1055 minuty (17,5 godziny), co zajęło mi praktycznie cały miesiąc :P

1. Krzysztof Beśka, "Trzeci brzeg Styksu"
2. Magdalena Kozak, "Paskuda & Co." 
3. Marianne Curley, "Strażnicy Veridianu. Straż" 
4. Krzysztof Boruń, Andrzej Trepka, "Zagubiona przyszłość" (audiobook)
5. Nowa Fantastyka 11/2012

Do tego pojawiło się omówienie Nowej Fantastyki 10/2012, zaległa recenzja Sagi o rubieżach. Tom 1, stosik oraz zapowiedzi. Nawiązałam także współpracę z wydawnictwem Jaguar, yay :)

W tym miesiącu:
- podsumowanie zdobyczy autografowych
- recenzje "Listów lorda Barthusta" Marcina Mortki (moooże w końcu Fabryka pozwoli), "Trzeciego brzegu styksu" Krzysztofa Beśki, "Tam i z powrotem" Tomasza Duszyńskiego, audiobooka "Zagubiona przyszłość"
- relacja z Bachanaliów Fantastycznych 2012 (jak się w końcu wezmę ;P)
- omówienie Nowej Fantastyki 11/2012
... i wiele więcej.

Jakie są Wasze plany na listopad i jak minął Wam październik?

PS. Przy okazji, zapraszam Was na moje allegro, na którym wystawiłam parę ciekawych pozycji w fajnych cenach (np. "Inwazja" za 10 zł, czy "Wejście w zbrodnię" za 15 ;))

wtorek, 30 października 2012

#127 Straż - recenzja

Tytuł: Straż
Autor: Marianne Curley
Seria: Strażnicy Veridianu (Tom 1)
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2011
Stron: 432

Moja ocena: 7/10









W zalewie marnej jakości publikacji z gatunku zwanego „paranormal romance” każda oryginalniejsza pozycja jest na miarę złota. W "Straży" nie znajdziemy elementów nadprzyrodzonych w postaci wampirów, czy wilkołaków, ale czy ta pozycja się czymś wyróżnia i zasługuje na naszą uwagę?

Straż to organizacja zajmująca się ochroną prawidłowego przebiegu historii przed ingerencją ze strony „tych złych”, czyli Zakonu Chaosu. Jeszcze za bycia małym chłopcem, dołączył do niej Ethan, którym wstrząsnęła tragiczna i przedziwna śmierć siostry. Od tamtej pory co jakiś czas przenosi się do przeszłości i próbuje powstrzymać wysłanników bogini Chaosu. Momentem przełomowym w jego życiu jest przydzielenie mu Ucznia w postaci Isabel, siostry jego dawnego przyjaciela. Wbrew pozorom, między tym dwojgiem nie rozkwita od razu bezbrzeżne uczucie – ona wprawdzie od zawsze czuła przyciąganie do najlepszego kolegi brata, lecz on nie jest zainteresowany. Wspólne szkolenie owocuje kolejnymi wyprawami w odmęty historii, które toczą się zupełnie nie po ich myśli…

Narracja książki biegnie dwutorowo – niemal naprzemiennie obserwujemy akcję z punktu widzenia to Ethana, to Isabel. Nie jest to często wykorzystywany zabieg, a w tym przypadku sprawdził się jak najbardziej, bo nabieramy perspektywy i mamy wgląd w „głowy” naszych bohaterów. A ich osobowości są całkiem interesujące. Chłopak czuje się całkiem osamotniony w domu, w którym rodzice wciąż cierpią po utracie córki. Isabel natomiast musi użerać się ze swoim nadopiekuńczym bratem, który chce zastąpić jej ojca. Ten, choć dawniej przyjaźnił się z Ethanem, odczuwa do niego niechęć. Poróżniła ich obecna dziewczyna Matta, Rachel, dla której również znalazło się miejsce w tej historii. To, że bohaterowie są nastolatkami, autorka przedstawiła bardzo wiarygodnie, nie skąpiąc im lekkomyślności, a mimo to, nie odczuwamy wrażenia, że są niedojrzali. Inne postacie nie wyróżniają się zanadto, oprócz może Arkariana, przełożonego naszych Strażników Czasu, o szafirowych włosach i fiołkowych oczach…

W „Straży” Marianne Curley podjęła temat podróży w czasie, który, choć ostatnio często wykorzystywany, wcale nie jest prosty. Łatwo tu o paradoksy i nielogiczności, jednak na razie, dzięki niedopowiedzeniom, udało jej się wybrnąć z zadania bezproblemowo. Pomysł darów, nadawanych strażnikom, wydaje mi się wprost genialny, bo daje ogromne pole do popisu – w końcu autorka może swoich bohaterów obdarzyć czym tylko chce. Oby tylko nie zmarnowała tej szansy w kolejnych tomach. Samo powstrzymywanie historii przed umyślną zmianą stanowi dodatkowy element edukacyjny, a pisarka umiejętnie posługuje się piórem i potrafi zachęcić do samodzielnego poznawania przedstawionych zalążków historycznych tematów.

W trakcie lektury nie sposób nie zauważyć wielu punktów wspólnych z inną powieścią, której premiera była mniej więcej w tym samym czasie. Mam tu na myśli „Czerwień rubinu” autorstwa Kerstin Gier. Podróże w czasie? Są. Historyczna intryga, która sięga współczesności? Jest. Para bohaterów, między którymi coś się święci? Jest. To wcale nie koniec podobieństw, jednak „Straż” ma nad przeciwniczką jedną bardzo wyraźną przewagę w postaci o wiele lepszego stylu pisania autorki, który nie jest infantylny do bólu, a także dość nowatorskiego rozwiązania romansu między dwójką głównych postaci. 

Krótko mówiąc, „Straż” to książka przeznaczona dla młodzieży płci pięknej – i ta grupa docelowa z pewnością się nie rozczaruje. Bo mamy tu wszystko, czego młode czytelniczki mogłyby zapragnąć: akcję, romans, intrygę i w miarę interesujących bohaterów. Do tego, podane w przystępnej formie i oblane pysznym lukrem w postaci, może zbytnio eksploatowanych ostatnio, podróży w czasie. Bardziej dojrzałym zabraknie tu głębi, a niektóre zagrywki autorki wydadzą się stereotypowe i na wskroś przewidywalne. Mimo to, warto sięgnąć po tę powieść, której wielki potencjał, miejmy nadzieję, rozwinie się w dwóch kolejnych tomach trylogii.

Za ksiązkę dziękuję wydawnictwu Jaguar

niedziela, 28 października 2012

#126 Książki, na które czekam w listopadzie

Tytuł: Skrzydła gniewu
Autor: C. S. Friedman
Seria: Cykl o Magistrach (Tom 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 544

Data wydania: 20 listopada 2012

Gniew Bogów to czarnoksięska bariera chroniąca ludzi przed powrotem demonów. Wzniesiono ją, gdy Duszożercy omal nie doprowadzili południowych krain na skraj wyniszczenia. Wtedy udało ich się odeprzeć.
Przez lata pamięć ludzi o tych wydarzeniach zatarła się, podobnie jak strach przed grozą czyhającą za Gniewem Bogów. Bariera zaczyna jednak kruszeć i nawet magowie z coraz większym lękiem spoglądają na północ.
Tymczasem Kamala, młoda kobieta, która ośmieliła się rzucić wyzwanie Magistrom, zmuszona jest uciekać przed ich gniewem na północ w sam środek niebezpieczeństwa.

Drugi tom przygód Kamali i opowieści o mrocznej magii zapowiada się ciekawie. Tylko ta okładka mi tutaj średnio pasuje....

Tytuł: Science fiction po polsku
Redakcja: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Paperback

Data wydania: 21 listopada 2012

Spis treści:
  • Artur Laisen „Księdza Marka trzy spotkania z demonem”
  • Piotr Sarota „Z poradnika niepraktycznego przeżycia postatomowego”
  • Szymon Stoczek „Samolubny gen”
  • Istvan Vizvary „Muneca”
  • Jakub Ćwiek „Obroża”
  • Dariusz Domagalski „Upiorny błękit”
  • Tomasz Duszyński „Placówka na prawo od Syriusza”
  • Agnieszka Hałas „Opowieść o śpiących królewnach”
  • Paweł Paliński „Wszyscy jesteśmy dziećmi BOG-a”
  • Andrzej W. Sawicki „Nadejście zimy”
  • Milena Wójtowicz „Przeżycie”
To już kolejna antologia polskiego science-fiction, a jednak zupełnie inna i przedstawiająca różnych autorów. Co ciekawe, znajdziemy tutaj także debiutantów - zwycięzców konkursu na stronie wydawnictwa. Co z tego wyszło? Jestem niesamowicie ciekawa i nastawiona bardzo optymistycznie.

I na koniec, coś na co czekam najbardziej:
Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu, t.4
Autor: Jarosław Grzędowicz
Seria: Pan Lodowego Ogrodu (Tom 4)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 896

Data wydania: 30 listopada 2012

Ten cykl to właściwie jeden wielki, literacki popis możliwości kreacji współczesnego pisarza popkulturowego. Faszerowany efektami blockbuster z przesłaniem sprowadzony do postaci książki. Perspektywa opisu zmieniająca się w zależności od tempa akcji, wielotorowa fabuła, słowa kreślące dziwaczny, szalony wręcz obraz rodem z sennych widziadeł Hieronima Boscha. Supertechnologia w bezpardonowym pojedynku z magią. Akcja gna przez świat, który nie jest jedynie płaską dekoracją służącą za tło zmagań herosów. Odkrywamy skomplikowany mechanizm z barierami kulturowymi, obsesjami i pragnieniami, który zachowuje prawo do istnienia i funkcjonowania nawet bez galerii pierwszoplanowych postaci.

To już nie jest tylko forma rozrywki. Jarosław Grzędowicz błyskotliwie udowadnia, że uniwersalnym popowym kodem pisarz może mówić o rzeczach fundamentalnych i prowokować do wyciągania wniosków.

Taki jest Pan Lodowego Ogrodu. Porywająca opowieść o konsekwencjach popełnionych czynów.

W końcu! A 896 stron nie przeraża a cieszy ;)

***
A wy na co czekacie?

poniedziałek, 15 października 2012

#125 Paskuda & Co. - recenzja przedpremierowa

Tytuł: Paskuda & Co.
Autor: Magdalena Kozak
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 17 października 2012
Stron: 292

Moja ocena: 5/10










Chyba każdy kojarzy opowieści, w których rycerz ma uratować księżniczkę w wieży, wykazując się przy tym męstwem i pokonując smoka. Magdalena Kozak pokazuje, jak wygląda to z perspektywy tej drugiej strony.

W „Paskudzie & Co” wszystko jest niemal jak w bajce – mamy i księżniczkę w wieży, i strażnika jej cnoty, i groźnego potwora. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej to coś tu nie gra… Bo potwór jest i owszem, żądny krwi i niezłomny w swym zadaniu, ale mieszka w jeziorze, jest smokiem, a właściwie smoczycą i nazywa się Paskuda. Strażnik chętnie broni cnoty swej księżniczki, ale jeszcze chętniej sam położyłby na niej swoje ręce. A piękna dziewica nie jest ani taka piękna, ani w sumie to nie chce pierwszego lepszego rycerza, a już na pewno nie pozwoli mu zabić swoich przyjaciół. I jak tu uciec z wieży, wyrwać się z impasu?

Magdalena Kozak podeszła do tematu oklepanego i - zdawałoby się - wyczerpanego z nową werwą i pomysłem. W trzynastu rozdziałach przedstawiła swoją własną wersję historii o dziewczynie uwięzionej w wieży, przedstawioną właśnie z jej perspektywy. Księżniczka, podobnie jak Strażnik, nie posiada imienia. Jak zresztą podkreślone zostało w tytule, to smoczyca, Paskuda, stoi w centrum wydarzeń. Przez przygody doświadczone wspólnie (a było ich więcej niż można by się spodziewać), zacieśniają się więzy między całą trójką. Obserwujemy zaczątki przyjaźni, miłości… Razem z nimi przeżywamy zdrady, katastrofy, przybyszów od Księcia, odwiedzające smoki,  wiedźmy, ataki pryszczy, czy zbrojne oddziały, udające krzaki.

Chociaż „Paskuda & Co.” przypomina zbiór opowiadań, jest raczej jedną spójną historią, którą łączy ciąg wydarzeń. Autorka postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko, gdyż cała akcja toczy się w jednym miejscu – w wieży Księżniczki oraz jej najbliższych okolicach. Dlatego po pewnym czasie, niestety, można zacząć odczuwać zmęczenie i zniecierpliwienie niezmiennością scenografii. Chociaż lokatorzy wieży to para dość nudna i przewidywalna, niekanoniczność postaci będzie dla niektórych trudna do przełknięcia. 

Najciekawszą bohaterką bez wątpienia jest Paskuda, pieszczotliwie Pasia, która wprowadza ożywienie oraz ogromną dawkę humoru. Jest ona największą zaletą książki i jej kreacja stanowi najlepszy dowód na talent pisarski autorki. Właśnie co do stylu można mieć największe zastrzeżenia, bo momenty powolne, wręcz nudne, przeplatane są świetnymi epizodami ze smoczycą w roli głównej. Zabawne są jej dźwiękonaśladowcze odgłosy, które ostatecznie ewoluują w niezłą umiejętność mowy, w stylu „ble”, „mniam”, „mniam?”, czy „mniam ble”.

Na niespełna trzystu stronach Magdalena Kozak podjęła się bardzo ambitnego zadania – tchnięcia odrobiny świeżości w oklepany temat. Tylko poniekąd jest to próba udana, gdyż zarówno fabuła, jak i bohaterowie są po części świetni, a momentami wieje nudą. Może lepszym pomysłem byłoby zupełna wariacja i rozwinięcie bajki w coś więcej, porzucenie szablonów i uwolnienie wyobraźni. Ta pozycja to ciekawostka, której znajomość nie zaszkodzi, a nawet zapewni parę chwil rozrywki. Na dłuższą metę jednak koncepcja alternatywnej wersji księżniczki w wieży nie wypaliła do końca.


Książka została przekazana od serwisu dlalejdis.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Paskudnie i uroczo

czwartek, 11 października 2012

#124 Upalna zima - recenzja

Tytuł: Upalna zima
Autorzy: Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Piotr Surmiak, Adam Cebula
Wydawnictwo: Paperback
Rok wydania: 2012
Stron: 321

Moja ocena: 7/10









Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby paru ekspertów od nauk ścisłych usiadło i napisało powieść fantasy? Czy byłaby lepsza, czy może gorsza od tych, które piszą ludzie niezwiązani z nauką? Możecie się o tym przekonać, sięgając po „Upalną zimę”, czyli efekt kolaboracji czterech naukowców, których nazwiska możecie kojarzyć z literatury lub konwentów. Eugeniusz Dębski, Adam Cebula, Andrzej Drzewiński i Piotr Surmiak, w skrócie Kareta Wrocławski – to oni, dawno temu na Bachanaliach Fantastycznych, usiedli i podjęli decyzję o wspólnym pisaniu literatury. Tak powstał zbiór opowiadań, w których technologia napędza fantasy, a kac to tylko przerwa w piciu.

„I nie da się, żeby nie pili…”

Chcąc stworzyć coś nowego i pokazać, że nie należy bać się nauki w historiach fantasy, pisarze oparli się na starych, znanych strukturach: mamy tu pijaka-szlachcica oraz pijaka-poetę. Dodatkowo od czasu do czasu towarzyszą im pijak-krasnolud oraz mag (dla odmiany nie-pijak). Ich misja? Pytanie! Uratować świat, oczywiście. Na „Upalną zimę” składa się pięć opowiadań, które wiążą ze sobą wyżej wymienione postacie, alkohol (który poniekąd jest piątym bohaterem) i pokręcone przygody, w stylu przesunięcia planety na inną orbitę, czy wyprawy na księżyc (w czasach odpowiadających naszemu średniowieczu).

Opowiadania te lepiej rozpatrywać jako całość, jedną powieść. Bardziej są to rozdziały pewnej historii, niż osobne byty. Tyle w nich dodatkowych szczegółów, że równie dobrze mogłyby robić za ciąg wydarzeń następujących po sobie. Do bohaterów bardzo łatwo i szybko da się przyzwyczaić, są bardzo swojscy, jakby wyjęci z podwórka między blokami. Całe dnie poświęcają na picie, a głównym ich zainteresowaniem są, jakżeby inaczej, kobiety. Mimo wszystko ich przygody wciągają, a po pewnym czasie nawet da się do nich przywiązać. 

 „Świat urządzon, jakby dla kpiny z ludzkich pomysłów”.

Wspólne pisanie dwóch autorów już stwarza pewne problemy, a co dopiero czterech! W Posłowiu wyjaśniono, jak powstał Kareta Wrocławski oraz jak przebiegało powstawanie książki, mimo to wciąż nie do końca potrafię sobie to wyobrazić. Szczególnie biorąc pod uwagę tak spójny styl całości, w którym nie ma zgrzytów, dialogi są wiarygodne i zabawne, a opisy malownicze i dosadne. Z miłą chęcią przeczytałabym powieść science fiction, napisaną przez autorów, bo mogłaby śmiało zatrząść posadami gatunku. 

Jak na książkę napisaną przez czterech naukowców trochę tu za mało nauki. Zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby było jej za dużo, byłaby to fantastyka naukowa, ale tak naprawdę podstawy świata nie różnią się niczym od tych, wymyślanych przez zwykłych literatów. Mimo to, „Upalną zimę” czyta się szybko i z ciekawością, a Karecie Wrocławskiemu nie sposób odmówić talentu i odwagi. Może kiedyś doczekamy się kolejnej próby, w nieco innej konwencji, która jeszcze bardziej podkreśli związki z nauką pisarzy.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Paperback

wtorek, 9 października 2012

#123 Nowa Fantastyka 10/2012 - omówienie

I nastało XXX-lecie! Jubileuszowy numer "Nowej Fantastyki" to przede wszystkim wspominkowe artykuły i stojące na bardzo równym, wysokim poziomie opowiadania. 

Jakub Winiarski rozpoczyna numer od wstępniaka o równoległych wszechświatach, czyli temacie fascynującym, ale niemającym nic wspólnego ze świętem obchodzonym przez gazetę. Jerzy Rzymowski w zapowiedziach podsumowując przeszłość, patrzy w przyszłość, czyli na "Cyrk nocy", film "Looper" i komiks "Kłamca: Viva l'arte". Do tego ostatniego wracamy jeszcze w ciekawej dwustronnej kolorowej reklamie. Gdybym lubiła czytać komiksy, jak najbardziej by mnie zachęciła.

Kontynuując temat felietonów, Rafał Kosik, w "Rzeczywistość to za mało" rozwodzi się nad polską fantastyką i swoimi początkami jako pisarza - debiutował opowiadaniem "Pokoje przechodnie" właśnie w Nowej Fantastyce. Peter Watts w "Niegodnych zakończeniach" pomstuje na twórców, którzy potrafią koncertowo zepsuć zwieńczenie serialu. Jako przykład wysuwa tu "Battlestar Galacticę", serial, który zabiły filozoficzno-religijne rozważania. Na koniec, jak zwykle, Łukasz Orbitowski i porównanie filmu Carpentera "Rzecz" do opowiadania Wattsa "Rzeczy". Jego podziw dla kunsztu pisarza skłania do jak najszybszego poznania tekstu i przekonania się, czy faktycznie jest aż taki genialny.

Prawie każdy artykuł w numerze to pewien przekrój. A to przez literaturę, a to naukę, komiks, czy ilustracje i rysowników. Wyraźnie odstaje tekst bardzo "na czasie", czyli o ekranizacji książki Rafała Kosika, "Feliks, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa". Joanna Kołakowska w "Skoku na głęboką wodę" przekonuje, że warto się wybrać. Tekst tylko częściowo przekrojowy to "Nauka kontra fantastyka - stan gry" Wawrzyńca Podrzuckiego. Chyba zainspirował się on felietonem Wattsa z wrześniowego wydania, ale rozwinął pomysł i poszedł w zupełnie inną, bardziej naukową. Pokazuje, że postęp technologii, mimo iż pnie się naprzód, jest mniejszy niż wyobrażali sobie fantaści parędziesiąt lat temu. 

 
Jubileuszowa okładka wyraźnie nawiązuje do tej sprzed 30 lat. Matka i córka?

Obchody 30-lecia "Nowej Fantastyki" to przede wszystkim teksty ludzi związanych z miesięcznikiem od dawna. Tym ciekawszy jest ich punkt widzenia. Michał Cetnarowski w "Socjologicznie, religijnie, historycznie?" wnikliwie i interesująco przedstawia trzy dekady fantastyki w Polsce, poczynając od science fiction, a kończąc na polskim paranormal romance. Maciej Parowski opowiada o początkach miesięcznika i swoich współpracach z rysownikami. Także do komiksu nawiązuje Tomasz Kołodziejczak, znany bardziej ze space opery. W krótkich tekstach, wiążących się ze sobą słowem-kluczem, wspomina swój okres dorastania, fascynację komiksami i "Nową Fantastyką", dochodząc do dorosłości, w której nic się to nie zmieniło.

A teraz sedno numeru, czyli opowiadania. Jak pisałam wyżej, chociaż jest ich wyjątkowo wiele, wszystkie są na bardzo wysokim poziomie, i bardzo miło się je czyta. 
"XV Miniatur na XXX-lecie", Grzegorz Janusz - krótkie teksty z różnej tematyki, a każdy z puentą i jeden lepszy od drugiego.
"Jad", Marta Malinowska - postapokaliptyczna wizja prowadzona z perspektywy małej dziewczynki, strasznie bojącej się pająków. Dłuższa wersja mile widziana.
"Śmierć na chorągwi", Zbigniew Wojnarowski - mając w pamięci "Romantyczność", nastawiona byłam dość sceptycznie, ale już pierwsze wersy mnie wciągnęły. Całość na plus, jest ciekawie i klimatycznie.
"Nocna parada duchów", Xia Jia -  chyba najsłabszy tekst na tle pozostałych, ale i tak dobry. O duchach.
"Siódma mina generała-robota", Jeffrey Ford - jeden z krótszych tekstów, ale za to wyróżniający się pomysłem, i byciem jedynym tekstem science-fiction.
"Chudzina", Lucius Shepard - przyjemna historia dziewczyny, przypominającej śmierć. Również nie odmówiłabym przeczytania dłuższej formy.
"Spopielarze", Nir Yaniv - pokręcony tekst, może trochę przewidywalny, ale za to z kopem na końcu.
"Słowo boże", Nir Yaniv - kolejny zbiór mini historyjek, ale powiązanych ze sobą i bardzo pomysłowych.

Poza tym, jak zawsze, recenzje i konkursy (tym razem do wygrania na przykład "Opowieści praskie" - moja recenzja tutaj).

Jerzy Rzymowski ze swoimi "Serialowymi zwJeRzeniami", ze względu na powrót Wattsa, wylądował chyba na stałe w internetowym dodatku do numeru. Mimo to, warto tam zajrzeć. Redaktor pisze o "Pamięci absolutnej 2070", a dodatkowo znajdziecie tam artykuły dotyczące filmu "Dredd" oraz postaci Arrowa, a także mały przegląd kinowych nowości.

A po więcej zdjęć z jubileuszu zapraszam do omówienia poprzedniego numeru "NF" - tutaj.

niedziela, 7 października 2012

#122 Saga o rubieżach. Tom 1 - recenzja

Tytuł: Saga o rubieżach. Tom 1
Autor: Liliana Bodoc
Seria: Saga o rubieżach (tomy 1 i 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 728

Moja ocena: 8/10









Hiszpańskojęzyczna fantastyka nie jest zbyt częstym gościem na księgarnianych półkach. O wiele częściej sięgamy po angielską lub, chociaż rzadziej, naszą rodzimą. Tym bardziej intrygująca jest powieść "Saga o rubieżach" Liliany Bodoc, której wydania podjęło się wydawnictwo Prószyński i S-ka. Czy faktycznie jest to tak epickie dzieło, jak napisano na okładce?

Lud Husihuilków to najbardziej wojownicze plemię Żyznych Ziem. Spokój w ich życiu zakłóca czarownik, Kupuka, który przychodzi ze śmiertelnym ostrzeżeniem o nadciągającej armii ze Starych Ziem. Czy są to dawno zaginieni Boreaszowie, czy coś gorszego, co chce zniszczyć świat, jaki znają? Każda nacja wysyła swojego przedstawiciela na naradę, a jednocześnie rozpoczyna przygotowania do wojny... Nie wszyscy jednak chcą się przeciwstawić nieuniknionemu, woląc zdradzić Jelenia i zbratać się z siłami zła. Tylko od mieszkańców Żyznych Ziem zależeć będzie ostateczny wynik starcia.

Losy całego kontynentu odpierającego ataki sług zła obserwujemy na przestrzeni wielu lat. Ledwie zdążymy się przywiązać do konkretnej postaci, ta umiera lub odchodzi w cień. Chociaż większość jest czarno-biała, niektóre ich działania mogą nas zaskoczyć. Ich psychologia została ukazana wiarygodnie i wnikliwie, a najciekawsi bohaterowie, paradoksalnie, to ci źli, a szczególnie Pomroka, matka Misaianesa. Trzecią stroną w konflikcie, która, choć nie występuje bezpośrednio, ma ogromne znaczenie jest matka natura. Czerpią z niej czarownicy, wspierający siły dobra, ale również każde żywe stworzenie opierające się najeźdźcom z całych sił.

Autorka podjęła się zadania trudnego, ale nie niewykonalnego. Gdyby tom pierwszy składał się tylko z jednej księgi, efekt byłby o wiele słabszy, a tak dostaliśmy naprawdę epicką powieść, złożoną z dwóch części, która aspiruje do bycia hiszpańskim "Władcą Pierścieni". Bohaterowie stanowią tutaj tylko pretekst do pokazania odwiecznej walki dobra ze złem. Bardziej niż jednostki obserwujemy społeczeństwa, nacje, które jednoczą się (lub wręcz przeciwnie) w starciu z wrogiem, Misaianesem. Tym samym klimat książki jest podniosły, mroczny, tajemniczy i wręcz niepokojący.

Liliana Bodoc musi jeszcze sporo popracować nad swoim warsztatem pisarskim. Szczególnie podczas lektury pierwszej księgi była widoczna pewna nieporadność stylistyczna w postaci nagłych zmian punktu widzenia bohaterów, co wprowadzało niemałe zamieszanie. Bardzo dobrym chwytem ze strony wydawnictwa było zawarcie dwóch ksiąg w jednym tomie. Nie tylko oszczędziło pieniądze, ale także, gdyby pierwsza część, "Dni Jelenia" była osobno, nie zdołałaby utrzymać uwagi czytelnika. Dopiero podczas lektury "Dni Pomroki" zaczęłam przywiązywać się do bohaterów i myśleć o stworzonym przez autorkę świecie.

A ten jest imponujący, chociaż zdaje się być oparty na naszym, współczesnym. Żyzne Ziemie do złudzenia przypominają Amerykę, a Stare Ziemie Eurazję. Królestwem Misaianesa zdaje się być Skandynawia, ukazana jako ląd górzysty, zimny i nieprzyjazny. Natomiast główni bohaterowie zamieszkują tereny Argentyny, notabene kraju pochodzenia autorki. Mapka zamieszczona na początku książki bardzo przydaje się w śledzeniu ruchów wojsk obu stron. Z racji na konieczność przemierzania wielu kilometrów, historia rozciąga się na wiele dni, a nawet lat, podczas których zachodzi wiele widocznych przemian, zarówno w pojedynczych postaciach, jak i naturze.

"Saga o rubieżach" to debiut hiszpańskojęzycznej pisarki. Chociaż styl autorki niekiedy pozostawia wiele do życzenia, a główną rolę gra niezbyt oryginalna walka dobra ze złem, jest on jak najbardziej udany. Wiele tu nawiązań do Tolkiena, ale Liliana Bodoc ma swój pomysł na tę historię. Do końca trylogii brakuje tylko ostatniego tomu, "Dni ognia". Oby wyszedł u nas prędko.

Za książkę dziękuję panu Marcinowi i wydawnictwu Prószyński i S-ka