środa, 27 lipca 2011

#28 Kwantowy złodziej - recenzja

Tytuł: Kwantowy złodziej
Autor: Hannu Rajaniemi
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2010
Stron: 336












„Kwantowy złodziej” to debiutancka powieść fińskiego pisarza, Hannu Rajaniemi. Utrzymana w nurcie cyberpunk doczekała się na świecie opinii bestsellera. Czy w Polsce również odniesie sukces? Z pewnością nie jest to łatwa lektura i przez początek będzie trudno przebrnąć nawet zaprawionym czytelnikom. Im jednak dalej w fabule, tym wizja pisarza bardziej fascynuje i intryguje.  Czy więc warto sięgnąć po tę pozycję?

Jean le Flambeur to złodziej wszechczasów. Pewnego razu popełnił błąd, przez który zamknięto go w więzieniu Dylemat. Pomocną dłoń wyciąga do niego nieznana kobieta, skłonna uwolnić go z niewoli pod jednym warunkiem – będzie musiał ponowić tamten ostatni skok. Tym razem skutecznie. Le Flambeur nie zna nawet swojego przewinienia, choć o jego przeszłości krążą legendy. W celu odzyskania tożsamości udaje się na Marsa, do ruchomego miasta, Kazamatów. 

Społeczność zamieszkująca planetę jako walutą posługuje się czasem – minutami pozostałymi do końca życia i przejścia w tzw. „wyciszenie”. W egzopamięci miasta gromadzone są myśli, wydarzenia oraz dane wszystkich obywateli Kazamatów – nikt tak naprawdę do końca nie umiera. Opętani są żądzą prywatności – zainstalowane w mózgu gevuloty pomagają im ustalić wymianę informacji przy spotkaniu drugiej osoby. Nad porządkiem czuwają cadykowie – wyposażeni w zaawansowaną technologię detektywi. Na jednego z nich kształci się Isidore Beautrelet – pod czujnym okiem Dżentelmena przeprowadza śledztwo w sprawie skradzenia tożsamości cukiernika. Proste dochodzenie naprowadza go jednak na ślad większej intrygi, której rozwiązanie nie będzie łatwe ani przyjemne.

Z początku książkę czyta się naprawdę ciężko. Na każdej stronie znajdziemy natłok neologizmów i naukowych zwrotów, których znaczenia autor nie tłumaczy ani w tekście, ani choćby w przypisach. Po pewnym czasie przestałam zwracać na nie uwagę, gdyż większości można się domyślić. Pominąwszy trudne słownictwo znajdziemy naprawdę rozbudowaną i fascynującą historię. Składa się ona niejako z paru warstw, zazębionych ze sobą. Główne wątki dotyczą postaci złodzieja i detektywa, ale fabuła jest daleko bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Autor prosty pomysł przekształcił w metaforę przedstawiającą społeczeństwo, któremu najbardziej zależy na prywatności i odosobnieniu. Tak naprawdę ludzie żyją w strachu przed sobą nawzajem, bojąc się stracić to, co najważniejsze – życie. Koncepcja czasu jako waluty to jeden z najlepszych pomysłów Rajaniemiego, choć nie wszystkie idee rozwinął wystarczająco, aby zaspokoić ciekawość czytelnika.

Wykreowany przez autora świat to prawdziwy cyberpunk, którego klimat przebija przez karty powieści. Zaawansowana technologia, nękający miasto złodzieje tożsamości, potwory nadciągające z pustyni – wszystko to stanowi idealne tło dla rozgrywających się wydarzeń. Akcja książki mknie do przodu w zadziwiającym tempie. Pobudki złodzieja do końca są dla nas tajemnicą, aczkolwiek obserwowanie jego pomysłów jest fascynujące. Inteligencja detektywa będącego na tropie le Flambeura również zadziwia. Choć postacie nie są tak wyraziste i zrozumiałe jakby się chciało, to w pewnym momencie zaczynamy kibicować jednemu z nich, a zakończenie z pewnością nas zaskoczy.

Wydawnictwo MAG niewątpliwie zaryzykowało wydając tak ciężką pozycję science fiction na polskim rynku. Mimo wszystko, myślę, że uczyniło słusznie i osobiście nie żałuję czasu spędzonego nad lekturą. Rajaniemi stworzył fantastyczny świat z rozmachem godnym Williama Gibsona. Pierwsza część trylogii spełniła swoje zadanie i skutecznie wprowadziła nas w atmosferę – pozostaje czekać na kolejne tomy. Szczerze polecam fanom cyberpunka – zanim się obejrzycie „Kwantowy złodziej” skradnie wam parę godzin z życia.

Recenzja ukazała się również w Zaginionej Bibliotece

8 komentarzy:

  1. Ta książka jakoś do mnie nie przemawia. Zdecydowanie wolę fantasy niż sf ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwantowy..brzmi poważnie :D
    Hmm nigdy nie mogłam przebrnąć przez powieści science fiction, a jak ta jest cięzka to myślę, że w ogóle bym problem mialam..:)

    OdpowiedzUsuń
  3. cyberpunk, fiński pisarz i psychodeliczna okładka mnie przekonują, choć za s-f nie przepadam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej jej nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanowię się jeszcze nad nią

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta książka cały czas czeka, aż ją przeczytam:) Chociaż po Twojej recenzji trochę się obawiam natłoku dziwnych nazw i technologii;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę ciężko mi jest się odnaleźć w fantastycznym świecie , nie mniej chyba jednak spróbuje po tak zachęcającej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Deline Każdy ma inny gust, ale polecam chociaż spróbować ;)

    @Zuziuchna Kwantowości to tam za dużo nie ma na szczęście. Ale myślę, że do s-f warto spróbować się przekonać, ale radziłabym zacząć od czegoś lżejszego, np. jakiejś z powieści Orsona Scotta Carda :)

    @Varia Cieszę się, że Cie przekonują i mam nadzieję, że moja recenzja też jakoś zachęca :)

    @Bujaczek Szkoda, ale rozumiem :)

    @Alannada Zachęcam :)

    @Radosiewka Jak przymkniesz na nie oko to dasz radę :)

    @Cyrysia Myślę, że warto chociaż spróbować :)

    OdpowiedzUsuń