piątek, 15 lipca 2011

#24 Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II - recenzja


Dla każdego Potteromaniaka naszedł kres pewnej ery. Ostatnia część ostatniego filmu na podstawie ostatniej książki. It all ends – głosi napis na plakatach promujących obraz – to już koniec. Dla niektórych w końcu, inni mieli nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie. „Harry Potter i Insygnia Śmierci; część II” w reżyserii Davida Yatesa w imponujący sposób kończy serię zapoczątkowaną w 1997 roku przez J.K. Rowling. 

Harry Potter był ze mną niemalże od początku, kiedy pierwsza powieść została wydana w Polsce przez Media Rodzina. Dorastałam z nim i w jego świecie, czytając każdą książkę po 6-7 razy, bawiąc się w Hogwart, zgłębiając fan fiction, gdy powieści przestawały wystarczać. Za ekranizacją nigdy nie przepadałam, wydawała mi się dziecinna. Musicie się ze mną jednak zgodzić, że od pewnego czasu filmy te były mroczniejsze, doroślejsze, po prostu lepsze. Pierwsza część „Insygniów…” zachwyciła mnie swoim rozmachem, świetną animacją i wiernością książce. Nie miałam żadnych obaw, w jaki sposób reżyser zakończy dzieło Rowling. Nie zawiodłam się.

Najmocniejszym punktem filmu jest muzyka. Przeraźliwie smutna i melancholijna, wchodząca w odpowiednich momentach i cichnąca w swoim czasie. To głównie jej zasługa, że obraz wywołuje tak silne emocje. Wiele osób nie powstrzymywało swoich łez, choć równie często było nam do śmiechu. Niestety, wybrałam się na premierę z dubbingiem, czego zawsze unikałam. Mimo wszystko nie był on aż tak beznadziejny jak sądziłam. Niektóre teksty na pewno lepiej brzmią po angielsku, polskie tłumaczenia były po prostu zabawne. Niedopasowane głosy do postaci to stała wada naszego dubbingu, jednak stoi on na całkiem przyzwoitym poziomie. 

Jeśli Daniel Radcliffe kiedyś był sztywny, dawno mu to przeszło. Młodzi aktorzy, ale także ci starsi, nie zawodzą. Wcielają się w role w zadziwiającym stylu. Jak wie każdy, kto czytał książkę, w jej drugiej połowie główną postacią jest Severus Snape. Alan Rickman to urodzony Mistrz Eliksirów i świetnie poradził sobie w tak trudnej roli, pierwszy raz grając tak dużo. Wielu innych bohaterów schodzi na drugi plan, ale powiedzmy sobie szczerze – to Harry Potter i Voldemort napędzają akcję, a ich odtwórcy doskonale wywiązali się z postawionych im zadań.  

Co do wierności książce – nie mogę nic zarzucić. „Latanie” Śmierciożerców wprowadzono w filmach z serii dawno temu i reżyser mocno się tego trzyma. Parę dodatkowych scen z tym właśnie „lataniem” w roli głównej nie zaszkodziło, a tylko dodało filmowi szybkości. Efekty specjalne stoją tu na bardzo wysokim poziomie. Podróż z zawrotną prędkością, niczym na rollercoasterze, podziemiami Gringotta jest elektryzująca, a walki w Hogwarcie poprowadzone są z rozmachem i zostawiają po sobie zgliszcza. Sceny akcji równoważą wolniejsze, bardziej przegadane momenty, jednak niczego nie wydaje się być za wiele. Jedynym, co może niektórych odrzucić (uwaga, tu może być mały spoiler), jest epilog, którego nie uniknięto w filmie. Sztucznie i nie do końca wiarygodnie postarzeni aktorzy, przesłodzone dzieci… Ale to przecież już koniec, już więcej nie będzie Harry’ego Pottera. Dlatego samo zakończenie to kolejna sposobność do płaczu.

Dla każdego Potteromaniaka nadszedł kres pewnej ery. 

Nie bójmy się łez. Skończmy naszą przygodą ze światem magii w wielkim stylu.

Żegnaj, Harry Potterze.

Recenzja ukazała się również w serwisie StrefaRPG.pl

10 komentarzy:

  1. Ach nie mogę się go doczekać ;) Znaczy aż go obejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja idę dopiero jutro, ale nie wiem czy jestem w stanie po 10 latach zakończyć przygodę z HP..
    Ale cieszę się, że recenzje są dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekać wizyty w kinie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety na premierę nie miała możliwości pójść ale jako wierna fanka - wkrótce na pewno obejrzę i to pewnie nie jeden raz.
    A z wszytskich postaci to właśnie Severus był moim ulubieńcem i nie mogę przeżyć, że zginął ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. chciałabym zobaczyć, ale wiem, że teraz nie da rady ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie przepadałam za serią o Harrym Potterze. Gdy ukazała się pierwsza część (książkowa) byłam jeszcze w podstawówce i nie znałam wielu świetnych, dorosłych tytułów. Może dlatego tak bardzo spodobał mi się pierwszy i drugi tom. Im dalej, tym było gorzej. Z filmami było jednak inaczej, bo najlepszy według mnie jest film 4 - "Harry Potter i Czara Ognia". Na nowego HP pójdę dlatego, że widziałam poprzednie części no i jest to wielki finał.
    I z pewnością pójdę na wersję z napisami a nie dubbingiem. Chociaż i tak w poprzednich filmach nie było tak źle. Pamiętam, jak byłam na Eragonie - to dopiero była porażka - Brodzik i Zakościelny.
    A wracając do HP - nigdy nie lubiłam Dumbledora, Radcliffe nie pasował mi do Harry'ego i w ogóle, mógłby w końcu założyć szkła kontaktowe. A skoro leczą złamania kości magią, to nie mogą pozbyć się krótkowzroczności? :P Ja zawsze byłam fanką takich postaci jak Luna czy Bellatrix i aktorek, które je grają:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Staram się nie czytać, staram :) We wtorek idę dopiero i wtedy także podzielę się wrażeniami. Zawsze widziałam świat HP inaczej niż w filmach, ale mimo wszystko to troszkę szkoda mi jak wszystko wybucha podczas tej wojny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam do zabawy One Lovely Blog Award :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obejrzę, jak tylko kina nieco się wyludnią po pierwszej fali potteromaniaków :) Z tymże poszukam wersji z napisami- według mnie polski dubbing ostatnio nieco kuleje, tego z ostatniej Narnii nie mogłam znieść. Mamy kilku dobrych dubbingowców (chociażby fenomenalny Boberek), ale to już nie to samo co kilka lat temu- brakuje mi pani Wizmur ^^
    No i zaciekawiłaś mnie muzyką, ciekawe co tym razem skomponował Desplat :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje serce jest złamane, bo to już koniec. Z drugiej strony - Severus nie żyje, więc dla mnie kontynuacja nie ma sensu...

    OdpowiedzUsuń