poniedziałek, 5 sierpnia 2013

[Serialowo] Co jest nie tak z 7 sezonem Skins?

A miało być tak pięknie. Po pierwszym odcinku było. Drugi jeszcze trzymał poziom, a nawet zbliżył się z nim do 3 i 4 sezonu. Ale w końcu to Effy - zarówno aktorka, jak i pomysł na tę postać są zbyt dobre, żeby cokolwiek spieprzyć. Ona po prostu przyciąga do siebie swoją urodą, urokiem i niepowtarzalną umiejętnością nieuchronnego pakowania się w najgorsze kłopoty. Fire to idealny podtytuł dla części opowiadającej o tej bohaterce. Wszystkie zresztą wydają się być trafione. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, a macie zamiar powiem tylko, że Effy i happy ending rzadko idą ze sobą w parze. Pojawiające się w tych dwóch odcinkach także Naomi i Emily stoją w dużym kontraście w stosunku do niej. Szczególnie ta pierwsza mogła się wykazać aktorstwem i myślę, że wykorzystała swoją szansę. Niemniej, ich losy potoczyły się zgodnie z przewidywaniami i z tym, co autorzy serialu fundowali nam już wcześniej.



Kolejne dwa odcinki to historia Cassie. Wróciła z Nowego Jorku, teraz pracuje w kawiarnio-knajpce w Londynie i wynajmuje pokój w studencko-luzackim domu. Ma problemy sercowe, gdyż wszyscy na nią lecą, a ona sama wolałaby żyć w spokoju. Głowę zawraca jej także ojciec z bratem, którzy po utracie żony/matki nie potrafią poradzić sobie sami. Do tego wszystkiego, zrobione z ukrycia zdjęcia Cassie robią furorę w Internecie, a ona nawet nie wie komu to zawdzięcza. Oczywiście, wkrótce się dowiaduje, ale że to przecież Cassie, jej postępowanie jest zupełnie nielogiczne.

Z tą częścią (o podtytule "Pure") mam przede wszystkim dwa problemy: postać Cassie jest powiedzmy sympatyczna, ale jej uroda i zainteresowanie, które wywołuje są zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Także sama fabuła nie wzbudza żadnych głębszych uczuć - nikt nie umiera, skandal! Ale poważnie, przez bite dwa odcinki niewiele się dzieje, a rozwiązanie losów bohaterki poddaje w wątpliwość cały sens opowiadania jej historii. Chyba już lepiej byłoby nie wiedzieć.


Trzecia część, "Rise", należy do Cooka. Pamiętacie go? To sławetnym "I'm Cook!" skończyła się czwarta seria, po której przyszły lata posuchy. Poniżej możecie sobie przypomnieć tę ostatnią scenę:


Nigdy nie zostało wyjaśnione, co się z nim stało - aż do teraz. Pierwszy odcinek o Cooku miał premierę w poniedziałek 29 lipca, a drugi zostanie wyemitowany dzisiaj (5 sierpnia). Po pierwszym epizodzie ponownie jest dobrze! Cook wyprzystojniał, zmężniał, w pewnych aspektach stał się lepszym człowiekiem, choć w innych pozostał taki jaki był zawsze. Pewne wydarzenie (chyba się domyślacie jakie) zmieniło go na zawsze i czuć to w dystansie, jaki stworzył w stosunku do społeczeństwa, w subtelnych ruchach twarzy. Oczywiście Cook, jak to Cook, nie może sobie po prostu ułożyć życia, zawsze coś lub ktoś mu je zepsuje, a on nie jest zbyt asertywny. Jak skończy się jego historia? Dowiemy się już dziś. Post ten zaktualizuje, jak tylko uda mi się obejrzeć ostatni odcinek.


Co jest więc nie tak z siódmym sezonem Skins? Czy w ogóle coś jest nie tak? Otóż, na szczęście, dwie części - z Effy i Cookiem, przesłaniają słabe epizody Cassie. Dobór bohaterów jednak nie mógł być inny, bo to właśnie te postacie były najbardziej lubiane i pożądane przez fanów serialu.

Wszystko to, co najgorsze zostało zawarte w Skins Pure, czyli:
  • przewidywalność,
  • nuda,
  • brak pomysłu.
Zarówno Skins Fire jak i Skins Rise (co się jeszcze okaże po emisji drugiego odcinka z Cookiem) to naprawdę porządnie zrealizowana kontynuacja losów naszych ulubionych bohaterów, nie tracąc klimatu znanego z pierwszych sezonów. Drama? Jest. Seks? Jest. Narkotyki? Są. Jeszcze więcej dramy? Jest. No i Effy! Czego chcieć więcej?