Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 grudnia 2013

Elizabeth L. Silver, "Przed egzekucją" - recenzja

Autor: Elizabeth L.Silver
Tytuł: Przed egzekucją
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 416

Moja ocena: 5/10












Ostatni raz kara śmierci została wykonana w Polsce w 1988 roku. Mimo wątpliwości natury moralnej czy etycznej, jakie budzi taki wyrok, poparcie dla niej w naszym kraju jeszcze parę lat temu wyniosło niemal 65 procent. Jednak co raz mniej krajów zasądza karę śmierci, a jeszcze mniej ją wykonuje (często dochodzi do ułaskawienia). Jednym z nich są Stany Zjednoczone, gdzie w 32 stanach egzekucje nadal są zasądzane. Elizabeth L. Silver przenosi nas do Pensylwanii, w której więzieniu na śmiertelny zastrzyk oczekuje Noa P. Singleton.

Noa została oskarżona o morderstwo Sarah, młodej kobiety w ciąży. Na swoim procesie nie broniła się, nie wypowiedziawszy nawet słowa. Skończyło się wyrokiem, o które walczyło oskarżenie – karą śmierci. Dziesięć lat później, pół roku przed „dniem X”, odwiedza ją matka ofiary, prawniczka Marlene Dixon, wraz z młodym adwokatem, Oliverem. Chcą oni walczyć o ułaskawienie dla Noa, gdyż kobieta zmieniła swoje nastawienie i uważa, że nikt nie zasługuje na tak ostrą karę. To jednocześnie szansa dla głównej bohaterki, ale także konieczność spojrzenia w przeszłość i przeżycia wydarzeń z tamtego okresu ponownie. Dzięki dwutorowej narracji (także z perspektywy listów Marlene pisanych do Sarah) możemy osądzić ją sami.

Elizabeth L. Silver starannie przygotowała się do stworzenia swojego debiutu. Wielokrotne wywiady i odwiedziny u ludzi skazanych na karę śmierci przyniosły efekty w postaci rzeczywistego obrazu skazanej oczekującej na egzekucję. Chociaż otoczona innymi kobietami, jest samotna, a odwiedziny Olivera, a nawet Marlene Dixon przynoszą jej nadzieję, ulgę i ukojenie, do którego nie byłaby skłonna się przyznać przed samą sobą. Podobną wnikliwość pisarki można zaobserwować przy ciekawostkach, które zręcznie wplata w opowieść – o autentycznych postaciach morderców, ostatnich słowach skazanych, czy o sposobie wyboru jury.

Jako prawniczka, autorka zna system sprawiedliwości i korzysta ze swojej wiedzy, przedstawiając nam arkana procesu głównej bohaterki. Choć momentami zachowanie Noa zdaje się nie mieć sensu albo być wręcz niemądre, żaden element fabuły nie był niezamierzony i wszystko staje się jasne w miarę zmierzania do końca powieści. Mimo to, Silver nie uchroniła się od błędów. Nad stylem musi jeszcze dużo popracować, ale jeszcze bardziej wyraźny jest chaos wątków i nierównomierne rozłożenie akcji. Raz zwalnia, gdy Noa rozmyśla w więzieniu, innym razem przybierając na prędkości. Szczególnie zaskakuje wysokie tempo zakończenia, odstające od reszty książki. Nie znaczy to, że czyta się ją źle, jednakże przeskoki fabuły, a zarazem zmiana szybkości wydarzeń nieco nuży i skłania do wyczekiwania na ciekawsze momenty.
„Przed egzekucją” to debiut amerykańskiej autorki, Elizabeth Silver, która zawarła w nim swoje prawnicze doświadczenia oraz fascynację karą śmierci. Pod warstwą intrygującej historii i elementów kryminalnych znajdujemy pytania o sens tego największego wyroku, a także o moralność ludzi, którzy podejmują o nim decyzję. Przygnębiający jest ostateczny wydźwięk powieści, w którym zdaje się, że tak naprawdę niewiele zależy od nas samych, a duży wpływ na los człowieka mają inni ludzie oraz zrządzenia losu. Książka nierówna i niezbyt optymistyczna, lecz skłaniająca do refleksji.

Recenzja ukazała się najpierw na portalu dlalejdis.pl: Winna?

niedziela, 7 kwietnia 2013

#166 Nowa Fantastyka 04/2013 - omówienie

Najnowsze wydanie Nowej Fantastyki skupia się na najważniejszym kwietniowym wydarzeniu dla fanów gatunku - premierze trzeciego sezonu Gry o Tron. Stąd okładka oraz długi i satysfakcjonujący artykuł, będący idealnym uzupełnieniem początków 3 serii. Na deser wywiad z odtwórczynią roli Daenerys Targaryen. Wszystko to pióra Marcina Zwierzchowskiego.

Kolejnym artykułem powiązanym z kwietniową premierą jest "Powrót diableskich nieboszczyków" Przemysława Pieniążkach, czyli o prequelach, sequelach i o legendzie stojącej za horrorem "Martwe zło". Wawrzyniec Podrzucki tym razem o biologii syntetycznej, czyli o temacie idealnym do wykorzystania przez autorów fantastyki naukowej, a jednak nadal nieużywanym. "Tłum finansuje fantastycznie" Grzegorza Bryszewskiego to zachęta dla fanów fantastyki, aby sami dołożyli cegiełkę do przedsięwzięcia, na które czekają. Portale typu Kickstarter zyskują ostatnio coraz bardziej na popularności, dając ogromne możliwości twórcom. Ostatni na tapecie to "Bogowie po odnowie" Michała Chudolińskego - tekst podsumowujący inicjatywę "New 52", odmładzającą komiksowych bohaterów, aby zachęcić nowych czytelników.

W sferze felietonów: Jakub Ćwiek powraca w temacie podobnym do Kosikowego z marcowego numeru - czyli o żądaniach czytelników wobec autorów. Trafny tekst, uświadamiający nam, że autor też człowiek. Michael J. Sullivan tym razem uczy nas, jak radzić sobie z porażką. W skrócie - pisać jeszcze raz i się nie poddawać, więc bez zaskoczeń. Znowu nie zgadzam się z Rafałem Kosikiem w "Pakietach memowych". Mimo że jako autora bardzo go szanuję to tezy, które przedstawia w swoim felietonie zupełnie do mnie nie trafiają. Pisze on o tym, że nasze poglądy nie są tak naprawdę nasze, tylko czyjeś, a także że prawdopodobnie my nie mamy racji. Peter Watts we "Wściekłym optymiście" komentuje określenia czytelników co do jego własnej twórczości. Nie zgadza się z tym, że jest ona dystopijna czy mizantropiczna, lecz... prawdziwa i optymistyczna. Na koniec Łukasz Orbitowski w "Dziewczynie i tęczy" pisze o filmie "Beyond the Black Rainbow".

Przechodząc do sedna numeru i opowiadań - tym razem mamy po dwa opowiadania polskie i zagraniczne. Ponownie te drugie bardziej do mnie przemawiają.
"Dziewczyna z kartofliska", Radosław Rak - to długie opowiadanie, którego lektura mnie zmęczyła. Mamy tu rodzinę żyjącą pod lasem, z dala od wsi. Gdy do ich domu trafia Zadra, życie i śmierć zaczynają się ze sobą przeplatać. Brak tutaj puenty, a historia jest rozciągnięta na zbyt wiele stron.
"Nie wszystko złoto, co się świeci", Jacek Wróbel - oparte na zabawnym pomyśle, ale zrealizowane w dość ciężki sposób. Szczerze mówiąc ponad tydzień po lekturze ciężko było mi sobie przypomnieć, o czym było to opowiadanie.
"Po drugiej stronie", Will McIntosh - bardzo ciekawa forma opowiadania sprawia, że jest ono najbardziej interesującym w numerze. W wyniku eksperymentu fizycznego linia czasu dzieli się na dwie i tak właśnie również prowadzony jest tekst. Możemy go czytać jednocześnie, wers tu wers tam, akapitami albo, wygodniej, dochodząc do kluczowych momentów. Szkoda, że nie wiemy "co" się stało, ale konsekwencje zostały przedstawione ciekawie, porywająco i trochę smutno.
"W klatce", Klaus N. Frick - tekst niemieckiego autora to intrygująca historia, przedstawiająca zamkniętych w klatce dwoje ludzi. Z czego mężczyzna jest w niej już dłużej i wie, że są oni w "zoo", laboratorium, w którym ktoś bada ich. A los dziewczyny jest przesądzony...

Poza tym, jak zawsze zapowiedzi, recenzje (m.in. książek: "Jonathan Strange i pan Norrell", "Brainman", "Złomiarz", filmów: "Wiecznie żywy", "Gra o Tron, sezon 2", komiksów: "Żywe trupy" (audiobook). W konkursach do wygrania "Crysis: Eskalacja" i wiele więcej.

Fragment on-line wzbogacony został o recenzje m.in "Jacka pogromcy olbrzymów", "„Pomnika cesarzowej Achai, tom 2", a także artykuł Macieja Parowskiego "Krótko o polskiej fantastyce filmowej". Do poczytania tutaj.

środa, 20 marca 2013

#162 Nowa Fantastyka 03/2013 - omówienie

Marcowy numer Nowej Fantastyki to przede wszystkim tona artykułów i świetne, zapadające w pamięć zagraniczne opowiadanie. Ale po kolei... Po raz pierwszy redaktorem prozy polskiej jest Michał Cetnarowski, który zastąpił Macieja Parowskiego, chociaż ten ostatni nadal jest "ojcem redaktorem" ;) "Zmiana warty" jest widoczna już teraz, chociaż dopiero w dłuższej perspektywie odczujemy ją wyraźniej. Na pewno trzymam kciuki za pana Michała i z przyjemnością dam się porwać w te niezapomniane miejsca.

Marzec obfituje (i obfitował) w premiery, zarówno książkowe jak i filmowe, czy z branży gier. Na okładce Crysis 3, czyli produkcja zachwycająca grafiką. W miesięczniku recenzja autorstwa Łukasza M. Wiśniewskiego oraz okazja do wygrania własnego egzemplarza.

Kolejną omawianą nowością jest goszczący obecnie na ekranach kin film "Oz Wielki i Potężny". Zainspirowało to Andrzeja Kaczmarczyka do przeglądu przez liczne filmowe i bajkowe adaptacje "Czarnoksiężnika z krainy Oz" L. Franka Bauma. Podobnie robi Łukasz Czarnecki w "Gargulec na dachu", przypominając nam te nieco zapomniane stwory i podając wiele tytułów wartych obejrzenia. Z filmem wiążą się właściwie wszystkie dłuższe artykuły marcowego wydania, jedne bliżej, inne nieco dalej. Bartosz Czartoryski przybliża postać Jeffreya Jacoba Abramsa, reżysera nowej wersji Star Treka, a także od niedawna wyznaczonego na reżysera kolejnych części "Gwiezdnych wojen". Z tekstu dowiecie się za co innego odpowiadał i czego mniej więcej możemy się po nim spodziewać. Mateusz Albin w "Kochajcie potwora, dziewczęta!" omawia różne filmowe i literackie pozycje, w których główną rolę grają stwory niebezpieczne, bądź martwe. Pozwolę sobie przytoczyć jeden z tytułów paragrafu: "Nekrofilia dla nastolatek" i wszystko jasne. A na koniec: "Prawdziwie superbohaterowie" Aleksandra Daukszewicza, czyli o przebierańcach, działających w imię sprawiedliwości w prawdziwym życiu.

Michael J. Sullivan prezentuje piętnasty już odcinek "Rad dla piszących" - tym razem o plastyczności języka. Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz zrobili mi ogromną ochotę na lekturę o "Zaginionych światach" - między innymi o Atlantydzie i... Lemurii. Rafał Kosik uzasadnia "wulgaryzmy" w swojej serii "Felix, Net i Nika", czyli trochę o przewrażliwionych rodzicach i odpowiedzialności za kształtowanie umysłów młodych czytelników. Peter Watts w "Anty-Avatarze" trochę recenzuje, trochę polemizuje z "Życiem Pi", porównując je do "Avatara". Oba te obrazy są piękne, ale nierówne w przekazywaniu wartości intelektualnej. Na koniec: Łukasz Orbitowsi i "Obecność nieprzyjaciela", czyli o serbskim filmie "Nieprzyjaciel".

Sedno numeru to opowiadania, a wśród nich wyróżnia się jedno - zagraniczny rodzynek, czyli David Marusek i "O mało nie oszaleliśmy z radości". To imponująca wizja przyszłości, w której każdy ma "wewnętrznego asystenta", a czasem nawet kilku w postaci programów w umyśle. Amerykański autor na bagatela 26 stronach śledzimy wzloty i upadki (choć głównie te drugie) Sama Hargera, artysty. Żyje on w świecie, w którym ludzkość opanowała proces starzenia, a jednocześnie ograniczyła prokreację tylko do wybranych jednostek.W świecie, w którym ogromną rolę gra bezpieczeństwo wewnętrznych systemów ludzi, zawierających wszystkie informacje na temat danej osoby. To tekst, który zostaje na jakimś czas po lekturze i naprawdę zmusza do myślenia.

Polska proza jest bardzo dobra, ale wypada nieco blado w porównaniu z powyższym opowiadaniem.
"Euklidesja", Maciej Parowski - czyli króciutka pseudohistoryczna miniatura, którą dość ciężko się czyta.
"Chimaerus", Jędrzej Burszta - obserwujemy losy maga, Johanna, który wiedziony ciekawością zsyła na siebie przekleństwo bestii, żyjącej wewnątrz jego ciała. Całe opowiadanie jest napisane w bardzo dobrym stylu i przyjemnie się je czyta, chociaż wydarzenia są rozciągnięte na zbyt wiele stron.
"Agnozja, zapis przypadku", Alexander Gutsche - kolejny niepokojący tekst, przedstawiający wizję przyszłości, w której... Żeby nie zepsuć Wam lektury zdradzę tylko, że główny bohater nagle przestaje być sobą.

Poza tym, jak zawsze recenzje ("Pożądanie", "Forteca w cieniu","Gorączka", "W przededniu" i wielu więcej), zapowiedzi i konkursy (do wygrania m.in. "Crysis 3" i "Partials"). 

Jeszcze zdążycie kupić ten numer, więc - do kiosków! :)

poniedziałek, 18 lutego 2013

#159 Nowa Fantastyka 02/2013 - omówienie

Lutowe wydanie miesięcznika rozpoczyna się przezabawnym wstępniakiem Jakuba Winiarskiego o tym, jak to porównuje się nas, Polaków, do Hobbitów Europy. Coś w tym jest...

Zostając w temacie postaci fantastycznych, pierwszym artykułem jest "Łowca potworów: historia prawdziwa" Roberta Ziębińskiego, o kulturalnych początkach, legendach i mitach, które spowodowały powstanie takich bohaterów jak bracia Winchester z mojego ukochanego serialu "Supernatural", czy Van Helsing. O filmach raczej więcej w tym numerze nie poczytamy. Kolejnym tekstem jest przegląd ostatniego trzydziestolecia w rosyjskiej fantastyce, Pawła Laudańskiego, który dostarcza wielu ciekawostek i inspiracji lekturowych. Wawrzyniec Podrzucki w "Darwinie w wielkim mieście" obserwuje ciekawy trend ewolucyjny w fantastyce. Kolejne źródło tytułów i interesujących hipotez. Fanów komiksu ucieszy wywiad z Dave'em McKeanem, autorem okładek serii "Sandman", współpracującego także z Neilem Gaimanem. Dla fantastycznych wyjadaczy Mateusz Albin przygotował "Fantastyczny świat damsko-męskich animozji", czyli opis twórczości Andre Norton. Mini-tekstem, a zarazem zapowiedzią i recenzją jest "Ingress - jak wyciągnąć geeka z domu?" Pawła Chełchowskiego. Pisze on o grze na telefony z systemem Android, która wykorzystuje rozszerzoną rzeczywistość, zamieniając nudne miasto w pole walki o władzę nad światem i sprawia, że aż chce się wyjść z domu. Na koniec dość smutna wiadomość, ale opatrzona jak zawsze fantastycznym tekstem Macieja Parowskiego, który po trzech dekadach w redakcji miesięcznika odchodzi na emeryturę.

Felietonowo na początek Jakub Ćwiek i "Amator", czyli apel do amatorów, fanów, entuzjastów i hobbystów , aby robili to co kochają i nie oglądali się na wielkich "profesjonalistów" i hejterów, a będą się w życiu naprawdę dobrze bawić. Taka ideologia przemawia za sobą tym bardziej, że sam Kuba jest takim "amatorem", a toczy żywot godny pozazdroszczenia. Michael J. Sullivan w kolejnym odcinku Rad dla piszących zwraca uwagę na istotę "Łączenia realnego z nierealnym". Rafał Kosik jak zwykle w polityczno-społecznej odsłonie, ale tym razem w pełni się z nim zgadzam, że globalne koncerny mają nas - maluczkich głęboko. Tekst Petera Wattsa to nie kolejny z serii - przedstawia on sylwetkę Philipa K.Dicka i zarazem recenzuje książkę "Exegesis", czyli zbiór notatek, listów, etc. zapisanych ręką autora. Łukasz Orbitowski orbitując po kinie trafił na film z zeszłego roku, "John dies at the end", skierowany do wąskiej, specyficznej publiczności.

Sedno numeru, czyli opowiadania powoli wracają do formy. Na razie nadal nadrabiają ilością nad jakością, ale jesteśmy na dobrej drodze.

Bernadetta Prandzioch, "Ceną będzie samotność" - krótko, acz wzruszająco. Autorka subtelnie zmusza nas do zastanowienia się nad odpowiedzią na jedno, ważne pytanie... Fabułę warto przeczytać samo, co bym tu nie napisała, nieco zepsułoby lekturę.
Paweł Ciećwierz, "Non serviam" - nie do końca przypadło mi do gustu. Czwórka starych znajomych wyrusza w poszukiwaniu artefaktu. A może nie była ich czwórka? A może nie poszukiwali artefaktu? To jest właśnie problem tego opowiadania, że ciężko się w nim połapać.
Maciej Musialik, "Rzeźbiarze światła" - jeszcze krótszy tekst, ale z lepszą puentą. Chociaż w pewnym momencie można się jej domyślić - ciarki i tak nieuniknione. I tu, jak w przypadku Prandzioch, każdy fragment fabuły zepsułby przyjemność czytania.
Maciej Salamończyk, "Lwiątko Heraklesa" - podobnie jak u Ciećwierza - ciężko ogarnąć i opisać fabułę słowami. Czytało się chyba nawet trudniej niż "Non serviam".
Jack Skillingstead, "Jesteś tutaj?" - kryminał science-fiction, skondensowany na paru stronach. Czyta się nieźle, ale nie jest to tekst dla każdego.
Tad Williams, "Dziesiąta muza" - najsłynniejszy autor numeru, znany głównie z fantasy, próbuje swoich sił z fantastyką naukową i muszę przyznać, że nieźle mu to wyszło. Chociaż akcja dzieje się w przyszłości, umiejętnie przeplata on wspomnienia XX-wiecznej kultury z żądnymi krwi obcymi.
Paul Melko, "Dziesięć Sigm" - dość oderwany od rzeczywistości tekst, i to dosłownie. Główny bohater ma pewną przypadłość - każdy jego wybór tworzy nowy, współbieżny świat, w którym może obserwować skutki swoich decyzji. Brzmi skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest bardzo dobrze.
Alex Shartsman, "Zajęcia w terenie" - dwustronicowe opowiadanko, z puentą, satyrą naszych czasów, lecz dziejące się w odległej przyszłości, lub wręcz w ogóle innym wszechświecie.

Oprócz tego, jak zawsze, zapowiedzi, recenzje ("Długa Ziemia", "Science fiction po polsku", "Przebudzenia lewiatana", "Gwiazdy prawdopodobieństwa", czy "Hobbita", a także filmów i komiksów. A do wygrania "Brainman" i "Świat czarownic". W Internecie dodatkowo o Frankensteinie, festiwalach i garść "innych" recenzji.

niedziela, 3 lutego 2013

#156 Terry Pratchett, Stephen Baxter, Długa Ziemia - recenzja

Tytuł: Długa Ziemia
Autor: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Seria: Długa Ziemia (#1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 368

Moja ocena: 8/10









Kolaboracja Terry'ego Pratchetta, jako autora humorystycznej fantastyki, i Stephena Baxtera, czyli twórcy hard science fiction to coś, co od początku budziło wiele kontrowersji, nieufności, ale i ogromne zainteresowanie fanów obu pisarzy. Wiadomo było, że "Długa Ziemia" to powieść z gatunku SF, dlatego częściej pojawiały się pytania, jak odnajdzie się w niej Pratchett i czy nadal będzie można poczuć jego charakterystyczny styl. Z tym pierwszym nie miał problemów, bo to wszak na kanwach jego opowiadania, "The High Meggas", powstała ta pozycja.
"- Och... - stwierdziła. Ta reakcja wydała jej się nieadekwatna, więc po krótkim namyśle dodała: - Mój... - I zakończyła, choć w ten sposób negowała wyznawany przez całe życie agnostycyzm, zbliżający się do czystego ateizmu: - Boże!"
Wszystko zaczęło się od upublicznienia w sieci instrukcji do stworzenia krokera. To zasilane ziemniakiem niewiniątko, z trójstanowym przełącznikiem, pozwoliło ludzkości odkryć nieskończoną ilość nowych światów, w większości zdatnych do zasiedlenia. Po cóż podróżować w kosmos, gdy o "krok" od nas znajduje się wszechświat równoległy, ze swoim układem planetarnym, ze swoją galaktyką, itd.? Przed ludźmi nagle otworzyły się nieograniczone możliwości, a każda kolejna Ziemia to po prostu wierzchołek drzewa ewentualności.

Joshua to naturalny kroczący, czyli ktoś, kto do przenoszenia się po Długiej Ziemi, jak ludzie nazwali te równoległe globy, nie potrzebuje krokera. Nie jest on jedyny - okazuje się, że w historii ludzkości bywali już tacy, lecz nie potrafili kontrolować swojej zdolności i nagle znikali bez śladu. Młody chłopak przyciąga uwagę Lobsanga, duszy tybetańskiego mechanika, zamkniętego w formie rozproszonego komputera. Razem na ogromnym sterowcu, wyruszają na zachód od Ziemi podstawowej. Początkowo ich celem jest dotarcie do milionowego świata, ale w trakcie podróży zauważają coś niepokojącego. Chociaż homo sapiens jako tacy wykształcili się tylko raz, wśród światów zalesionych, lodowych, wodnych i uprawnych, pojawiają się człekokształtne małpy, które wyraźnie przed czymś uciekają. Ruszają więc temu na spotkanie - próbując zrozumieć fenomen Długiej Ziemi oraz zdecydować, czy to "coś" zagraża także ludzkości.

Możliwość przekraczania do równoległych wersji planety, nieskażonych ludzkością, pełnych surowców i dóbr naturalnych, dana z dnia na dzień niemal wszystkim mieszkańcom Ziemi, spowodowała oczywisty krach gospodarczy, polityczny, społeczny, a nawet kulturowy, co w książce zostało opisane bardzo realistycznie i wiarygodnie. Ludzie zostali postawieni przed wyborem jednego z nowych światów, bądź pozostania na starym. Najbliższe Ziemie na wschód (wybierane częściej przez Azjatów) oraz zachód (preferowane przez resztę świata) zaroiły się nagle od nowych społeczności, zakładających bez przeszkód osady i łączących się w grupy. Oczywiste, że nie spodobało się to państwom (pozbawionym wpływów z podatków oraz większości siły roboczej), ale - co ciekawe - głównie nie godziła się z tym pewna grupa ludzi, niezdolnych do przekraczania. Większość pozostających na Ziemi należała właśnie do nich i nie podobała im się wolność, jaką nagle zostali obdarzeni kroczący. Podobne ruchy społeczne opisywał Drew Magary w "Nieśmiertelność zabije nas wszystkich" i w obu przypadkach kończy się to tragicznie.

W trakcie lektury "Długiej Ziemi" nieunikniona jest smutna refleksja, że ludzie niczego się nie nauczyli. Dostawszy nieskończoną (prawdopodobnie) liczbę nowych Ziem, zajmują je i niszczą. Krępuje ich jedynie brak możliwości przenoszenia żelaza, ale z racji na bogactwo planety, na dłuższą metę nie stanowi to problemu. W trakcie podróży Joshuy i Lobsanga przez niezliczone wersje Ziemi, duet brytyjskich pisarzy próbuje uświadomić nam, że jesteśmy wyjątkowi, żyjemy na jedynej wersji planety, która zdolna była wyewoluować w ludzi. To, co spotka ta niezwykła para na swojej drodze jest zarazem genialne, jak i przerażające. Poniekąd wolałabym jednak, byśmy nigdy nie otrzymali instrukcji do stworzenia krokera, a nasza ekspansja wyniosła nas w kosmos, kryjący przecież tak wiele pytań i odpowiedzi.
"- (...)Podstawowy problem (...) polega na tym, że nie możemy przenieść broni, zgadza się?
- Tak, sir, nawet glocków, bo mają stalowe części. Nie da się przenieść żelaza, sir. Ani stali. (...) Ale swojego sprzętu pan nie przeniesie, najwyżej rdzę z pańskiej lufy.
- To chyba nie jakiś świński żart, Jansson? - zapytał podejrzliwie.
- Nawet mi to do głowy nie przyszło, sir."
Podział zadań między autorów staje się jasny podczas lektury - szczególnie w dialogach czuć ten charakterystyczny, zabawny styl Pratchetta, traktujący wszystko z przymrużeniem oka. Ale wydźwięk książki jest raczej poważny i tu widać, że za fabułę odpowiada Baxter. Gorzko uświadamia nam o naszych słabych stronach, jako członków ludzkości XXI wieku. Odniosłam wrażenie, że mimo że akcja książki nie dzieje się w kosmosie, tęskni on za nim i wybrałby on podróż w przestrzeni, a nie po drzewie ewentualności. Bohaterowie powieści obdarzeni są nie tylko ciekawością i inteligencją, ale i empatią skierowaną ku innym mieszkańcom Długiej Ziemi. Oprócz Joshuy i Lobsanga, również policjantka Monika Jansson oraz spotkana na jednym ze światów Sally, to postaci typowe dla Pratchetta.

"Długa Ziemia" to dopiero początek przygody. Kolejny tom o tytule "The Long War" ukaże się w Anglii w czerwcu tego roku, choć my pewnie będziemy musieli poczekać jeszcze dłużej. Ale książka Terry'ego Pratchetta i Stephena Baxtera warta jest tego czekania, a także każdej minuty refleksji. Chociaż nie jest to coś, czego mogą się spodziewać fani Świata Dysku, należy pamiętać, że powieść wyewoluowała z opowiadania właśnie sir Terry'ego, a jego wyobraźnia wydaje się nie mieć granic. Nie nastawiajcie się więc na potoki czarnego humoru, prędzej na strumyk, a także nie wyłączajcie myślenia podczas lektury. Tak, to jest właśnie taka książka.

niedziela, 20 stycznia 2013

#150 Nowa Fantastyka 01/2013 - omówienie

Tym razem trochę późno wychodzi mi recenzja tego numeru. Przeczytałam go już jakiś czas temu, ale nadal wspominam całkiem dobrze. Czemu tylko całkiem? Bo tym razem artykuły wzniosły się na wyżyny, a opowiadania w większości są jedynie znośne.

Zacznijmy jednak od tych pierwszych. Tematem z okładki jest oczywiście najgorętszy film grudnia/stycznia, czyli Hobbit. Co ciekawe tekst był pisany przed wejściem obrazu do kin, więc Wit Szostak snuje przypuszczenia co do zawartości wszystkich trzech części. Naprawdę w wielu trafił w sedno, a innych szkoda, że jednak nie zostały wykorzystane. Artykułem powiązanym jest "Laboratorium Petera", Bartosza Czartoryskiego. Przybliża on sylwetkę Petera Jacksona, który, choć niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy, kręcił coś poza ekranizacjami Tolkiena. Zostając w temacie filmów - Marek Grzywacz przedstawia "Grę w kategorie". Jeśli zastanawiacie się, dlaczego wszystkie ostatnie produkcje są PG-13, to jest tekst dla was.

O książkach tym razem dwa artykuły - "Legenda Stalkera", Adama Rottera, czyli o braciach Strugackich i ich dziedzictwie. Dla fanów Metra 2033 twórczość tych panów to pozycje obowiązkowe. "Zajdel: Reaktywacja?" Michała Cetnarowskiego to studium twórczości tego wielkiego autora, którego imię nosi najpopularniejsza fantastyczna nagroda literacka. Agnieszka Hałas i Jerzy Stachowicz tym razem o "Mumiach z lamusa". Całkiem ciekawe przedstawienie jak te stwory wchodziły do umysłów ludzi, a potem do literatury.

Felietonowo również bogato. Jakub Ćwiek opowiada o swoim podejściu do najnowszych produkcji filmowych, za które płaci, gdy na to zasłużą, oraz zahacza o temat sprzedaży książek w Internecie za, tak zwane, "co łaska". Michael J. Sullivan pisze o "Głosie", który każdy pisarz musi w sobie odkryć. Rafał Kosik we "Władzy automatów" przekonuje nas, że roboty przejmą kiedyś władzę nad światem, a Peter Watts, że "Robimy, co nam każą", przypominając o eksperymencie Milgrama, dotyczącym posłuszeństwu (oba niezbyt odkrywcze). I ostatnie dwa teksty to Jerzy Rzymowski w "SeriaLovych zwJeRzeniach" (o "Więzach krwi" z 1996 roku) oraz Łukasz Orbitowski w "Orbitowaniu po kinie" (o "Sierocie", polecam).

Poprzednie numery zachwycały mnie opowiadaniami, gorsze zdarzały się bardzo rzadko. Słabsza seria mam nadzieję zostanie przerwana następnym numerem (zapowiadany tekst Teda Williamsa).
Proza polska:
Piotr Górski, "Kuźnia, w której umierali" - ciekawy pomysł, wykonanie gorsze. Pisarz wprowadza wiele ciekawych wątków, których rozwiązania się nie doczekamy, chyba że znajdzie on wydawce swojej książki, o tym samym świecie.
Piotr Malak, "Po obu stronach frontu" - dla mnie najlepszy tekst w numerze. Od razu kojarzy się z Grą Endera, zresztą autor nie ukrywa inspiracji powieścią Carda. Mamy tutaj przyszłość, parę dzieciaków, które zostają wybrane do walki ze względu na to, jak dobrze idzie im w grze. Najciekawsze jednak jest tło - Polska walczy przeciwko reszcie świata.
Jeremi Rogalewski, "Ostatni dzień w Cravenie" - Etrik dostaje misję zawiezienia ciała Coratii do jaskini, lecz nie wie, co go tam czeka. Zarówno postacie, jak i świat przedstawiony nadawałyby się na dłuższą formę. Ale czegoś tu jednak brakuje...
Proza zagraniczna:
Samantha Henderson, "Poza Calais" - pomysł na latające maszyno-zwierzęta z jednej strony wydaje się być intrygujący, z drugiej niedorzeczny. Wykonanie tylko poprawne.
Ernest Hogal, "Partyzancki mural syreniej pieśni" - niezbyt zrozumiałe, nazbyt oderwane od rzeczywistości science-fiction. Dla mnie na minus, nawet Jowisz nie ratuje słabego wykonania.
Nancy Kress, "Zasady przetrwania" - drugie opowiadanie numeru. Przemyślane, stworzone z polotem, ale do zachwytu czegoś brakuje. Obcy najechali ziemię, pozamykali się w Kopułach i okazuje się, że do czegoś potrzebne im są psy... Jill, postępując zgodnie z zasadami przetrwania, nawiązuje kontakt z inną rasą.

Poza tym, jak zawsze zapowiedzi, recenzje (m.in. "Kroki w nieznane 2012", "Nevermore", "Chłopcy", "Atlas chmur", "Comic-con Epizod V: Fani kontratakują") i konkursy ("Chodząc nędznymi ulicami", "Długa Ziemia").

Jeszcze więcej w wersji on-line miesięcznika (tutaj). Między innymi: Maciej Parowski o Cyberpunku oraz wyniki badania "Kim jesteś, czytelniku? Fantastyczni 2012".

niedziela, 6 stycznia 2013

#145 Opactwo - recenzja

Tytuł: Opactwo
Autor: Chris Culver
Seria: Ash Rashid (#1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 368

Moja ocena: 7/10









Debiutanckie utwory, szczególnie kryminały, często okazują się klapą, ale nierzadko są efektownym wejściem do gatunku nowego pisarza, którego postępy warto obserwować. Na szczęście, w tym wypadku mamy do czynienia z tą drugą wersją. Jeśli nadal boicie się sięgnąć, czytajcie dalej, bo „Opactwo”  ma w sobie wszystko, czego tylko można zapragnąć w powieści detektywistycznej.

Tym razem postępy w śledztwie obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby – bardzo niekonwencjonalnego, upartego i zdeterminowanego detektywa, Asha Rashida. Jest on muzułmaninem, ale poza codzienną modlitwą, niezbyt trzyma się ram religii. „Leczniczo” zażywa alkoholu i nie waha się być brutalnym, gdy poczuje zagrożenie.  A to uczucie trzyma się go przez większość książki – wszak tajemnicze morderstwa osób, z którymi rozmawiał, podejrzenia ze strony innych policjantów i znajomość prawdy, w którą nikt nie chce uwierzyć składają się na obraz człowieka paranoidalnie oglądającego się za ramię i pijącego, by zapomnieć.

A wszystko zaczęło się ze śmiercią siostrzenicy Rashida, która umarła po wypiciu podejrzanej substancji, przypominającej krew. Detektyw wszczął śledztwo, odkrywając zaskakującą przeszłość dziewczyny, tak odległą od wyobrażeń. Narkotyki, krew, klub dla wampirów, czyli ludzi pijących krew? Wszystko to było zbyt podejrzane dla naszego głównego bohatera, szczególnie gdy policja zbyt szybko zamyka dochodzenie. I tak wplątuje się on w porachunki narkotykowych bossów i mafiozów. Przez wrodzony upór zagrożenie zaczyna tyczyć się także jego, a tym bardziej jego rodziny.

Ash Rashid to detektyw, jakich rzadko spotyka się w literaturze. Nierzadko zrobi coś, za co sam wylądowałby za kratkami, zagrożony – atakuje. Nie czeka w ukryciu, a wychodzi złu naprzeciw. Jego bezkompromisowe podejście do życia szybko przysporzy mu sympatii czytelnika, który z całych sił trzyma za niego kciuki. W tej skomplikowanej intrydze, w której gdzie nie popatrzeć, ktoś pada trupem, przyda mu się każda odrobina szczęścia. Szczególnie, że na pomoc innych osób nie może liczyć – jeden z policjantów go nienawidzi, a inny jest wtyką głównej podejrzanej, „królowej wampirów”.

Fabuła „Opactwa” to kolejny przykład tego, że Chris Culver nie lubi iść na łatwiznę. Sam wątek z „wampirami” jest ciekawy, ale widać niewystarczająco dla amerykańskiego autora. Dodał do tego narkotyki, mafię, a nawet zagrożenie biologiczne. Z tym ostatnim niestety przesadził w zakończeniu, zupełnie lekceważąc jego skutki. Między stronami przeplatane są muzułmańskiego zwyczaje, chociaż nie przekładają się one na treść – gdyby główny bohater był katolikiem, buddystą czy wyznawcą jakiejkolwiek innej religii, opis książki brzmiałby tak samo, a szkoda.

Autor od pierwszych stron intryguje i zaciekawia czytelnika, ale momentami forma dziennika przeszkadza – Ash relacjonuje każdą małą czynność w ciągu dnia. Przez cały czas tempo akcji przyśpiesza, osiągając krytyczny poziom na dwadzieścia stron przed końcem. Na szczęście dochodzi do rozwiązania i na wyjaśnienia nie trzeba czekać do kolejnego tomu. A ten już się pisze - „The Outsider” ukaże się za granicą w 2013 roku.

„Opactwo” to przebojowy thriller, który trafił na listę bestsellerów „New York Timesa”. Po lekturze mogę stwierdzić, że bardzo słusznie. Intrygująca, złożona fabuła, tajemnicze „wampiry” i niekonwencyjny bohater składają się na powieść, którą czyta się błyskawicznie i z przyjemnością.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Po trupach do krwawego celu

środa, 2 stycznia 2013

#143 Tron Półksiężyca - recenzja

Tytuł: Tron Półksiężyca
Autor: Saladin Ahmed
Seria: Królestwo Półksiężyca (#1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 360

Moja ocena: 6/10









Opowieści o Sindbadzie Żeglarzu, Alladynie i Ali Babie od zawsze oczarowywały nas swoją egzotyką. Co, gdyby połączyć dżiny, kalifów, derwiszów z magią, „alkemią” i ghulami w książce fantasy? Taką próbę podjął Saladin Ahmed w swojej debiutanckiej powieści, „Tron półksiężyca”, rozpoczynającej serię „Księstwa półksiężyca”. Czy wydawnictwo nie postąpiło zbyt pochopnie, wydając pierwszy tom kolejnej serii, która stanowi tak naprawdę wielką niewiadomą?

Doktor Adulla Machslud para się nie leczeniem żyjących, a… ich zabijaniem. Specjalizuje się w eksterminacji różnego typu ghuli, czyli stworów powołanych do życia z różnych elementów natury. Ta profesja, którą zajmował się już od dziesięcioleci, zaczyna go męczyć. Coraz chętniej rozważa myśli o przejściu na emeryturę, gdy przeszkadza mu w nich donos o zabójstwie rodziny pewnego chłopca. Wraz ze swoim asystentem derwiszem Rasidem, parą przyjaciół – alkemiczką i magiem, a także opętaną żądzą zemsty na potworach, Zamią, dzikuską potrafiącą przemieniać się w lwicę, powoli odkrywa, że ten, kto stworzył ghule, ma plan o wiele bardziej złowieszczy i morderczy.

Saladin Ahmed jest mistrzem  w snuciu opowieści, a najlepiej wychodzi mu kreacja postaci. Jego bohaterowie wręcz powstają do życia i żaden z nich nie jest albo dobry, albo zły. Autor specjalnie stawia ich w sytuacjach, w których muszą przeciwstawić się swoim życiowym ideałom – skłamać lub przymknąć oko na czyny innych. Do tego celu używa Księcia Sokołów – niemal Robin Hooda, złodzieja i wywrotowca, który wymierza sprawiedliwość na swój własny sposób, zazwyczaj równie brutalny jak krzywda popełniana przez tych, których karze. Każdy z naszych bohaterów w trakcie powieści przeżywa przemianę, mniej czy bardziej znaczącą. Największą przechodzi derwisz, święty mąż, który oddany całkowitej prawdzie i czystości, przywiązany do swojego miecza, na końcu jest zmuszony przemyśleć i dostosować swoje postępowanie do realiów otaczającego go świata.

Na nieco ponad 300 stronach pisarzowi udało się scharakteryzować bohaterów tak dobrze, że błyskawicznie możemy się do nich przywiązać, a to, co ich spotyka, wywołuje  w nas rzeczywiste emocje. Niestety, stało się to kosztem czegoś – kreacji świata przedstawionego i fabuły. Ta ostatnia opiera się na prostym schemacie walki dobra ze złem. Raz na jakiś czas dostajemy rozdział z perspektywy „zła”, co pozwala nam jeszcze bardziej kibicować wygranej bohaterów. To, w jaki sposób i czy w ogóle do niej dojdzie, opisane zostało ciekawie i nieprzewidywalnie.
Miasto Damshawaat, w którym dzieje się akcja, autor przedstawia dość pobieżnie. Chociaż zwiedzamy jego niektóre dzielnice, ciągle zostają ciemne obszary, o których nawet nie wspomina. Także to, co jest poza miastem, mianowicie Królestwa Półksiężyca, stanowią zagadkę. Z pewnością więcej dowiemy się o nich w dwóch kolejnych częściach serii, jeśli w ogóle zostaną wydane w Polsce. Niestety, na pewno jeszcze trochę na nie poczekamy, bo nie zostały one jeszcze opublikowane za granicą.

„Tron półksiężyca” to idealna powieść dla spragnionych fantasy – dostaną oni żywe, niejednoznaczne postacie, ciekawą fabułę i tę odrobinę magii, a także alkemii i ghuli. Seria posiada potencjał na ożywienie klasyki gatunku, a jednocześnie zabranie nas w podróż do krainy Baśni Tysiąca i Jednej Nocy.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Baśnie tysiąca i jednego ghula

wtorek, 4 grudnia 2012

#136 Nowa Fantastyka 12/2012 - omówienie

Każde świętowanie się kiedyś kończy. Także Nowa Fantastyka po trzech miesiącach wydań jubileuszowych, wraca do rzeczywistości, ale nie bez pewnych zmian.

Najbardziej wyraźną jest brak felietonu Jakuba Ćwieka. Zamiast niego Rafał Kosik z "Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin?" apeluje do Ministerstwa Edukacji o zmianę sposobu nauczania, zaprzestanie promowania średniaków i wyzwalanie w dzieciach kreatywności. Jednakże wszystkich zmartwionych nieobecnością Kuby od razu uspokajam - zamiast "Pop, goes my heart" dostajemy obszerną relację z jednego najważniejszych konwentów na świecie - Comic Conu. Wiele bym dała, żeby kiedyś tam zawitać i jeśli kochacie filmy, komiksy i gry komputerowe, pewnie podzielacie moje zdanie. A jeśli nie - po tym tekście zaczniecie.

Pozostając w temacie artykułów - z racji niedawnej premiery ostatniego tomu Pana Lodowego Ogrodu, Anna Kaiper i Marcin Batylda fundują nam zwiedzanie Midgaardu w ramach obszernej recenzji serii - idealne przed lekturą części czwartej. Tekst Wawrzyńca Podrzuckiego to jeden z ciekawszych w numerze. W "SF, kłamstwa i faceci w fartuchach" skupia się on na bzdurnych pomysłach w filmach z gatunku fantastyki naukowej. Uświadamia nam, że to nie tylko wina filmowców - ale dziennikarzy i naukowców, którzy poprzez mylne tytuły i niedopowiedzenia sugerują, że nauka ma się lepiej niż faktycznie. Pora na artykuł nietypowy - "Jim Henson - bajarz-eksperymentator" autorstwa Andrzeja Kaczmarczyka. Przybliża on biografię twórcy... Muppetów. W ostatniej publikacji, Mateusz Albin opowiada historię "Filmowej podróży na Samotną Górę", czyli o wszystkich próbach ekranizacji Hobbita. A dla fanów Nika Pierumowa - wywiad z autorem, w którym wiele o jego kontynuacji "Władcy Pierścieni" Tolkiena.

W pozostałych felietonach stały skład - Michael J. Sullivan uczy, jak dać czytelnikowi "Powód do czytania", Peter Watts edukuje nas z biologii w "Przepustowości duszy", a Łukasz Orbitowski tym razem o filmie o wampirach - "Near Dark". Kontynuując nowy zwyczaj obszernych recenzji, Marcin Zwierzchowski omawia "Cyrk nocy" autorstwa Erin Morgenstern. I naprawdę narobił mi chrapkę na tę książkę.

A sedno numeru, czyli opowiadania, tak jak od pewnego już czasu trzymają bardzo wysoki poziom.
"Koniec Aureusa", Janusz Cyran -  dużo tekstu, który z początku przeraża swoją "jednolitością". Później jednak historia tajemniczych monet wciąga i zostawia bardzo dobre wrażenie.
"Jutro Percival", Paweł Kempczyński - ponownie brak akapitów może odstraszać, ale to naprawdę ciekawa historia i warto dać jej szansę. Główny bohater opuścił cywilizację i w zamieszkanej przez potwory dżungli oczekuje nadejścia końca świata.
"Pluvianus Aegyptus", Joanna Kułakowska - opowiadanie chyba najbardziej przyziemne i przez to odstaje nieco od pozostałych. Klimatem i elementami fabuły przypomina "Szamankę od umarlaków" Raduchowskiej, ale autorka idzie w inną stronę.
"Łkający car wpatruje się w Upadły Księżyc", Ken Scholes - długi tekst, ale naprawdę piękny i wzruszający. Historia cara, który musi cierpieć i łkać, by pokutować za grzechy swoich przodków; wszystko się zmienia, gdy dostaje w swoje ręce sierp księżyca...
"Twarzą w twarz", Karen Joy Fowler - para astronautów mieszka na obcej planecie i bada jej mieszkańców. Może to jednak mieszkańcy badają ich? Interesująca historią, która zostawia czytelnika zaniepokojonego.

Poza tym, jak zawsze, recenzje książek ("Portal zdobiony posągami", "W mrok", "Czerwona mgła"), filmów i seriali ("Fringe" + wywiad z Johnem Noblem, grającym Waltera Bishopa, "Looper") oraz komiksów. Do wygrania tym razem między innymi "W mrok" i "Assassin's Creed. Objawienie".

W wersji online - jeszcze więcej recenzji, dłuższa wersja wywiadu z Nikiem Pierumowem, Andrzej Kaczmarczyk o cyklu "Redwall" i Jerzy Rzymowski o "Mrocznym dziedzictwie" - to wszystko tutaj.

czwartek, 15 listopada 2012

#132 Twój cień - recenzja

Tytuł: Twój cień
Autor: Jeffery Deaver
Seria: Kathryn Dance (#3)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 456

Moja ocena: 7/10









Kayleigh Towne to młoda, ale odnosząca niesamowite sukcesy, piosenkarka country. Jej słowa płyną prosto z serca i swoim przesłaniem docierają do wielu ludzi. Wśród nich znajduje się Edwin Sharp, dla którego każda piosenka ma drugie znaczenie, a automatyczny podpis „XO, Kayleigh” w odpowiedzi na jego maile zdaje się mu być wyznaniem miłości. Opętany myślą, że dziewczyna skrycie go kocha, lecz to jej najbliżsi nie pozwalają im na związek, przybywa do Fresna i staje się pełnoprawnym stalkerem. Wraz z jego obecnością w rodzinnym miasteczku piosenkarki zaczynają ginąć w makabrycznych okolicznościach jej rodzina i przyjaciele, a będąca przypadkiem w okolicy, dobra znajoma Kayleigh, Kathryn Dance, podejmuje niebezpieczną grę z zabójcą.

Tytułowy „Twój cień” to jedna z piosenek wymyślonych na potrzeby książki przez autora, a zarazem ulubiony utwór Edwina Sharpa. W jego rytmie popełniane są wymyślne morderstwa, opierające się kolejno na poszczególnych zwrotkach. Teksty wszystkich nagrań zostały zamieszczone z tyłu książki, a ich fragmenty przewijają się często w trakcie fabuły. Deaver naprawdę się postarał, wymyślając treści piosenek, a co więcej – na jego stronie udostępnione zostały… ich fragmenty. Może nie są do końca zgodne z tym, co miałam w głowie podczas lektury, ale inicjatywa godna pochwały. Trzeba w tym miejscu docenić także ogromny wysiłek tłumaczki, Maciejki Mazan, która postarała się o jak najwierniejsze odwzorowanie wszystkich rymów, zachowując przy tym sens przesłania.

To właśnie wokół piosenek kręci się fabuła, gdyż zawierają one wskazówki dotyczące przyszłych zbrodni. Uważny czytelnik może pokusić się o obstawianie potencjalnych miejsc zabójstw, ofiar oraz tożsamości mordercy, która do końca nie jest jasna. Amerykański pisarz jak zawsze mami, czaruje opisami, podsuwa fałszywe tropy, a na końcu i tak nas zaskoczy. Jednocześnie historia nie wydaje się być oderwana od rzeczywistości – to wszystko mogło się wydarzyć naprawdę. Świat wykreowany jest prawdziwie, przeplatane są wątki polityczne, anegdoty o popkulturze, czy muzyce – jej historii, ewolucji nośników, a także ciężkich czasach, jakie nastały dla branży.

Nie zabraknie tu również historii osobistych głównej bohaterki, Kathryn Dance. Postać ta pojawiła się pierwszy raz w fenomenalnej „Śpiącej laleczce” , a „Twój cień” to trzeci tom serii ze specjalistką od kinezyki, czyli nauki o mowie ciała. Chociaż tym razem jej umiejętności trudno było w pełni wykorzystać, wszak stalkerzy, a w szczególności nasz Edwin Sharpe, to bardzo opanowani ludzie, których urojenia wydają się im być prawdą. Jeśli jednak macie nadzieję na kryminologię znaną bardziej z CSI, nie rozczarujecie się. Miłym akcentem dla wiernych czytelników autora jest gościnny udział w śledztwie jego słynnej pary bohaterów: Lincolna Rhyme’a i Amelii Sachs.

„Twój cień” to sztampowy thriller spod pióra Jeffery’ego Deavera, co jednak nie znaczy, że jest źle – wręcz przeciwnie! Książkę czyta się niesamowicie szybko, 400 stron mija w mgnieniu oka. Do końca nie jesteśmy pewni, kto zabił, autor wodzi nas za nos, jak tylko mu się podoba. Jedynym mankamentem jest, niestety, redakcja. Naprawdę często brakowało mi przecinków, a niekiedy zdarzały się i literówki. Mimo wszystko, warto sięgnąć po tę powieść, którą wyróżniają stworzone specjalnie na tę okazję piosenki, pogmatwana intryga oraz wyraziści bohaterowie, o których trudno zapomnieć.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Zabójstwa w rytmie country

niedziela, 4 listopada 2012

#129 Nowa Fantastyka 11/2012 - omówienie

XXX-lecia Nowej Fantastyki ciąg dalszy. Tym w postaci felietonów Jacka Dukaja i Konrada Wągrowskiego. Ten pierwszy w "Spowiedzi rówieśnika" pisze o tym, że jego własny życiorys bardzo przypomina ten miesięcznika. Opowiada o rozwoju polskiej fantastyki w porównaniu do tej zagranicznej, a w szczególności ewolucji science fiction oraz zjawisku powstawania nowych gatunków literackich. Wymienia wiele ciekawych tytułów, które kiedyś warto byłoby przeczytać, a które odcisnęły swoje piętno w historii fantastyki. Tylko postawienie "Pięćdziesięciu twarzy Greya" obok "Metra 2033" trochę mnie uraziło.

Kolejnym takim przeglądem trzydziestolecia, tym razem w filmie, jest "Odyseja kosmiczna 1982-2012" Konrada Wągrowskiego. Również znajdziemy tu wiele inspiracji, od science-fiction przez ekranizacje komiksów, po fantasy. Chociaż ilościowo artykułów jubileuszowych nie dostaniemy wiele, to jakościowo są one bardzo dobre, długie i interesujące. Z pozostałych tekstów jeden, Marcina Zwierzchowskiego, przybliża sylwetkę Paola Bacigalupiego (i robi nie lada smaka na jego utwory), a drugi, Agnieszki Haskiej i Jerzego Stachowicza, recenzje z lamusa.

Felietonowo zespół jak zawsze ten sam i w wysokiej formie. Jakub Ćwiek w "Niepokonanych" mówi o tym, że nie wszyscy twórcy wiedzą, kiedy warto zejść ze sceny. W 11 odcinku rad dla pisząych, Michael Sullivan pokazuje, jak sprytnie można wykorzystać wielozadaniowość do opisywania rzeczywistości. Rafał Kosik znowu podejmuje ciężki temat e-booków i przetrwania literatury ogólnie. Pisarze czekają na "C.U.D.". Peter Watts tym razem psychologicznie - przytacza eksperyment, w którym większość ludzi nie zauważa, że ich opinie zmieniły o 180 stopni. A na koniec Orbitowski i "Gorycz i żółć", czyli o filmie "Amer".

W kwestii opowiadań znowu bardzo wysoki poziom. W tym numerze tekstów jest mniej, ale za to czyje!
Andrzej Ziemiański, "Pułapka Tesli" - w tym opowiadaniu nic nie jest na swoim miejscu, a jednak wszystko gra jak w zegarku. Mamy tu największych wynalazców (Edison, Bell, Tesla), współczesny Wrocław oraz mordercę. Największą i w sumie jedyną wadą jest... korekta - znalazłam dwa błędy ortograficzne i parę literówek...
Bartosz Działoszyński, "Masz to jak w banku" - ponura przyszłość przedstawiona z perspektywy urzędnika Agencji Kontroli Mikroekenomicznej. Czyta się w porządku, a główny bohater jest bardzo intrygujący.
Jason Sanford, "Dotyk niebios" - rasowe science-fiction. Historia kobiety zdradzonej przez swą psychopatyczną przyjaciółkę, i pozostawionej na pastwę losu na planetoidzie w towarzystwie ducha. Jak dla mnie, bomba.
Terry Pratchett, "Piekielny interes" - jeden z najpopularniejszych pisarzy, tym razem w wersji mniej humorystycznej niż zwykle, ale równie ciekawej. Poznajemy historię diabła, który chce rozreklamować piekło. Brzmi wystarczająco intrygująco?
Catherynne M. Valente, "Aeromaus" - opowiadanie powstałe na zamówienie Nowej Fantastyki, nigdzie wcześniej nie publikowane. Valente to autorka, której książki wydawane są w serii Uczta Wyobraźni i w podobnym stylu utrzymany został tekst. Nic tu nie jest takie, na jakie wygląda, o czym zresztą pisze sama narratorka, mieszkanka podniebnego miasta. Dla ambitnych.

Do tego, jak zawsze, zapowiedzi, recenzje książek ("Tron półksiężyca", "Feed", czy "Drood"), filmów ("Resident Evil:Retrybucja", "Dredd 3D") i komiksów. A w konkursach do wygrania "Zatopione miasto", czyli bardzo łakomy kąsek! ;) 

A w wersji internetowej (tutaj) dodatkowo: artykuł Marcina Zmierzchowskiego "Film to za mało", czyli o świetnych kampaniach reklamowych, Jerzy Rzymowski o serialu "Carnivale" oraz recenzje. Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy kupić - pozwólcie, że Wam pomogę: tak, naprawdę warto!

A po więcej zdjęć z jubileuszu zapraszam do omówienia wrześniowego numeru "NF" - tutaj.

niedziela, 28 października 2012

#126 Książki, na które czekam w listopadzie

Tytuł: Skrzydła gniewu
Autor: C. S. Friedman
Seria: Cykl o Magistrach (Tom 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 544

Data wydania: 20 listopada 2012

Gniew Bogów to czarnoksięska bariera chroniąca ludzi przed powrotem demonów. Wzniesiono ją, gdy Duszożercy omal nie doprowadzili południowych krain na skraj wyniszczenia. Wtedy udało ich się odeprzeć.
Przez lata pamięć ludzi o tych wydarzeniach zatarła się, podobnie jak strach przed grozą czyhającą za Gniewem Bogów. Bariera zaczyna jednak kruszeć i nawet magowie z coraz większym lękiem spoglądają na północ.
Tymczasem Kamala, młoda kobieta, która ośmieliła się rzucić wyzwanie Magistrom, zmuszona jest uciekać przed ich gniewem na północ w sam środek niebezpieczeństwa.

Drugi tom przygód Kamali i opowieści o mrocznej magii zapowiada się ciekawie. Tylko ta okładka mi tutaj średnio pasuje....

Tytuł: Science fiction po polsku
Redakcja: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Paperback

Data wydania: 21 listopada 2012

Spis treści:
  • Artur Laisen „Księdza Marka trzy spotkania z demonem”
  • Piotr Sarota „Z poradnika niepraktycznego przeżycia postatomowego”
  • Szymon Stoczek „Samolubny gen”
  • Istvan Vizvary „Muneca”
  • Jakub Ćwiek „Obroża”
  • Dariusz Domagalski „Upiorny błękit”
  • Tomasz Duszyński „Placówka na prawo od Syriusza”
  • Agnieszka Hałas „Opowieść o śpiących królewnach”
  • Paweł Paliński „Wszyscy jesteśmy dziećmi BOG-a”
  • Andrzej W. Sawicki „Nadejście zimy”
  • Milena Wójtowicz „Przeżycie”
To już kolejna antologia polskiego science-fiction, a jednak zupełnie inna i przedstawiająca różnych autorów. Co ciekawe, znajdziemy tutaj także debiutantów - zwycięzców konkursu na stronie wydawnictwa. Co z tego wyszło? Jestem niesamowicie ciekawa i nastawiona bardzo optymistycznie.

I na koniec, coś na co czekam najbardziej:
Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu, t.4
Autor: Jarosław Grzędowicz
Seria: Pan Lodowego Ogrodu (Tom 4)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 896

Data wydania: 30 listopada 2012

Ten cykl to właściwie jeden wielki, literacki popis możliwości kreacji współczesnego pisarza popkulturowego. Faszerowany efektami blockbuster z przesłaniem sprowadzony do postaci książki. Perspektywa opisu zmieniająca się w zależności od tempa akcji, wielotorowa fabuła, słowa kreślące dziwaczny, szalony wręcz obraz rodem z sennych widziadeł Hieronima Boscha. Supertechnologia w bezpardonowym pojedynku z magią. Akcja gna przez świat, który nie jest jedynie płaską dekoracją służącą za tło zmagań herosów. Odkrywamy skomplikowany mechanizm z barierami kulturowymi, obsesjami i pragnieniami, który zachowuje prawo do istnienia i funkcjonowania nawet bez galerii pierwszoplanowych postaci.

To już nie jest tylko forma rozrywki. Jarosław Grzędowicz błyskotliwie udowadnia, że uniwersalnym popowym kodem pisarz może mówić o rzeczach fundamentalnych i prowokować do wyciągania wniosków.

Taki jest Pan Lodowego Ogrodu. Porywająca opowieść o konsekwencjach popełnionych czynów.

W końcu! A 896 stron nie przeraża a cieszy ;)

***
A wy na co czekacie?

wtorek, 9 października 2012

#123 Nowa Fantastyka 10/2012 - omówienie

I nastało XXX-lecie! Jubileuszowy numer "Nowej Fantastyki" to przede wszystkim wspominkowe artykuły i stojące na bardzo równym, wysokim poziomie opowiadania. 

Jakub Winiarski rozpoczyna numer od wstępniaka o równoległych wszechświatach, czyli temacie fascynującym, ale niemającym nic wspólnego ze świętem obchodzonym przez gazetę. Jerzy Rzymowski w zapowiedziach podsumowując przeszłość, patrzy w przyszłość, czyli na "Cyrk nocy", film "Looper" i komiks "Kłamca: Viva l'arte". Do tego ostatniego wracamy jeszcze w ciekawej dwustronnej kolorowej reklamie. Gdybym lubiła czytać komiksy, jak najbardziej by mnie zachęciła.

Kontynuując temat felietonów, Rafał Kosik, w "Rzeczywistość to za mało" rozwodzi się nad polską fantastyką i swoimi początkami jako pisarza - debiutował opowiadaniem "Pokoje przechodnie" właśnie w Nowej Fantastyce. Peter Watts w "Niegodnych zakończeniach" pomstuje na twórców, którzy potrafią koncertowo zepsuć zwieńczenie serialu. Jako przykład wysuwa tu "Battlestar Galacticę", serial, który zabiły filozoficzno-religijne rozważania. Na koniec, jak zwykle, Łukasz Orbitowski i porównanie filmu Carpentera "Rzecz" do opowiadania Wattsa "Rzeczy". Jego podziw dla kunsztu pisarza skłania do jak najszybszego poznania tekstu i przekonania się, czy faktycznie jest aż taki genialny.

Prawie każdy artykuł w numerze to pewien przekrój. A to przez literaturę, a to naukę, komiks, czy ilustracje i rysowników. Wyraźnie odstaje tekst bardzo "na czasie", czyli o ekranizacji książki Rafała Kosika, "Feliks, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa". Joanna Kołakowska w "Skoku na głęboką wodę" przekonuje, że warto się wybrać. Tekst tylko częściowo przekrojowy to "Nauka kontra fantastyka - stan gry" Wawrzyńca Podrzuckiego. Chyba zainspirował się on felietonem Wattsa z wrześniowego wydania, ale rozwinął pomysł i poszedł w zupełnie inną, bardziej naukową. Pokazuje, że postęp technologii, mimo iż pnie się naprzód, jest mniejszy niż wyobrażali sobie fantaści parędziesiąt lat temu. 

 
Jubileuszowa okładka wyraźnie nawiązuje do tej sprzed 30 lat. Matka i córka?

Obchody 30-lecia "Nowej Fantastyki" to przede wszystkim teksty ludzi związanych z miesięcznikiem od dawna. Tym ciekawszy jest ich punkt widzenia. Michał Cetnarowski w "Socjologicznie, religijnie, historycznie?" wnikliwie i interesująco przedstawia trzy dekady fantastyki w Polsce, poczynając od science fiction, a kończąc na polskim paranormal romance. Maciej Parowski opowiada o początkach miesięcznika i swoich współpracach z rysownikami. Także do komiksu nawiązuje Tomasz Kołodziejczak, znany bardziej ze space opery. W krótkich tekstach, wiążących się ze sobą słowem-kluczem, wspomina swój okres dorastania, fascynację komiksami i "Nową Fantastyką", dochodząc do dorosłości, w której nic się to nie zmieniło.

A teraz sedno numeru, czyli opowiadania. Jak pisałam wyżej, chociaż jest ich wyjątkowo wiele, wszystkie są na bardzo wysokim poziomie, i bardzo miło się je czyta. 
"XV Miniatur na XXX-lecie", Grzegorz Janusz - krótkie teksty z różnej tematyki, a każdy z puentą i jeden lepszy od drugiego.
"Jad", Marta Malinowska - postapokaliptyczna wizja prowadzona z perspektywy małej dziewczynki, strasznie bojącej się pająków. Dłuższa wersja mile widziana.
"Śmierć na chorągwi", Zbigniew Wojnarowski - mając w pamięci "Romantyczność", nastawiona byłam dość sceptycznie, ale już pierwsze wersy mnie wciągnęły. Całość na plus, jest ciekawie i klimatycznie.
"Nocna parada duchów", Xia Jia -  chyba najsłabszy tekst na tle pozostałych, ale i tak dobry. O duchach.
"Siódma mina generała-robota", Jeffrey Ford - jeden z krótszych tekstów, ale za to wyróżniający się pomysłem, i byciem jedynym tekstem science-fiction.
"Chudzina", Lucius Shepard - przyjemna historia dziewczyny, przypominającej śmierć. Również nie odmówiłabym przeczytania dłuższej formy.
"Spopielarze", Nir Yaniv - pokręcony tekst, może trochę przewidywalny, ale za to z kopem na końcu.
"Słowo boże", Nir Yaniv - kolejny zbiór mini historyjek, ale powiązanych ze sobą i bardzo pomysłowych.

Poza tym, jak zawsze, recenzje i konkursy (tym razem do wygrania na przykład "Opowieści praskie" - moja recenzja tutaj).

Jerzy Rzymowski ze swoimi "Serialowymi zwJeRzeniami", ze względu na powrót Wattsa, wylądował chyba na stałe w internetowym dodatku do numeru. Mimo to, warto tam zajrzeć. Redaktor pisze o "Pamięci absolutnej 2070", a dodatkowo znajdziecie tam artykuły dotyczące filmu "Dredd" oraz postaci Arrowa, a także mały przegląd kinowych nowości.

A po więcej zdjęć z jubileuszu zapraszam do omówienia poprzedniego numeru "NF" - tutaj.

niedziela, 7 października 2012

#122 Saga o rubieżach. Tom 1 - recenzja

Tytuł: Saga o rubieżach. Tom 1
Autor: Liliana Bodoc
Seria: Saga o rubieżach (tomy 1 i 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 728

Moja ocena: 8/10









Hiszpańskojęzyczna fantastyka nie jest zbyt częstym gościem na księgarnianych półkach. O wiele częściej sięgamy po angielską lub, chociaż rzadziej, naszą rodzimą. Tym bardziej intrygująca jest powieść "Saga o rubieżach" Liliany Bodoc, której wydania podjęło się wydawnictwo Prószyński i S-ka. Czy faktycznie jest to tak epickie dzieło, jak napisano na okładce?

Lud Husihuilków to najbardziej wojownicze plemię Żyznych Ziem. Spokój w ich życiu zakłóca czarownik, Kupuka, który przychodzi ze śmiertelnym ostrzeżeniem o nadciągającej armii ze Starych Ziem. Czy są to dawno zaginieni Boreaszowie, czy coś gorszego, co chce zniszczyć świat, jaki znają? Każda nacja wysyła swojego przedstawiciela na naradę, a jednocześnie rozpoczyna przygotowania do wojny... Nie wszyscy jednak chcą się przeciwstawić nieuniknionemu, woląc zdradzić Jelenia i zbratać się z siłami zła. Tylko od mieszkańców Żyznych Ziem zależeć będzie ostateczny wynik starcia.

Losy całego kontynentu odpierającego ataki sług zła obserwujemy na przestrzeni wielu lat. Ledwie zdążymy się przywiązać do konkretnej postaci, ta umiera lub odchodzi w cień. Chociaż większość jest czarno-biała, niektóre ich działania mogą nas zaskoczyć. Ich psychologia została ukazana wiarygodnie i wnikliwie, a najciekawsi bohaterowie, paradoksalnie, to ci źli, a szczególnie Pomroka, matka Misaianesa. Trzecią stroną w konflikcie, która, choć nie występuje bezpośrednio, ma ogromne znaczenie jest matka natura. Czerpią z niej czarownicy, wspierający siły dobra, ale również każde żywe stworzenie opierające się najeźdźcom z całych sił.

Autorka podjęła się zadania trudnego, ale nie niewykonalnego. Gdyby tom pierwszy składał się tylko z jednej księgi, efekt byłby o wiele słabszy, a tak dostaliśmy naprawdę epicką powieść, złożoną z dwóch części, która aspiruje do bycia hiszpańskim "Władcą Pierścieni". Bohaterowie stanowią tutaj tylko pretekst do pokazania odwiecznej walki dobra ze złem. Bardziej niż jednostki obserwujemy społeczeństwa, nacje, które jednoczą się (lub wręcz przeciwnie) w starciu z wrogiem, Misaianesem. Tym samym klimat książki jest podniosły, mroczny, tajemniczy i wręcz niepokojący.

Liliana Bodoc musi jeszcze sporo popracować nad swoim warsztatem pisarskim. Szczególnie podczas lektury pierwszej księgi była widoczna pewna nieporadność stylistyczna w postaci nagłych zmian punktu widzenia bohaterów, co wprowadzało niemałe zamieszanie. Bardzo dobrym chwytem ze strony wydawnictwa było zawarcie dwóch ksiąg w jednym tomie. Nie tylko oszczędziło pieniądze, ale także, gdyby pierwsza część, "Dni Jelenia" była osobno, nie zdołałaby utrzymać uwagi czytelnika. Dopiero podczas lektury "Dni Pomroki" zaczęłam przywiązywać się do bohaterów i myśleć o stworzonym przez autorkę świecie.

A ten jest imponujący, chociaż zdaje się być oparty na naszym, współczesnym. Żyzne Ziemie do złudzenia przypominają Amerykę, a Stare Ziemie Eurazję. Królestwem Misaianesa zdaje się być Skandynawia, ukazana jako ląd górzysty, zimny i nieprzyjazny. Natomiast główni bohaterowie zamieszkują tereny Argentyny, notabene kraju pochodzenia autorki. Mapka zamieszczona na początku książki bardzo przydaje się w śledzeniu ruchów wojsk obu stron. Z racji na konieczność przemierzania wielu kilometrów, historia rozciąga się na wiele dni, a nawet lat, podczas których zachodzi wiele widocznych przemian, zarówno w pojedynczych postaciach, jak i naturze.

"Saga o rubieżach" to debiut hiszpańskojęzycznej pisarki. Chociaż styl autorki niekiedy pozostawia wiele do życzenia, a główną rolę gra niezbyt oryginalna walka dobra ze złem, jest on jak najbardziej udany. Wiele tu nawiązań do Tolkiena, ale Liliana Bodoc ma swój pomysł na tę historię. Do końca trylogii brakuje tylko ostatniego tomu, "Dni ognia". Oby wyszedł u nas prędko.

Za książkę dziękuję panu Marcinowi i wydawnictwu Prószyński i S-ka

środa, 5 września 2012

#113 Nowa Fantastyka 09/2012 - omówienie

Na tegorocznym Polconie we Wrocławiu miałam przyjemność uczestniczyć w obchodach 30-lecia Nowej Fantastyki. Z przyjemnością wzniosłam toast i zjadłam kawałek przepysznego torta, życząc Redakcji miesięcznika kolejnych stu lat wydawania pisma, ba, tysiąca! Ich idea jest jak najbardziej wzniosła i oby czytelników im przybywało, oby misja popularyzowania fantastyki nigdy nie straciła na znaczeniu.

Tyle wtrącenia, przejdźmy teraz do samej zawartości najnowszego numeru. O "Jasnej stronie mocy" wypowiada się Jakub Winiarski we wstępniaku, nawiązując do masakry na premierze najnowszego Mrocznego Rycerza i podejmując bardzo ciekawy temat, nad którym warto byłoby pomyśleć - skąd w nas to zainteresowanie Ciemną stroną mocy? Jerzy Rzymowski przedstawia natomiast fantastyczne zapowiedzi września, m. in. "Drood" Dana Simmonsa, czy film "Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa". 

Jubileuszowy tort
Do akcji wkraczają felietoniści (do których powrócił Peter Watts!, ale cii... o tym za chwilę). Niedawny laureat nagrody Zajdla, Jakub Ćwiek, nawiązując do wizyty Danikena na Polconie, pisze o dystansie fantastów do siebie. Michael J. Sullivan przedstawia trzy najważniejsze zasady tego "Jak zacząć" przygodę z pisaniem. Rafał Kosik wypowiada się na temat umierających języków i słuszności tego procesu. Łukasz Orbitowski ubolewa nad swoją pamięcią, która rejestruje to, jak o czymś opowiedział, a nie jak to faktycznie było, w kontekście filmu "Horror Express". I tu docieramy do Wattsa, który po krótkiej przerwie powraca z serią "Ślepopisanie". Może temat jego felietonu nie jest zbyt fantastyczny, ale na pewno kontrowersyjny - odnosi się do Igrzysk Olimpijskich i wyrównywania szans zawodników.

Wernisaż okładek NF
W artykułach tym razem równowaga literatury i kina z domieszką komiksu oraz lamusa. Jan Żerański w "Tajemnicy Karola Dickensa" nawiązuje do powieści Dana Simmonsa, "Drood", która już niedługo w księgarniach. Opiera się ona na niedokończonej książce Dickensa, z którą wiążą się tajemicze okoliczności. Piotr Pieńkosz w "Domowym piekiełku" zgłębia motyw domu jako jednego z najchętniej wykorzystywanego w horrorach. Marcin Zwierzchowski przedstawia drugą część artykułu "Chaos absolutny" z okazji remake'u "Pamięci absolutnej" o burzliwych losach oryginału. Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz w "Płaskiej Ziemi z lamusa" podejmują temat wiary w to, że Ziemia jest płaska (ostatnio pisali o pustej Ziemi). Michał Chudoliński w "Powrocie (do przeszłości) Strażników" zapowiada nam nową erę bohaterów, tym razem od DC i wzburzenia fanów. Andrzej Kaczmarczyk w "Dziedzictwie Diuny" omawia kontynuacje tej kultowej powieści w postaci książek, filmów i gier.

Sednem numeru, jak zwykle, są opowiadania. Tym razem mamy ich pięć, dwa polskie i trzy zagraniczne.
Ewa Bury, "Khulle" - autorka bardzo mnie wymęczyła. W teorii tekst opowiada o losach jednej z nielicznych ocalałych po jakiejś globalnej katastrofie, ale robi to dość ospale. Jej wizja mogłaby być ciekawa, gdyby nie szwankowało wykonanie.
Adam Synowiec, "Do zwartego zaklęcia" - ciekawy tekst, w którym autor czerpie z popkultury oraz tworzy własny, oryginalny system magii. Czyta się szybko i przyjemnie.

Maciej Parowski kroi tort :)
Proza zagraniczna to przede wszystkim Mike Carey i Jeff Vandermeer.
Mike, Linda, Louise Careyowie, "Opowiastki o siedmiu dżinach" - jest to zbiór krótkich opowiastek z motywem przewodnim - potężnych dżinach, spełniających życzenia. Niektóre są trochę przewidywalne, ale wrażenie zostawiają pozytywne.
Jeff Vandermeer, "Sytuacja" - autor nie bez powodu kojarzony jest głównie z nurtem New Weird. Chcecie wiedzieć, dlaczego? Przeczytajcie to opowiadanie. Poplątane, pogmatwane, dziwne, ale wiadomo, co autor chciał przekazać i zrobił do bardzo dobrze.
Florian Heller, "Analk" - krótki tekst, opowiadający o Austriakach na księżycu. Tak naprawdę nie można napisać więcej, żeby niczego nie zdradzić i nie odebrać tej odrobiny zabawy. 

Do tego w numerze jak zawsze: recenzje książek ("Fionavarski gobelin", "Reamde"...), filmów ("Mroczny Rycerz powstaje"...), komiksów ("Resident Evil"...), gier ("Runes of Magic") i konkursy (do wygrania takie książki jak "Rakietowe szlaki VI", czy "Cień anioła").

Dodatkowo wywiad z Davidem Weberem, którego pełną wersję oraz dodatkowe materiały znajdziecie także w darmowym PDF-ie, do ściągnięcia tutaj. A za miesiąc, między innymi, nowe opowiadanie Catherine M. Valente!

PS. A jutro wyjeżdżam na wakacje, nie będzie mnie tydzień, nie tęsknijcie ;)  Może jakieś posty się pojawią, jak zdążę coś przygotować, we'll see.

piątek, 31 sierpnia 2012

#111 Zakon smoka - recenzja

Tytuł: Zakon smoka
Autor: Aleksandar Tesic
Seria: Kosingas (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 504

Moja ocena: 8/10









Aleksandar Tesic w swojej debiutanckiej powieści zrobił coś, na co do tej pory nikt się nie odważył. Pokazał, że jego rodzima, serbska mitologia dorównuje stopniem rozbudowania bardziej popularnym - egipskiej, greckiej, czy rzymskiej, a przy tym jest równie ciekawa i zajmująca. Żeby uchować treści przekazywane niemal tylko drogą ustną przed zapomnieniem, zdecydował się spisać je w formie powieści, która idealnie wpasowuje się w gatunek fantastyki. Czy jednak taki eksperyment się powiódł?

"Zakon smoka" to pierwsza część trylogii. Jak sam autor pisze we wstępie, akcja całej serii zamyka się w 365 dniach poprzedzających bitwę na Kosowym Polu. Historyczne fakty umiejętnie przeplata z elementami czysto fantastycznymi, w które jednakże kiedyś wierzono na serbskich ziemiach. Mity te powstawały przez wiele lat, ewoluując i zajmując miejsce w sercach i głowach ludzi. Na kartach książki śledzimy losy mnicha i zarazem rycerza z Zakonu Smoka, Gabriela oraz księcia Marko. Tego drugiego dotyczy dawna przepowiednia: ma on odegrać główną rolę w zwycięstwie nad siłami Hadesu. Aby stać się Kosingas - najlepszym z wojowników, wraz ze swym towarzyszem wyrusza na wyprawę, podczas której musi zdobyć niezbędne artefakty i dojrzeć do nowej roli.

Rok 1388, w którym dzieją się losy głównych bohaterów, to nieustająca walka religii chrześcijańskiej z pogańskimi wierzeniami. Cały tom opowiedziany jest z perspektywy starego już Gabriela, który dyktuje historię skrybie. Znajdziemy w nim wiele dopowiedzeń od samego mnicha, jak również spersonalizowaną formę rozdziałów. Akcja "Zakonu smoka" zamyka się w czasie miesiąca. Na wrażenia narzekać nie możemy, ale serbski pisarz niekiedy w dość nachalny sposób przedstawia zapomniane obyczaje. Para bohaterów wędruje od wioski do wioski i z powrotem, spowalniając tym samym akcję, pod pretekstem ukazania kolejnego chłopskiego rytuału, czy następnego pomniejszego demona. Obyczaje te są niesamowicie ciekawe, budzą zdumienie, a czasem i przerażenie. Nie ma jednakże co się dziwić, wszak na utrwalenie starych podań autor ma jedynie trzy tomy powieści, w której musi jeszcze zawrzeć elementy fabularne, czy dotyczące bohaterów. A te ostatnie są naprawdę interesujące.

Gabriel i książę Marko to jedyne postacie, których historię śledzimy przez całą książkę. Mają one czas się rozwinąć, a szczególnie widoczne jest to przy protagoniście - z początku niechętny, sceptyczny, zły na cały świat, staje się dojrzałym mężem, zaczyna zauważać w nim odcienie szarości. Mnich z kolei nie jest typowym rycerzem i zabójcą potworów. Choć pewne elementy fabuły mogą przypominać te z "Malowanego człowieka" Petera V. Bretta, to Gabrielowi daleko do Arlena. Kosingas nie raz zastanowi się nad losem stworzeń i pożałuje ich morderstwa. Przez to jest niesamowicie ludzki i bliższy naszemu sercu. Do tego dochodzi także strach przed śmiercią, ale jednocześnie pogodzenie z jej nadejściem po wykonaniu zadania.

W "Zakonie smoka" Tesic połączył dwie rzeczy, które teoretycznie stoją po przeciwnych stronach barykady i udają, że się nie widzą. Jak inaczej wytłumaczyć jednoczesną obecność Kościoła, wierzącego w jednego Boga oraz bożków, pomniejszych bóstw i demonów, które faktycznie budzą się do życia na obrzeżach Serbii? Pisarz konsekwentnie pokazuje, jak wiele może uczynić zwykła wiara - stwarza ona potwory, a także zmusza do przelewania krwi w ofierze. Jednakże przy tym nie wolno jej zaniedbywać, bo wśród niebezpiecznych stworzeń istnieją także dumne elfy i pojedyncze osobniki, które nikomu nie wadzą, oferując jedynie dobroć.

Ciekawe, kiedy my, Polacy, doczekamy się tak odważnego kroku ze strony naszych pisarzy? Bo w to, że mają oni talent i wprawę do napisania wciągającej powieści fantasy, opartej na mitologii słowiańskiej, nie wątpię. Nie sposób odmówić im także ambicji. Mogłaby to być dla niektórych jedyna okazja na poznanie własnych korzeni i religii, którą wyznawali nasi przodkowie, przed przyjęciem chrześcijaństwa. "Zakon smoka" skłonił mnie do zapoznania się z historią Serbii, z którą do tej pory nie miałam do czynienia. Idealnym dopełnieniem treści książki byłyby szkice, o których wspomina mnich i szkoda, że zabrakło na nie miejsca.

Debiutancka powieść Tesica to imponująca próba utrwalenia serbskich mitów i obyczajów. Myślę, że jest jak najbardziej udana. Zachowując ciągłość akcji i jej urozmaicenie, autorowi udało się przedstawić wiele elementów tej kultury, a na pozostałe ma jeszcze dwa tomy. Jeśli szukacie fantastycznej książki o ciekawej fabule i barwnych bohaterach oraz jesteście skłonni poznać nową mitologię, nie wahajcie się ani chwili.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Serbskie obyczaje w fantastycznej otoczce

wtorek, 21 sierpnia 2012

#108 Nowa Fantastyka 08/2012 - omówienie

Kolejny miesiąc, kolejny numer Nowej Fantastyki. Filmy znowu zajmują w nim widoczne miejsce, ale już nie tak wyraźne.

Temat z okładki, czyli "Testujemy Pottermore" to omówienie portalu powstałego przy współpracy z J.K.Rowling, który każdy pottermaniak dawno kojarzy i zna. Dlatego przedstawione przez Annę Kaiper funkcjonalności nie będą dla nich nowością, a ci, którzy za Potterem nie przepadają i tak nie wciągną się w świat Pottermore'a. W "Klasyce grozą podszytej" Przemysław Pieniążek przedstawia nowy gatunek literatury - tzw. mashupy, czyli przeróbki klasycznych utworów w powieści z udziałem wampirów, zombie, robotów, etc... 

Z bardziej filmowych tematów z kolei mamy "Chaos absolutny", czyli pierwszą część artykułu Marcina Zwierzchowskiego, nawiązującą do nadchodzącego remake'u "Pamięci absolutnej" oraz do burzliwej historii samego oryginału. Wawrzyniec Podrzucki w "Mutafantastycznych" podaje ciekawe przykłady użycia manipulacji genami w fantastyce. Mniej związany z literaturą i filmem jest kolejny tekst Marcina Zwierzchowskiego, "Konwent 2.0", czyli głównie o "Polconie", który w najbliższych dniach będzie obywał się we Wrocławiu, a także o pozytywnym trendzie nie-fantastów na konwentach. I tak dochodzimy do ostatniego artykułu w numerze, a zarazem, według mnie, najlepszego - "Cenzura to bzdura", Marka Grzywacza. Traktuje on o wszędobylskiej cenzurze, która dotyka zwiastunów filmów, ale i ich treści, a nawet tytułów. O wielu rzeczach słyszałam po raz pierwszy, a są one tak zabawne w swojej idiotyczności, że warto zapoznać z nimi również nie-fantastów.

W felietonach mamy jak zwykle ten sam zestaw autorów, którzy nadal mają niezłe pomysły na tekst. I tak Ćwiek w "(Nie)kibic siedzi z dala..." pisze o swoim podejściu do sportu w obliczu Euro 2012. Rafał Kosik uzasadnia wiarę w "Ingerencję z góry" podczas budowy starożytnych budowli - jak Stonehenge, czy egipskie piramidy. Jerzy Rzymowski w drugim odcinku "SeriaLovych zwJeRzeń" przedstawia "American Gothic", czyli naprawdę straszny serial. A z filmów Łukasz Orbitowski poleca "Incident At Loch Ness", pokręcony, ale zabawny obraz. Na koniec Michael J. Sullivan daje bardzo użyteczne rady piszącym co do zaufania czytelnikowi i tkania fabuły. Jak dotąd to chyba najciekawszy i najbardziej wymagający aspekt pisarstwa, który przedstawia autor.

Proza polska tym razem, dla odmiany, nie jest zła i nie odbiega zbytnio poziomem od tej zagranicznej.
"Lisiczka" Małgorzaty Wieczorek to ambitny, długi tekst, który czyta się przyjemnie, ale końcówka jest nieco zbyt abstrakcyjna. Dla fanów Chin i smoków.
"Mistrz" Tomasza Zawady, czyli odkrycie ze strony www.fantastyka.pl nie zachwycił mnie. Jest to tekst krótki, mało fantastyczny. Tym razem dla fanów Japonii i samurajów.
"Tajemna historia Nowej Huty" Jewgienija T. Olejniczaka to opowiadanie cięższego kalibru. Podzielone na krótkie rozdzialiki, trochę abstrakcyjne, trochę tajemnicze i trochę dziwne. Przeszkodą mogą być ruskie słowa, które nie zostały przetłumaczone.

Opowiadania zagraniczne trzymają naprawdę wysoki poziom, ale poziomem abstrakcji dorównują naszym rodzimym.
"Jipi i elektroniczny paranoik" Neala Stephensona to bez wątpienia tekst numeru. Ciekawie napisane, podejmuje trochę futurystyczny temat wiarygodnie i intrygująco. Schizofreniczna sztuczna inteligencja i bomby - mieszanka iście wybuchowa.
"Mamo, jesteśmy Żenią, Twoim synem" Toma Crosshilla osiąga szczyty, wspomnianej już, abstrakcji. Eksperymenty na dziecku, fizyka kwantowa i ciekawy styl.
"Racice i szałas Abdela Dżamili" Saladina Ahmeda - sam tytuł opowiadania mówi wiele o tym, co znajdziemy w środku. Także sugestywne szkice obok wywoływały we mnie nawet obrzydzenie. 

Jak zawsze, znajdziemy tu zapowiedzi, recenzje książek, filmów ("Prometeusz" 1/6 - ktoś tu za wysoko ustawił poprzeczkę), komiksów, czy seriali ("So say we all", czyli 4 sezon Battlestar Galactica - polecam!). Na deser konkursy - do wygrania chociażby "Korona śniegu i krwi".

A dla fanów "Gry o tron" nie lada gratka - w elektronicznej wersji miesięcznika zamieszczono wywiad z samym George'em R.R. Martinem (do pobrania ze strony miesięcznika: www.fantastyka.pl).