Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2013

#169 Wywiad z Peterem V. Brettem

Na portalu Secretum.pl ukazał się wywiad, który przeprowadziłam z Peterem V. Brettem, autorem Cyklu demonicznego ("Malowany człowiek", "Pustynna włócznia", "Wojna w blasku dnia").

Możecie przeczytać odpowiedzi na pytania, jak wygląda typowy dzień autora, czy posiada on kota (toć to atrybut pisarza!) oraz parę smaczków dotyczących samego Cyklu demonicznego. Link do wywiadu na stronie portalu:


Poniżej moje zdjęcia ze spotkania z pisarzem na Polconie 2013 we Wrocławiu:



sobota, 30 marca 2013

#165 Listy lorda Bathursta - recenzja

Tytuł: Listy lorda Bathursta 
Autor: Marcin Mortka 
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 29 marca 2013
Stron: 408

Moja ocena: 9/10









Marcin Mortka to znane nazwisko na polskiej scenie fantastycznej. Głownie jednak kojarzy się z fantastyką historyczną ("Miecz i kwiaty", "Ragnarok 1940"), a niektórym ewentualnie z horrorem ("Miasteczko Nonstead"). Tym razem powrócił do czasów, gdy tłumaczył powieści marynistyczne Patricka O'Briana i klimatów, których zaczątki czuć było już w "Karaibskiej Krucjacie" - fantastyce z piratami w roli głównej. I trzeba przyznać, że naprawdę dobrze mu to wyszło.

Peter Doggs to niezrównany żeglarz, ale i człowiek, który szybciej mówi niż myśli, a przy tym jest niesamowicie uparty i niechętny do słuchania innych. Ze względu na te cechy, spotykamy go po raz pierwszy, gdy właśnie zostaje zabity. Tak naprawdę przed śmiercią ratuje go Lord Bathurst, który upatruje w Doggsie człowieka idealnego do tajnej, niebezpiecznej misji na morzu. Na wszelki wypadek, roztacza "opiekę" nad jego córką i w zależności od uległości jej ojca, znajduje jej odpowiedniego kandydata na męża. Tak zaczyna się przygoda Petera, który wcale nie chce jej przeżyć. Do przodu gnają go tylko listy Barhursta, dostarczane przez jego szpiclów na statku, troska o córkę oraz ciekawość prawdziwych zamiarów lorda.

Czytelnik poznaje wszystkie zawiłości intrygi razem z Doggsem - czy to z listów, czy jego własnych rozmyślań. A fabułę Mortka wymyślił naprawdę złożoną. Sporadycznie tylko opuszczamy pokład okrętu, którego nazwa zmienia się jak w kalejdoskopie. XVII-wieczne oceany były wysoce niebezpiecznym miejscem, po którym żeglowali korsarze i wrogie floty. Możecie być pewni, że okazji do wystrzelenia armat nie zabraknie, czy to przeciwko piratom, Francuzom, czy nawet... swoim. Ukryte zamiary Lorda zaprowadzą naszych bohaterów do Indonezji, lecz droga nie będzie usłana różami.

W większości pozyskani przez szantaże, przedstawiciele Bathursta, pilnują, by kapitan wykonywał swoje polecenia, ale jednocześnie stanowią słabe ogniwo, o czym ten dobrze wie. Doggs to tak naprawdę łotr jakich mało. Przed osiągnięciem celu nie cofnie się przed niczym: będzie rabować, zabijać, krzywoprzysięgać. Paradoksalnie jednak wzbudza sympatię czytelnika, szczególnie, że znamy jego motywację. Dlatego potrafimy zrozumieć środki, których używa do osiągnięcia celu. Jako postać osadzona wśród innych łajdaków, stanowi wśród nich najjaśniejszy punkt, jawiący się nam najwyraźniej, a do tego obdarzony jest niesamowitą inteligencją, która pozwoliła mu zajść tak daleko. Z lordem Bathurstem prowadzi swoistą wojnę na umysły - próbuje poznać plany Anglika i pokrzyżować je, zanim skończy mu się czas. Możemy się tylko domyślać, kto wygra w tym starciu, bo wcale nie jest to oczywiste.

Jedno trzeba Mortce przyznać - potrafi pisać nieziemsko i lata tłumaczenia książek O'Briana z pewnością wyszły mu tylko na dobre. Nieskończone lektury leksykonów marynistycznych się opłaciły, a ta wiedza pozwoliła napisać mu jego własną powieść w klimatach stricte żeglarskich. Fani fantastyki mogą się poczuć rozczarowani, bo poza manipulacją faktami historycznymi, nie znajdą tu elementów nadnaturalnych. Mimo to, dla mnie, osoby nieobeznanej i nieoczytanej w tych tematach, lektura była samą przyjemnością, a nastrój i plastyczne opisy wynagradzają w pełni te braki. Z łatwością przeniosłam się na pokład "Menelausa", wczułam się w klimat, brałam udział w intrygach i emocjonujących bitwach morskich. Na kartach powieści pisarz wykreował wiele wiarygodnych postaci, osadził je na bojowych okrętach Royal Navy, wysłał w daleką podróż do Indii, a przy tym zaplątał w intrygę lorda Bathursta.

Marcin Mortka zawładnął moim sercem. Ma niesamowicie lekkie pióro, świetne pomysły i barwny język, co w "Listach Lorda Bathursta" złożyło się na niesamowitą powieść. Jeśli nigdy nie kręciły was klimaty marynistyczne, nie bójcie się sięgnąć, a może w wykonaniu tego autora pokochacie je tak jak ja. Otwarte zakończenie stanowi dla autora furtkę, z której, jak sam powiedział na ubiegłorocznym Polconie, bardzo chętnie skorzysta. Czyżby szykował się nam drugi O'Brian? Jestem za!

Książka została przekazana od serwisu Secretum za co serdecznie dziękuję.

PS. Korzystając z okazji życzę wszystkim udanego wolnego, dużo odpoczynku, czasu na czytanie książek i wielu prezentów pod choin... ee i mokrego dyngusa :)

czwartek, 28 marca 2013

#164 Dreszcz - recenzja

Tytuł: Dreszcz
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2013
Stron: 296

Moja ocena: 8/10









 
Jakub Ćwiek to postać znana wśród polskich fantastów. Swoją karierę rozpoczął cyklem „Kłamca", a dalej było już z górki. Nie jest to autor zwyczajny, stereotypowy. Nie boi się nowych pomysłów, a wręcz szuka okazji do zrobienia czegoś nowego, oryginalnego. Ostatnim takim projektem była trasa autorska "Rock & Read Festival". Odwiedził on także największy konwent fantastyczny w Stanach Zjednoczonych (oraz na świecie) ComicCon, z czego zdał relację na łamach Nowej Fantastyki, w której także publikuje comiesięczne felietony. Jest częstym bywalcem konwentów i szuka kontaktu z fanami, którzy także traktują go jako świetnego kumpla. Miałam przyjemność poznać go na Bachanaliach Fantastycznych w Zielonej Górze, lecz dopiero teraz przekonałam się, że to nie tylko interesujący człowiek, ale i jeden z najbardziej obiecujących polskich pisarzy.

„I twoją matkę też!"

W Polsce jeszcze nie mieliśmy superbohatera z prawdziwego zdarzenia ("Biały Orzeł" jednak nie jest zbyt popularny). Wolimy fascynować się tymi Marvela i DC Comics, wysokobudżetowymi i efektownymi, z własnym filmem, a najlepiej ich serią. I tutaj do akcji wkracza Jakub Ćwiek, który dał nam Ryszarda Zwierzchowskiego, pseudonim Zwierzu. Jeśli jednak spodziewacie się drugiego Spidermana czy Kapitana Ameryki, rozczarujecie się. Tej postaci bliżej do rozgoryczonego i zmęczonego życiem Batmana z filmów Nolana, czy do wiekowego Profesora X. Jest stary, siwy, pije, pali, nie może znaleźć sobie pracy, ale dziwnym trafem lecą na niego wszystkie laski (syndrom Hanka Moody'ego?). Jego największą miłością jest rock n' roll, stara gitara i wspomnienia z czasów młodości i najlepszych rockowych zespołów. Pewnego dnia trafia go piorun i... w sumie niewiele się zmienia.

Na początku śledzimy wydarzenia z perspektywy niezbyt ogarniętego Ryśka, który unika pracy jak może i czas spędza głównie pijąc i ćpając. Z drugiej strony mamy Benjamina Benforda – Anglika z krwi i kości, którego motywacje nie są nam z początku znane. Szybko okazuje się, że Ćwiek ma dla niego rolę niezbędną przy bohaterze, wzorowanym w końcu nieco na Batmanie – lokaja i pomocnika w jednym. Do tej dwójki dołącza także Alojz – sąsiad Zwierza i Ślązak pełną gębą. Dialogi w jego wykonaniu to niezła męka dla nieznających śląskiej gwary.

„Bo ma być głośno (póki Angus gra)"

Jak na superbohatera przystało, „Dreszcz" ma swojego antagonistę, którego jeszcze nie poznajemy w tym tomie. Bo tak, tomów będzie więcej. Na razie mamy do czynienia z jego pomagierami – bandytami, którzy mordują młodych i bogatych studentów. Odkrycie, kim są i jakie są ich zamiary, będzie pierwszą misją Ryśka. Spytacie więc, czym będzie on walczył z przeciwnikami – bo chyba nie gitarą? Trafiony piorunem zyskuje moc porażania elektrycznością, ale także panowania nad przyrządami, które jej używają. Mimo początkowej niechęci, ochoczo korzysta ze świeżo nabytych umiejętności.

Czego tu jeszcze brakuje? A tak, mentora! Niczym Batman, Dreszcz otrzymuje swojego mentora, który jest tajemniczy, zna "większy plan" i przekazuje mu swoje nauki. Ćwiek zresztą nie udaje, że wymyślił coś oryginalnego, często bezpośrednio nawiązując do wyżej wspomnianych bohaterów komiksów. Co jednak interesujące, akcja dzieje się w naszym kraju, głównie w Krakowie i Katowicach. Możemy wykąpać się w tej swojskości. „Dreszcz" jest w pewien sposób wypadkową zainteresowań Ćwieka – muzyki i komiksów. Ta „ćwiekowość" wręcz wycieka z kart. Nawet główny bohater przypomina Jakuba i ten pod wieloma względami pewnie chciałby tak przeżyć swoją przyszłość.

Ta książka to emocjonujące połączenie powieści o superbohaterach i kryminału, dziejąca się w tak znanych nam miejscach. Okraszona jest ogromną ilością humoru, wulgaryzmów (wynikających głównie ze swojskości języka i przedstawiania go bez subtelności). Jest to także skarbnica wiedzy o rock n' rollu i dla jego fanów lektura również będzie prawdziwą przyjemnością. Ogromna kampania promocyjna tej książki jak najbardziej jej się należała. Warto przeczytać i głosić słowo dalej. Rock N' Roll is not dead!

Jakubie, jeśli to czytasz, to wiedz, że „Dreszcz” nie sprawi, że zapomnimy o Wendy. Lecz właśnie dostałeś przedłużenie deadline’u.

Książka została przekazana od serwisu Secretum za co serdecznie dziękuję.

wtorek, 12 lutego 2013

#158 Przebudzenie Lewiatana - recenzja

Tytuł: Przebudzenie Lewiatana
Autor: James S. A. Corey
Seria: Expanse (#1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2013
Stron: 714

Moja ocena: 9/10









"Przebudzenie lewiatana" Jamesa S.A. Coreya nie miało łatwego życia na polskim rynku czytelniczym. Premiera była przekładana wielokrotnie, czekając na lepszy moment. I tak, 8 lutego 2013 roku w końcu dostajemy ją do naszych rąk, wydaną nakładem wydawnictwa Fabryka Słów. Zastanawiacie się, czy opłacało się czekać? Jak najbardziej! Tak późna data ostatecznej publikacji ma także pozytywy - w teorii jeszcze w tym roku dostaniemy także tom drugi, "Caliban's War". Oby tylko nie spotkał go los poprzednika...

W skolonizowanym Układzie Słonecznym ludzkość podzieliła się na trzy frakcje - Ziemian, zwanych Ziemniakami, Marsjan oraz mieszkańców Pasa Asteroid, czyli Pasiarzy. Co ciekawe, z upływem lat, w szczególności ci ostatni, wykształcają własny slang, a także zaczynają się od mieszkańców Ziemi różnić także fizycznie, ze względu na obniżoną grawitację. Chociaż mogłoby się wydawać, że powinni być niezależni i mieć lepsze warunki do życia, niż na przeludnionej planecie-matce, polegają oni na dostawach niektórych surowców, oraz - przede wszystkim - wody. Do czasu lektury sądziłam, że bycie kolonizatorem Marsa, czy chociażby właśnie asteroidy byłoby dobrym pomysłem. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak bardzo kolonia byłaby zależna od dobrej woli Ziemian i handlu, który można łatwo zakłócić.

W takim świecie zmuszeni są żyć główni bohaterowie książki, z których perspektywy pisane są kolejne rozdziały. Holden, ExO holownika transportującego bryły lodu, natrafia na sygnał ratunkowy dochodzący z opuszczonego statku, Scopuli. Wpadają tym samym w pułapkę, z której jedynie on i paru kompanów wychodzi żywymi. Okazuje się, że zaatakowały ich okręty podające się za należące do Marsjańskiej Floty wojennej. Holden nie waha się i informuje o tym cały układ, nie myśląc o implikacjach swego czynu - a te są ogromne. Skrywane niechęci między "rasami" wreszcie znajdują ujście i zaczyna się wojna między Pasiarzami a Marsjanami. Jej początek i przebieg śledzi z Ceres, głównej stacji Pasa, detektyw Miller. Podczas poszukiwania pewnej dziewczyny, Julie, natrafia on na ślad, łączący ją ze Scopuli... Od tej pory to tylko kwestia czasu, kiedy dwaj bohaterowie się spotkają i czy ludzkość będzie jeszcze wtedy istnieć.

Prawdziwymi autorami książki, którzy przyjęli jeden pseudonim - James S.A. Corey - są Daniel Abraham oraz Ty Franck. Ich pierwsza wspólna powieść to pierwszorzędny przedstawiciel gatunku space opery, której wszystkie najważniejsze cechy znajdziemy już na początku lektury. Dużą część czasu spędzimy na pokładzie superszybkich i wyekwipowanych w śmiertelnie groźną broń statków kosmicznych, będziemy obserwować walki okrętów, jak i żołnierzy w międzyplanetarnym konflikcie zbrojnym. Na jego tle udało się pisarzom wnikliwie przedstawić historie dwóch głównych bohaterów, ich rozterki i problemy śledzimy niemal z równie dużą uwagą, co smaczki fabularne. Także aspekty polityczne choć skomplikowane, zostały przedstawione jako delikatne procesy, w sposób zrozumiały.

Od pierwszych stron "Przebudzenie Lewiatana" to dynamiczna historia, która już w prologu stawia przed nami największą tajemnicę. Wizja jej konsekwencji przysparza wręcz o dreszcze. Ogromną rolę ma w tym plastyczność i bogactwo opisów, a także struktura fabuły, nie raz ocierająca się o filmowość - szczególnie obrazów z gatunku horrorów science-fiction. Przeskakiwanie od jednego bohatera do drugiego, spowalnia nieco tempo akcji, ale dzięki temu możemy lepiej zrozumieć poczynania postaci na tle całości. Dokładając do tego świetny styl, dzięki któremu ponad 700 stron czyta się niesamowicie szybko, jest to lektura naprawdę godna uwagi.

Warto było czekać tak długo na premierę powieści. Miejmy teraz tylko nadzieję, że z drugim tomem nie będzie podobnie i dostaniemy go zgodnie z planem. Tym samym zachęcam do sięgnięcia, gdyż "Przebudzenie Lewiatana" to świetna space opera, nie tylko dla fanów tego gatunku.

Książka została przekazana od serwisu Secretum za co serdecznie dziękuję.

niedziela, 28 października 2012

#126 Książki, na które czekam w listopadzie

Tytuł: Skrzydła gniewu
Autor: C. S. Friedman
Seria: Cykl o Magistrach (Tom 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 544

Data wydania: 20 listopada 2012

Gniew Bogów to czarnoksięska bariera chroniąca ludzi przed powrotem demonów. Wzniesiono ją, gdy Duszożercy omal nie doprowadzili południowych krain na skraj wyniszczenia. Wtedy udało ich się odeprzeć.
Przez lata pamięć ludzi o tych wydarzeniach zatarła się, podobnie jak strach przed grozą czyhającą za Gniewem Bogów. Bariera zaczyna jednak kruszeć i nawet magowie z coraz większym lękiem spoglądają na północ.
Tymczasem Kamala, młoda kobieta, która ośmieliła się rzucić wyzwanie Magistrom, zmuszona jest uciekać przed ich gniewem na północ w sam środek niebezpieczeństwa.

Drugi tom przygód Kamali i opowieści o mrocznej magii zapowiada się ciekawie. Tylko ta okładka mi tutaj średnio pasuje....

Tytuł: Science fiction po polsku
Redakcja: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Paperback

Data wydania: 21 listopada 2012

Spis treści:
  • Artur Laisen „Księdza Marka trzy spotkania z demonem”
  • Piotr Sarota „Z poradnika niepraktycznego przeżycia postatomowego”
  • Szymon Stoczek „Samolubny gen”
  • Istvan Vizvary „Muneca”
  • Jakub Ćwiek „Obroża”
  • Dariusz Domagalski „Upiorny błękit”
  • Tomasz Duszyński „Placówka na prawo od Syriusza”
  • Agnieszka Hałas „Opowieść o śpiących królewnach”
  • Paweł Paliński „Wszyscy jesteśmy dziećmi BOG-a”
  • Andrzej W. Sawicki „Nadejście zimy”
  • Milena Wójtowicz „Przeżycie”
To już kolejna antologia polskiego science-fiction, a jednak zupełnie inna i przedstawiająca różnych autorów. Co ciekawe, znajdziemy tutaj także debiutantów - zwycięzców konkursu na stronie wydawnictwa. Co z tego wyszło? Jestem niesamowicie ciekawa i nastawiona bardzo optymistycznie.

I na koniec, coś na co czekam najbardziej:
Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu, t.4
Autor: Jarosław Grzędowicz
Seria: Pan Lodowego Ogrodu (Tom 4)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 896

Data wydania: 30 listopada 2012

Ten cykl to właściwie jeden wielki, literacki popis możliwości kreacji współczesnego pisarza popkulturowego. Faszerowany efektami blockbuster z przesłaniem sprowadzony do postaci książki. Perspektywa opisu zmieniająca się w zależności od tempa akcji, wielotorowa fabuła, słowa kreślące dziwaczny, szalony wręcz obraz rodem z sennych widziadeł Hieronima Boscha. Supertechnologia w bezpardonowym pojedynku z magią. Akcja gna przez świat, który nie jest jedynie płaską dekoracją służącą za tło zmagań herosów. Odkrywamy skomplikowany mechanizm z barierami kulturowymi, obsesjami i pragnieniami, który zachowuje prawo do istnienia i funkcjonowania nawet bez galerii pierwszoplanowych postaci.

To już nie jest tylko forma rozrywki. Jarosław Grzędowicz błyskotliwie udowadnia, że uniwersalnym popowym kodem pisarz może mówić o rzeczach fundamentalnych i prowokować do wyciągania wniosków.

Taki jest Pan Lodowego Ogrodu. Porywająca opowieść o konsekwencjach popełnionych czynów.

W końcu! A 896 stron nie przeraża a cieszy ;)

***
A wy na co czekacie?

sobota, 28 kwietnia 2012

#75 Książki, na które czekam w maju

Tytuł: Zaginione wrota
Autor: Orson Scott Card
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 448

Data wydania: 15 maja 2012

Dan North wychowuje się w wielkim starym domu zamieszkałym przez tuziny kuzynów, ciotek i wujków, nad którymi władzę sprawuje jego ojciec. Gniazdo rodzinne Northów znajduje się na odludziu w górach zachodniej Wirginii, daleko od miasta, daleko od szkół, daleko od innych ludzi. Mieści się w nim sekretna biblioteka, a w niej książki napisane w tajemniczym języku – od chłopca i jego kuzynów oczekuje się, by biegle go opanowali. Danny od małego dostrzega, że nie jest taki jak reszta jego rodziny. W czasie gdy kuzyni uczą się powoływać do życia leśne duszki, golemy, trolle, wilkołaki, i inne podobne cuda, Danny martwi się, że sam nigdy nie odkryje w sobie żadnego talentu… Rodzina Northów to klan magów przebywający na wygnaniu w naszym świecie. Żyją oni w stanie kruchego rozejmu z innymi klanami, do czasu gdy narodziny Dana rozniecają na nowo płomień wojny. Danny jest bowiem pierwszym od tysiąca lat magiem wrót, które bronią rodzinie Northów i jej wrogom dostępu do wspólnej ojczyzny, świata Westil. Niestety chłopiec nie zdaje sobie sprawy z wielu spraw. A to może doprowadzić Northów do katastrofy…

Bardzo intryguje mnie ten tytuł. Brzmi trochę jak połączenie serii "Powrót do  domu" i "Tropiciela". Na pewno będzie to ciekawa lektura :)


Tytuł: Silentium Universi
Autor: Dariusz Domagalski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 360


Data wydania: 27 kwietnia 2012

Na tle ogromu Wszechświata jesteśmy tylko nieistotnym pyłkiem. Cała nasza historia, największe wynalazki, krwawe wojny, burzliwe rewolucje zamknięte w mikroskopijnej cząstce kosmosu. Oto planeta, którą przez tysiąclecia czyniliśmy sobie podległą. Rok 2055. Nadszedł czas by poszukać sobie nowego domu. Ziemia jest już kompletnie wyjałowionym globem. Przeklęty straszliwym proroctwem, skazany tajemniczym komunikatem łamiącym zasady przyczynowo-skutkowe, statek „Marek Aureliusz” mknie przez kosmiczną pustkę. Daleko za pas Kuipera i obłok Oorta. Ostatnia nadzieja ludzkości. Największy, najbardziej zuchwały krok. Być może w śmiertelną przepaść. W ciszy kosmosu pytania o prawa rządzące Wszechświatem, Boga, sens i cel istnienia brzmią głośno. Zbyt głośno. Ktoś może je usłyszeć. Ktoś kto zna odpowiedzi...

Wiem, że książka już wyszła, ale ja ją dorwę dopiero w maju. Bardzo chcę, w końcu s-f pełną gębą :)

Tytuł: Gone: Zniknęli. Faza piąta: ciemność
Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: ?

Data wydania: 30 maja 2012

Perdido Beach, Kalifornia. Zawieszenie broni. Pokój w ETAPie jest kruchy jak szkło.
Caine rządzi w swojej domenie żelazną ręką. Sam nie może zaznać spokoju. Ustanowili nowe prawa, przetrwali głód, plagę kłamstw, wreszcie zarazę… Ale teraz bariera staje się czarna. ETAP ogarnia nieprzenikniona ciemność.
Ale mrok nie jest jedynym zagrożeniem. Giną zwierzęta i ludzie. Nieznana dotąd moc wywraca ich ciała na drugą stronę.
Im głębsze cienie, tym bardziej Ciemność rośnie w siłę. Ze swego leża w głębi ziemi gaiaphage sięga po to, czego najbardziej pragnie. Po ludzkie ciało, w którym mogłoby się odrodzić.

Przedostatni tom młodzieżowej serii, która łączy horror ze sci-fi. Poprzednie części raz były lepsze, raz gorsze, ale powoli zbliżamy się już do końca, a napięcie rośnie :)


A wy czekacie na którąś z tych książek?

poniedziałek, 6 lutego 2012

#59 Książki, na które czekam w lutym

Tytuł: Infoszok
Autor: David Louis Edelman
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 478

Data wydania: 3 lutego 2012

Świat tak fantastyczny, jak Diuna i tak realny, jak najnowszy numer Wall Street Journal.
Epoka myślących maszyn zakończyła się rzezią miliardów ludzi, zwaną „rewolucją autonomiczną”. Późniejsze lata kryzysu i niewyobrażalna nędza zabiły kolejne rzesze ludzkości.

Nastały nowe czasy. Bio-logika zrodziła nową cywilizację. Różnice między światem wirtualnym i rzeczywistym niemal całkowicie się zatarły. Najskuteczniejszą bronią są prezentacje produktów i hasła reklamowe. Najpopularniejszym biznesem - pisanie oprogramowania dla ludzkiej fizjologii. Ciało, umysł i soft stały się jednością.

W sumie premiera już była, ale ja nadal czekam, aż będę miała możliwość jej przeczytania :) Dla zainteresowanych spory fragment ze strony wydawnictwa.


Tytuł: Defekt pamięci
Autor: Krzysztof Bielecki
Wydawnictwo: własne
www.defektpamieci.pl

Data wydania: 10 lutego 2012

Co byś zrobił, gdybyś codziennie musiał pisać dwie strony tekstu, aby powstrzymać nadchodzącą zagładę?

Gdy mediami wstrząsa wiadomość o zawaleniu się wiaduktu oraz całej serii pozornie niepowiązanych ze sobą wypadków i awarii, Kool Autobee, pracownik biurowy, odkrywa, że ma właśnie tego rodzaju nietypowy problem.

Zaczyna podejrzewać, iż być może wszystkie tragiczne wydarzenia tego świata mają związek z jego osobą, a także z niedawno przeprowadzanym remontem kuchni, karteczką znalezioną na szafce nocnej oraz traumatycznymi wydarzeniami z lat szkolnych. I kto wie, być może ma rację...

Od tej pory musi dzielić czas pomiędzy codzienne obowiązki, zapobieganie zniszczeniu świata poprzez zaprzestanie pisania oraz podążanie śladami zawiłej intrygi, która doprowadza go do coraz dziwniejszych ludzi, miejsc i sytuacji, sprawiając, że jego dotychczas uporządkowane życie zaczyna nabierać zupełnie nowych barw i zmierzać w nieprawdopodobnym kierunku.

"Defekt pamięci" to kipiąca niezwykłymi pomysłami, niesłychanie zakręcona historia, której zaskakujące zakończenie sprawi, że będziesz musiał przeczytać ją jeszcze raz.

W sumie ten tytuł to wielka niewiadoma, ale ma szanse być naprawdę dobry. I oczywiście wspieram w walce z bezlitosnym rynkiem i Empikiem!


 Tytuł: Nieśmiertelność zabije nas wszystkich
Autor: Drew Magary
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 464

Data wydania: 21 lutego 2012

Powieść nominowana do Nagrody im. Philipa K. Dicka 2011
Błyskotliwe, pełne humoru i zaskakująco trafnych spostrzeżeń spojrzenie na koszmar wiecznej młodości.

W 2019 roku ludzkość odkrywa lek, który czyni ich nieśmiertelnymi.

No, może nie do końca. Co prawda nikt już się nie starzeje, wciąż można jednak zginąć pod kołami ciężarówki albo zwyczajnie umrzeć na raka wątroby.

Do tego wieczne życie ma tylko jedną oczywistą zaletę... i całą masę wad. Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci – to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo.

Bardzo mnie to wszystko intryguje, szczególnie tytuł ;) Mam nadzieję, że będzie to naprawdę ciekawa lektura.


A wy czekacie na którąś z tych książek?

niedziela, 18 grudnia 2011

#50 Wiedźma Naczelna - recenzja

Tytuł: Wiedźma Naczelna
Autor: Olga Gromyko
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Seria: Wolha Redna (Tom 5)
Rok wydania: 2011
Ocena: 7/10











„Wiedźma Naczelna” to piąty tom serii Olgi Gromyko o wrednej i nieprzewidywalnej wiedźmie, której perypetie zaskarbiły sobie wielu fanów w naszym kraju. Czy autorka wciąż trzyma poziom? A i owszem, Wolha Redna nadal zaskakuje ciętym językiem i umiejętnością pakowania się w kłopoty.

Tym razem wiedźma natrafia na swojej drodze na zamek pełen nieprzychylnie nastawionych zakonników, których zwyczajowym zadaniem jest tępienie takich jak ona. Sięgnąwszy po środki ostateczne, bracia proszą Redną o pomoc w pozbyciu się śmiertelnie niebezpiecznego upiora, który nawiedza zamek. Wraz ze swoja wierną kobyłką, Smołką, zaradna wiedźma odkrywa tajemnice zakonu, których rozmach zadziwi nawet jego patrona, Fenduła. 

To oczywiście nie cała fabuła - książka dzieli się na rozdziały, z których niemal każdy opowiada osobną historię. Powiązane są ze sobą bohaterami oraz wyższym celem, który poznajemy w połowie powieści. Na Wolhę czyha potężny mag, którego upór, a zarazem nieskuteczność w polowaniu na jej głowę nie raz nas zadziwią. Przez karty „Wiedźmy Naczelnej” przewijają się znani już wiernym czytelnikom serii bohaterowie, bez których wiedźma nie byłaby tak wredna, ani też skuteczna. 

Będąc w dziczy i polując na parszywe stworzenia, Redna stara się uniknąć rozmyślania o zbliżającym się zamążpójściu z władcą Dogewy, wampirem Lenem. Równocześnie powoli przyzwyczaja się do tej myśli, odkrywając, że uczucia, które do niego żywi są niebezpiecznie prawdziwe. Autorka ten wątek prowadzi w wyśmienity, genialny sposób, racząc nas wesołym humorem sytuacyjnym, a także przezabawnym epilogiem o jakże wymownie brzmiącym tytule: „Już mi niosą trumnę z welonem…”. 

Zarówno sposób pisania Olgi Gromyko jak i kreacja postaci to dwa najlepsze elementy w tej serii, które niezmiennie stoją na wysokim poziomie. Opisy są niesamowicie plastyczne, niekiedy aż czuć tę grozę ciemnego, mrocznego lasu, w którym czają się strzygi. Wolha Redna to postać, która od razu zdobywa sympatię czytelnika – jej niewyparzony język, sposób bycia, łatwość w zdobywaniu przyjaciół i wrogów, a także spotykające jej szczęścia w nieszczęściach sprawiają, że o jej perypetiach czyta się z zapartym tchem, od czasu do czasu chichocząc pod nosem. Pozostali bohaterowie, choć stoją ewidentnie na drugim planie, są równie szczegółowo dopracowani i zabawni. Bez nich nasza wiedźma naczelna nie byłaby sobą i pewnie już od dawna byłaby martwa…

„Wiedźmę Naczelną” czyta się szybko i przyjemnie. Jak na piąty tom, jest to nadal porządny kawałek literatury rozrywkowej, która zadowoli zarówno wiernych fanów serii jak i jej początkujących wielbicieli. To, co jest typowe dla prozy Olgi Gromyko, czyli szybka akcja i zabawny humor sytuacyjny, udało jej się zawrzeć w kolejnej części serii o Wiedźmie, którą się kocha lub nienawidzi. Czy jej perypetie kiedyś się nam znudzą? Szczerze wątpię, gdyż po „Wiedźmie Naczelnej” chce się jedynie więcej i więcej.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: W.Rednie i z jajem

czwartek, 3 listopada 2011

#43 Wielka Inwersja - recenzja

Tytuł: Wielka Inwersja
Autor: Catherino Asaro
Wydawnictwo: Fabryka słów
Rok wydania: 2011













Wśród nowości na półkach księgarni ciężko znaleźć coś wartościowego. A jednak, obok ton paranormali uchowała się książka wydawnictwa Fabryka Słów. Ta perełka to męska powieść science-fiction z babskiego punktu widzenia.

Ludzkość w kosmosie podzielona jest na trzy frakcje: ziemski Sojusz, imperium Skoliańskie oraz Eubian, zwanych potocznie Handlarzami. Sauscony to jugernautka. Choć teoretycznie we wszechświecie panuje pokój, w praktyce obdarzeni bioimplantami piloci superinteligentnych myśliwców kosmicznych, starają się bronić ludność mniejszych planet przed żądnym krwi i bezlitosnym cesarzem Eubian. Nie można powiedzieć, że życie płynie monotonnie, gdy podróżuje się z ponadświetlną prędkością i walczy śmiercionośną bronią. Jednak pozorny spokój kobiety zostaje zaburzony, najpierw przez postanowienie ożenku, a później spotkanie wrogiego następcy tronu.

„Wielka Inwersja” to nie typowa powieść science-fiction. Choć znajdziemy tutaj wszystkie cechy charakterystyczne dla tego gatunku, nie zabraknie nam przygód niczym ze space opery, wzruszeń, ani romansów. Choć niektóre zwroty fabuły można przewidzieć, historia Sauscony porusza i dostarcza emocji godnych najlepszych filmów sensacyjnych. Napisana we wspaniałym stylu, bezbłędnie trafiła w mój gust. Mamy tu wszystko, czego chciałby od książki czytelnik literatury fantastycznonaukowej: odległe światy, zaawansowaną technologię, cuda przestrzeni kosmicznej. Wszystko to dopracowane do najmniejszych szczegółów i potraktowane na równi z opowiadaną historią. Akcja rzadko zwalnia, nie raz jej zwroty nas zaskoczą, a wątki miłosne i przygodowe znakomicie się ze sobą przeplatają.

Jednakże fabuła to nie wszystko, Catherine Asaro wymyśliła sobie świetnych bohaterów. Sauscony jest męska w walce i kobieca poza nią. Przez swoje bioimplanty czuje emocje otaczających ją ludzi, co sprawia, że i jej uczucia zyskują na intensywności. Jako jedna z ewentualnych następców tronu żyje na krawędzi, by udowodnić przydatność swojemu ludowi. Będąc jugernautą potrafi połączyć się umysłem z systemem sztucznej inteligencji w swoim pojeździe i, wykorzystując zjawisko tytułowej inwersji, podróżować z nadświetlną prędkością. W trakcie książki poznajemy jej mocne i słabe strony, aczkolwiek jedno jest nam wiadome na pewno: Sauscony niemal z każdej sytuacji wyjdzie obronną ręką. Otaczający ją ludzie są równie intrygujący. Każdy bohater ma swoją rolę do zagrania i na pewno prędzej czy później czymś nas zaskoczy.

Fanom autorów typowych utworów science-fiction, którym zależy na przedstawieniu pewnej filozofii, jakiejś wizji świata, aniżeli zaprezentowania ciekawej fabuły, „Wielka Inwersja” niekoniecznie przypadnie do gustu. Mi zabrakło trochę historii całej wyprawy ludzkości w kosmos, opisania, w jaki sposób zaczęła się powolna jego eksploracja i zasiedlanie kolejnych planet. Okazuje się jednak, że za granicą seria Catherine Asaro liczy już… trzynaście tomów! Możemy być więc pewni, że i na historię pierwszych podróży międzygwiezdnych znajdzie się w nich miejsce.

Mało jest książek, które łączą jednocześnie moje ukochane science-fiction z niesamowitą fabułą, akcją i postaciami. „Wielka inwersja” to piękna historia osadzona w fascynującym wszechświecie i napisana w świetnym stylu. Mam nadzieję, że ogarniająca po lekturze książki nieprzemożna chęć natychmiastowego sięgnięcia po kolejne tomy zostanie jak najszybciej zaspokojona przez Fabrykę Słów. Czy naprawdę potrzeba lepszej rekomendacji?


Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 

 Link do recenzji w serwisie: Kobieta w kosmosie

piątek, 1 kwietnia 2011

#2 Peter V. Brett, Pustynna włócznia. Księga II - recenzja

Autor: Peter V. Brett
Tytuł: Pustynna Włócznia. Księga II
Seria: Cykl demoniczny (#2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Stron: 664











Od razu po przeczytaniu księgi I „Pustynnej Włóczni” Petera V. Bretta, wzięłam się za jej kontynuację. Książka zaczyna się w dość losowym momencie, gdyż nasz rodzimy wydawca postanowił podzielić oryginalny tom na dwie części. Z jednej strony zabieg ten jednak ma pewien użytek, jako że obie księgi razem liczą sobie około 1200 stron. Z drugiej natomiast płacimy podwójną cenę w praktyce za jedną historię. Ale za to jaką!

Ahmann Jardir, Shar'Dama'Ka, wiedzie Krasję na Północ w celu zjednoczenia wszystkich nacji w wojnie z alagai, Otchłańcami. Zaskoczeni przez wrogą armię Rizończycy oddają fort bez walki, a samozwańczy Wybawiciel tworzy z niego bazę wypadową dla swej ogromnej armii. Brutalni wojownicy gwałcą wychowane w zupełnie innej kulturze kobiety, chcąc pokazać im ich miejsce, a pozostali mieszkańcy miasta i okolicznych wsi zmuszani są do chwycenia za broń i nauki walki. Jardir i jego armia chwilowo odpoczywają w Lennie Everama, które jest wyjątkowo blisko Zakątka Wybawiciela, zwanego niegdyś Zakątkiem Drwali...

Naznaczony, który za wszelką cenę nie chce, by widziano w nim Wybawiciela, stara się rozprowadzić po Thesie starożytne runy wojenne i obudzić w ludziach chęć do walki, z zarówno przeciwko Otchłańcom, jak i najeźdźcom, którzy z pewnością nie zabawią długo bezczynnie. Jednocześnie, Leesha i Rojer spotykają się z przedstawicielstwem Krasji, widząc całkiem ludzkie oblicze Jardira. Zielarka zauważa swoją szansę na zakończenie bezsensownych wojen i obronę bliskich jej ludzi.

Autor brawurowo prowadzi akcję, zazębiając ze sobą historie ośmiu postaci, tych znanych nam już wcześniej oraz paru nowych – Renny, dawniej przyrzeczonej Arlenowi, dziewczynie z Potoku Tibbeta, oraz bardzo tajemniczej postaci Alagai Ka, króla Otchłańców, demona umysłu, który potajemnie obserwuje obu potencjalnych Wybawicieli, knując plany ich zniszczenia. Brett wspominał o nich wcześniej, ale dopiero w tej księdze mamy rozwinięcie tych dwóch wątków.

Mimo takiego natłoku głównych bohaterów, nadal są oni wielowarstwowi, lecz tym razem widzimy ich od innej strony. Naznaczony mimo pewnych namacalnych oznak utraty człowieczeństwa, jest bardziej ludzki niż w poprzedniej księdze, potrafi żyć, a nie tylko walczyć. Roznoszą go wręcz emocje, co jest miłą odmianą po jego bezosobowym i bezuczuciowym okresie po zdradzie przyjaciela. Na rozdziały z nim związane czeka się najbardziej, gdyż w większości to one napędzają tempo akcji. Z drugiej strony, dla odmiany, hamują je części o Shar'Dama'Ka. Jardir z brutalnego wojownika, staje się pokorny, ale zarazem uparty w dążeniu do zaspokojenia pożądania, zamiast na walce skupiając się na kobiecie. Można wręcz powiedzieć, że w tej księdze ci dwaj główni bohaterowie zamienili się miejscami, natomiast reszta postaci próbuje się do tych zmian dostosować. Czytelnik może się przez to czuć nieswojo, jednak nie umniejsza to w żadnej części świetności książki.

Pomimo ponad 600 stron powieść czyta się bardzo szybko, nawet szybciej niż jej poprzedniczkę. Trzeba przyznać, że chociaż obie księgi to tak naprawdę jedna całość, w tej nastrój nieco, ale nadal zauważalnie, się zmienia. Może to dlatego że nie ma już pustynnej atmosfery Krasji i akcja toczy się w zielonych krainach, w znanych z „Malowanego Człowieka” miejscach. Autor zmniejszył również ilość opisów walki, mamy za to więcej widoków ludzi i ich emocji oraz zwyczajów.

Oceniając „Pustynną Włócznię” jako jedną książkę, mogę tylko podkreślić, że mamy do czynienia z bardzo dobrym kawałkiem literatury. Chociaż Fabryka Słów w dość niepochlebnych słowach jest komentowana za podział serii, nie można zaprzeczyć, że w innych aspektach wydawania książek osiągnęła swoisty kunszt. Okładki na półce wyglądają klimatycznie i jednolicie, a grafiki na stronach powieści cieszą oko czytelnika i są z pewnością miłym dodatkiem do treści. Jedyną wadą „Pustynnej Włóczni” jest to, że na kolejną część trzeba czekać co najmniej do 2012 roku. Na pewno będzie warto, bo historia ta może mieć wiele zakończeń, a autor jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Recenzja ukazała się również w serwisie StrefaRPG.pl

#1 Peter V. Brett, Pustynna włócznia. Księga I - recenzja

Autor: Peter V. Brett
Tytuł: Pustynna włócznia. Księga I
Seria: Cykl demoniczny (#2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Stron: 528











„Malowany człowiek” to jeden z najlepszych debiutów jakie czytałam. Fabryka Słów potraktowała nas, czytelników niczym kupców na targu, dzieląc książkę na dwie księgi. Mimo wielu głosów przeciwko takim zabiegom, kolejny tom, „Pustynną Włócznię” podzielono podobnie. W tym wypadku jednak takie działanie zdaję się być uzasadnione, bo obie księgi są podobnej grubości, każda ma około 600 stron.

Sama książka również dzieli się na dwie części. W pierwszej obserwujemy poczynania Ahmanna Jardira. Nie jest to zupełnie nowa postać, spotkaliśmy się już z nim w „Malowanym Człowieku, księdze II”, gdy Arlen chcąc walczyć wraz z wojownikami z Krasji, przynosi im odnalezioną Włócznię Kajiego. Wtedy to, po zauważeniu mocy broni, Jardir, jako przywódca wojowników, zdradza przyjaciela, zabiera mu włócznię i zostawia go na pastwę Otchłani na pustyni. W tym tomie autor ujawnia nam przez co przechodził Jardir podczas dorastania i przedstawia najważniejsze momenty z życia 30-letniego wojownika, wydarzenia, intrygi, które doprowadziły go do tego hańbiącego wydarzenia.

Z początku trudno było mi się przyzwyczaić do nowej postaci i nowych realiów w książce. Krasja i jej wojownicy są bardzo brutalni, ślepo oddani swojej religii i walce z Otchłańcami, alagai. Ich społeczeństwo podzielone jest na Dal’sharum - wojowników, dama -wysokich urzędników, dama’ting - szanowanych lekarek, potrafiących przewidzieć przyszłość, zwykłych kobiet oraz khaffit - pogardzanych, stojących na najniższym szczeblu drabiny, kupców i rzemieślników, którzy nie mogli bądź nie chcieli walczyć i ginąć ku chwale Everama. Są to zupełnie inni ludzie niż osadnicy z Północy, których poznaliśmy wcześniej. Najważniejsza dla nich jest chwała, a daje ją jedynie śmierć w walce z alagai. Z jednej strony ich waleczność i odwaga, a z drugiej pogarda dla khaffit i innych nacji, tworzy z nich niebezpieczną i śmiertelnie groźną armię. Nastrój pustynnej Krasji autor oddał bardzo dokładnie i szczegółowo. Jest to kraj pełen tajemnic, antagonizmów, walki o władzę i sporów między klanami.

W drugiej części książki wracamy do postaci i miejsc znanych dobrze z „Malowanego człowieka”. Arlen, Leesha i Rojer w miasteczku zwanym Zakątkiem Wybawiciela wypowiedzieli demonom własną wojnę. Z trójką świetnych i zdolnych przywódców, ludzie nie boją się stawić czoła potworom z Otchłani. Mając do dyspozycji oręż wymalowaną runami i demoniczny ogień , a obok utalentowaną zielarkę, skrzypka z magicznymi skrzypkami oraz, według wielu, Wybawiciela, wieśniakom nic nie jest straszne.

Rozdziały o Jardirze to przeplatanie się jego młodości z dorosłością. Zabieg autora został bardzo dobrze zrealizowany i możemy obserwować zmiany zachodzące w chłopcu, a później mężczyźnie, a nie oceniać go poprzez pryzmat wydarzeń z „Malowanego człowieka”. Pozostali, znani już nam bohaterowie to postacie pełne sprzeczności, charyzmatyczne i, pomimo wszystkich przeciwności losu, silne. Każde z nich ma swoje marzenia, obawy i cele, niczym żywi ludzie. Mimo ciągłych retrospekcji, akcja biegnie do przodu, autor nie pozwala nam się nudzić. Bardzo dobrze, że wprowadził on tą część z perspektywy Jardira, poszerza nam to horyzonty i intryguje, w jaki sposób to wszystko się skończy.

Mimo że książka jest typową 600-stronicową „cegłą”, czyta się ją szybko i w napięciu. Polecam mieć od razu drugą księgę pod ręką, gdyż akcja przerwana jest w bardzo losowym momencie i niedosyt bardzo daje nam się we znaki.

Stosunkowo długo miałam tę książkę na półce, ale zawsze było coś innego do przeczytania, więc cierpliwie czekała na swoją kolej. Bardzo żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej, bo naprawdę warto. Zanim jednak zabierzecie się do lektury, powinniście przypomnieć sobie poprzednie tomy, gdyż znacząco poprawia to komfort czytania.

Recenzja ukazała się również w serwisie StrefaRPG.pl