Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powrót do domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powrót do domu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2012

#101 Dzieci Ziemi - recenzja

Tytuł: Dzieci Ziemi
Autor: Orson Scott Card
Seria: Powrót do domu (Tom 5 i ostatni)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 376

Moja ocena: 7/10









Orsona Scotta Carda fanom fantastyki nie trzeba przedstawiać. Autor kultowej Sagi o Enderze, czy powieści dla młodzieży „Tropiciel” i „Zaginione wrota” w swoim czasie popełnił także serię „Powrót do domu”. Dopiero w tym roku w Polsce po raz pierwszy ukazała się jej ostatnia część, która zamyka pięciotomową podróż ludzkości z planety Harmonia na Ziemię nadzorowaną przez superkomputer, Nadduszę. W jakim stylu kończy się nasza przygoda?

Na Ziemi nie został już nikt z dawnej grupy przybyszów z Harmonii. Jedynie Shedemei, którą przed starzeniem powstrzymuje powłoka gwiezdnego sternika oraz długoletnia hibernacja, wraz z Nadduszą, patrolują z wysoka glob. Zastanawiają się, gdzie podziewa się Opiekunka, na której wezwanie niegdyś odpowiedzieli, i jaki jest jej plan. Bo do tego, że go ma, nie ma żadnych wątpliwości. Ludzie na planecie, żyjący wśród aniołów i kopaczy, zaczynają doznawać prawdziwych snów, których głównym przekazem jest jedno – zjednoczenie trzech nacji. Śródludzie jednakże niechętnie pozbędą się swoich ziemnych niewolników, a życie obok nich byłoby udręką. Opiekunka nie będzie miała prostej roboty szczególnie, że załoga „Basiliki” krzyżując jej plany z orbity, chce wymusić jakąkolwiek bezpośrednią reakcję.

„Dzieci Ziemi” pokazują, jak daleko serii „Powrót do domu” jest do etykietki oznaczonej science fiction. Card skupiał się na społeczeństwach i zmianach w nich zachodzących, aczkolwiek fantastyka naukowa zawsze była obok. Dopiero w tym ostatnim tomie można zauważyć, że technika była jedynie tłem dla wydarzeń, które miały decydujące znaczenie w ukazaniu przemian ludzkości. Kosmiczne wyprawy, zaawansowane technologie, a nawet komputer, Naddusza, były tylko pretekstem do pokazania powrotu marnotrawnych synów do domu. I właśnie tak należy traktować ten cykl – nie jako sagę science fiction, lecz jako studium psychologii pojedynczych jednostek, a także całych narodów, społeczeństw.

Ostatni tom cyklu powinien zamykać wątki, ale też je wyjaśniać. Tutaj Card mnie rozczarował i podejrzewam, że trochę oszukani poczują się i inni czytelnicy i fani serii. Zabrakło puenty, podsumowania i chociażby zakreślenia dalszych losów nowych mieszkańców Ziemi. Jedynie geneza Opiekunki ma jakiś sens, aczkolwiek jest on zbyt głęboki i nieuchwytny. Możemy się tylko domyślać, w jakim kierunku potoczą się losy ludzkości, a także aniołów i kopaczy. Autor uciskaniu tych ostatnich poświęcił wiele miejsca, ale zabrakło tu spojrzenia z szerszej perspektywy na wspólne życie tak różnych ras. 

Z początku lektura była dla mnie naprawdę trudna, ze względu na mnóstwo nowych bohaterów, których genezę imion autor objaśnił we wstępie książki. Ironicznie, wprowadził tym samym jeszcze więcej zamieszania, wzbudzając niechęć. Niestety, nie spotkamy tu nikogo znanego wcześniej, oprócz Shedemei, ale pojawiają się oni w legendach krążących wśród mieszkańców, a ich imiona służą do nazywania miejsc geograficznych. Mimo to, nie przyzwyczajałam się do nowych bohaterów długo. Card poświęca im wiele miejsca, rozbudowując ich i uzasadniając wszystkie przemiany w nich zachodzące. I tak mamy tu historię potomków króla, którzy zaprzyjaźniają się z Akmą, niegdyś sponiewieranym chłopcem. Głoszą oni nową religię, w której Opiekun jest tylko mrzonką, a kopacze to niegodne, okropne stworzenia, których miejsce jest daleko poza granicami państwa ludzi i aniołów. 

Fabuła w książce służy głównie do pokazania przemian w społeczeństwach na Ziemi, a także celów działań Opiekunki. Chociaż z zapartym tchem śledzimy powstającą nową religię, reakcje ludzi oraz posunięcia Nadduszy i Shedemei, brakuje tu zakończenia godnego całości serii. Owszem, wszystko rozpoczęte w tym tomie, także się w nim kończy, lecz jako ostatnia część cyklu, „Dzieci Ziemi” powinny także zamykać i wyjaśniać szersze aspekty, poruszane przez wszystkie księgi. Gdyby powstała kolejna książka należąca do „Powrotu do domu”, do tej nie miałabym żadnych zastrzeżeń – czytało się ją szybko, akcja płynie wartko, a przemiany społeczne przedstawione zostały ciekawie i wiarygodnie. Niestety, nie będzie już kolejnych części, dlatego po ukończonej lekturze zostaje ogromny niedosyt.

Za książkę dziękuję panu Marcinowi i wydawnictwu Prószyński i S-ka

sobota, 16 czerwca 2012

#87 Dzieci Ziemi - zapowiedź


Tytuł: Dzieci Ziemi
Autor: Orson Scott Card
Seria: Powrót do domu (Tom 5 i ostatni)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 376

Data wydania: 24.07.2012

Ostatni rozdział przygody na kosmiczną skalę!
Wysoko na niebie, na pokładzie „Basiliki”, Shedemei, ostatni żyjący przybysz z Harmonii, i sztuczna inteligencja, Naddusza, pomimo lat obserwacji wciąż nie znaleźli tego, czego szukali. Nie znaleźli Opiekuna Ziemi, który jako jedyny może naprawić uszkodzony program Nadduszyi umożliwić jej powrót na Harmonię. Tymczasem na Ziemi, po kilkuset latach rozwoju, wpływ Opiekuna znów daje o sobie znać. Ludzie śnią prorocze sny. W świecie kontrastów – wojen i pokoju, swobody i zniewolenia, miłości i nienawiści – rozpala się iskierka nadziei na zmiany. Zło jednak nie śpi. A stare waśnie i uprzedzenia, konflikty rasowe i nierówności społeczne nie pozwolą o sobie zapomnieć. Jaki jest plan Opiekuna? 

Fani Carda z pewnością nie mogą się już doczekać tego tomu - wiem, że ja na pewno! Zwieńczenie tej ciekawej serii, która wprawdzie miała swoje wzloty i upadki, będzie miało epicki rozmach godny Carda. Czekacie? :)

Moje recenzje tomów z serii "Powrót do domu" Orsona Scotta Carda:
1. Pamięć Ziemi
2. Wezwanie Ziemi
3. Statki Ziemi
4. Odrodzenie Ziemi

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

#76 Odrodzenie Ziemi - recenzja

Tytuł: Odrodzenie Ziemi
Autor: Orson Scott Card
Seria: Powrót do domu (tom 4)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 304

Moja ocena: 8/10







Orson Scott Card to pisarz, którego nie trzeba przedstawiać fanom fantastyki, a w szczególności science fiction. Autor, którego znamy głównie z kultowej Sagi Endera oraz z Opowieści o Alvinie Stwórcy podjął się napisania kolejnej serii - "Powrót do domu". Przez cztery książki obserwowaliśmy jak mieszkańcy planety Harmonia, z pomocą komputera, Nadduszy, opuszczają swe miasto, Basilicę i wyruszają w podróż, która swój koniec będzie miała na Ziemi. Po czterdziestu milionach lat Opiekun Ziemi jest gotowy przyjąć ludzi z powrotem.

Wybrańcom Nadduszy zostaje wsiąść do statku kosmicznego i obudzić się na orbicie Ziemi. Ale maszyna ma swój plan, z którym nie wszyscy się zgadzają. Zarządza, by nie wszystkie dzieci położyły się spać, a w trakcie podróży rosły, pobierały nauki i w przyszłości stanowiły cenny dodatek do sprzymierzeńców Nafaia. O intrydze jednakże dowiaduje się Elemak, który wpada w furię, zagrażając całej misji. Napięcie między braćmi przesiąka między strony i jest niczym bomba zegarowa, która w każdej minucie może wybuchnąć. Do starych, znanych bohaterów dołączają ich dzieci, których cenne umiejętności pozwolą przetrwać ludzkiej rasie lecącej na spotkanie gatunków żyjących na Ziemi.

Konflikt między Elemakiem a Nafaiem w tym tomie osiąg punkt kulminacyjny. Ich różnice charakterów uwypuklają się, a gniew i zazdrość Elemaka powodują groźne sytuacje nie tylko dla życia pielgrzymów, ale dla powodzenia całego przedsięwzięcia. Każdy z wybranych przez Nadduszę ludzi musi wybrać swoją stronę, a co za tym idzie postawić się jednemu z braci. Card wnikliwie ukazuje nam zmiany osobowości poszczególnych bohaterów, zarówno dzieci, które wraz z wiekiem nabywają mądrości i wiedzy, ale także starych znajomych, którzy przeistaczają się na naszych oczach. Zmiany te są uzasadnione, bardzo wiarygodne i wręcz nieukniknione.

Wraz z przybyciem pielgrzymów na Ziemię, pojawiły się dwa inne społeczeństwa, a nieuchronne zderzenie kulturowe obserwujemy z fascynacją. Zarówno anioły, jak i kopacze, a nade wszystko przybysze z Harmonii to odrębne gatunki, które bardzo się od siebie różnią, lecz wieloletnie wpływy Opiekuna Ziemi i Nadduszy powiązały je ze sobą skomplikowanymi więzami. Poznajemy genezę tych ludów oraz odpowiedź na najbardziej chyba intrygujące pytanie - o to, co dokładnie stało się z ludźmi 40 milionów lat wcześniej.

Orson Scott Card niezaprzeczalnie jest mistrzem pióra. Książkę czyta się szybko, a bardzo plastyczne opisy pomagają wyobrazić sobie w jakich warunkach ludzie wypracowuję trudną do utrzymania równowagę społeczną. Autor umiejętnie prowadzi nas przez zagmatwane stosunki międzyludzkie w rozrastającym się obozie przybyszów z Harmonii. Chociaż czasami niektóre imiona i ich zdrobnienia mogą wywołać konsternację, na pomoc przyjdzie nam ściąga z relacji rodzinnych zamieszczona na początku książki.

"Odrodzenie Ziemi" to powieść, w której fantasy przeplata się z fantastyką naukową, magia z technologią, ale to na obrazie przemian społeczeństw i jednostek skupia się Card. Przedostatni już tom serii "Powrót do domu" jest bodaj najlepszym i najciekawszym ze wszystkich. Teraz pozostaje nam czekać na nigdy dotąd nie wydaną w Polsce ostatnią część cyklu, której treść stanowi wielką zagadkę.

Jedno jest jednak pewne - Ziemianie wrócili do domu.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

piątek, 11 listopada 2011

#44 Statki Ziemi - recenzja

Tytuł: Statki Ziemi
Autor: Orson Scott Card
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Seria: Powrót do domu (Tom 3)












Orson Scott Card to autor znany przede wszystkim z Sagi o Enderze. Wierniejszym fanom nieobcy jest jego cykl „Powrót do domu”. Z pewnością więc ucieszy ich wieść o wydaniu trzeciego już tomu serii, który w Polsce ukazał się po raz pierwszy.

W „Pamięci Ziemi” i „Wezwaniu Ziemi” poznajemy Nadduszę – superinteligentny komputer, który czuwa nad mieszkańcami Harmonii, aby nigdy nie wpadli na katastrofalne w skutkach myśli, tak jak ich przodkowie na Ziemi. Po 40 milionach lat maszyna zaczyna szwankować, podejmuje więc decyzję o sprowadzeniu grupki ludzi na ich macierzystą planetę. Długi proces zdobywania zaufania mieszkańców Basilici, a także przygotowywania wybrańców do wyprawy dobiegł końca wraz z najazdem wrogiego generała. Szesnaścioro osób, w większości rzuconych na pastwę pustyni wbrew swojej woli, czeka długa podróż, podczas której będą musieli nauczyć się współpracy i pokory wobec bezlitosnych praw natury.

Naddusza dwoi się i troi, aby wszystko poszło po jej myśli. Ludzie jednak na każdym kroku zaskakują ją swoją inwencją, zazdrością i zapatrzeniem w siebie. Zadanie jej przeznaczone okazuje się być jeszcze trudniejsze, a jego pomyślne zakończenie nie raz stanie pod znakiem zapytania. To właśnie na portretach psychologicznych postaci autor skupił się najbardziej. Każdą stara się opisać i przeznaczyć jej choć mały fragment powieści, a ich kreacja stoi na naprawdę wysokim poziomie. Niektóre z nich znamy już z poprzednich części. Siostry Sevet i Kokor miały swoje pięć minut w ostatnim tomie, więc tym razem to ich mężowie wychodzą z cienia. Zapamiętanie imion szesnastu podróżników nie będzie trudnym wyzwaniem, lecz Card utrudnia je nam jak może. Na odległą o tysiące lat świetlnych Ziemię dotrą potomkowie głównych bohaterów, więc podczas podróży drużyna wędrowców systematycznie się rozrasta, dodając nam mnóstwo nowych imion i koneksji rodzinnych.

Sama podróż jest naprawdę trudnym wyzwaniem dla tych, których na wyprawę nie przywiódł głos Nadduszy. Niektórym trudno będzie przestawić się z panującej w Basilice zasady zawierania kontraktu małżeńskiego na rok – na pustyni taki związek ma trwać całe życie. Choć wszystkie postępowania postaci są racjonalnie wytłumaczone, podparte jej historią i opisem charakteru, nie tego szukamy u Carda. Brakuje tu rozmachu znanego z „Gry Endera”, szybkiej akcji i wielowątkowej fabuły. Jedna rzecz wciąż pozostaje nieznana i niezmiennie intryguje czytelnika – co znajdziemy na Ziemi? Jaki okaże się jej Opiekun? Czy naprawa Nadduszy powstrzyma mieszkańców Harmonii przed samozagładą?

Opisy codziennego życia i „zaglądanie” do głów bohaterów zamazują nam główny wątek cyklu. Niestety, ale na podróż na ziemię musimy poczekać do kolejnego tomu. Myślę, że Card w tej powieści nadwyręża cierpliwość swoich czytelników. „Statki Ziemi” jako środkowa część serii wydają się być wciąż wstępem do właściwych wydarzeń, co do których istoty w pewnym momencie zwątpiłam. Sam moment kulminacyjny możemy znaleźć na ostatnich kartach książki, co z pewnością jest mało satysfakcjonujące. Obok „fiction” stanowczo brakuje tu „science”. Naddusza, choć jest komputerem, wydaje się być niemalże Bogiem, wtapiając się w pustynny klimat Harmonii. Podróż z Basilici na Ziemię, trwająca przez trzy tomy, nadal nie wyszła poza planetę, a na kolejny tom zapewne przyjdzie nam trochę poczekać…

Po „Statkach Ziemi” spodziewałam się czegoś nieco innego. Choć nadal świetnie napisana i wciągająca, nie jest to powieść na miarę środka cyklu – dzieje się tu stanowczo za mało. Cała historia jednakże jest niesamowicie intrygująca i możemy być pewni, że Card nas czymś zaskoczy. Następny tom na pewno zagości na mojej półce - zachęcam do tego także i was.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 

 Link do recenzji w serwisie: Zaburzona Harmonia

czwartek, 16 czerwca 2011

#15 Wezwanie Ziemi - recenzja

Autor: Orson Scott Card
Tytuł: Wezwanie Ziemi (The Call of Earth)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Cykl: Powrót do Domu (Tom 2)










40 milionów lat ludzkość żyła w pokoju na planecie Harmonia. Aby nie powtórzył się los Ziemi, nadzorowana jest z orbity przez komputer – Nadduszę, który dba, by niepożądane myśli o władzy i bogactwie nie zaprzątały umysłów ludzi. Jednak po tak długim czasie maszyna zaczyna się psuć, a jedynym ratunkiem jest zwrócenie się o pomoc do Opiekuna Ziemi. Aby to zrobić musi ona wytężyć ostatnie siły i zebrać wybraną grupkę osób, które zechcą usłyszeć jej rozpaczliwe wołanie i podążą w podróż w nieznane – na odrodzoną Ziemię.

Do wyprawy zwerbowany zostaje czternastoletni chłopiec, Nafai, który mimo wielu nieścisłości, decyduje się pomóc Nadduszy. Wraz ze swoim ojcem i braćmi, wyrusza na pustynię, ukrywając się tam przed okupującymi Basilikę, żołnierzami. Zaludnianie Ziemi jednak nie obejdzie się bez kobiet – zesłany przez maszynę sen nakazuje braciom wrócić do miasta i namówić je do podróży. Tymczasem, generał armii Gorayni, Moozh, chcąc przywrócić rządy swego rodu, widzi w Basilice łatwy cel, który da mu szacunek jego ludzi, a tym samym przewagę nad Imperatorem. Podobnie jak Nafai i Issib, tak i on nabył umiejętność powstrzymywania Nadduszy od blokowania zakazanych myśli. Wkrótce, udając jak najlepsze intencje, podbija miasto, lecz na tym nie koniec jego ambicji...

Czy Naddusza już do końca straciła panowanie nad ludzkimi umysłami? Druga część serii „Powrót do Domu” amerykańskiego pisarza, Orsona Scotta Carda, przedstawia nam dalsze starania maszyny, by ludzie wrócili na Ziemię. Ta, po tylu latach, odrodziła się na nowo, a fauna i flora rozkwitły na niezbadane sposoby. Komputer, którego inteligencja i umiejętność przewidywania możliwych scenariuszy porażają, niejednokrotnie zaskakuje czytelnika swoimi poczynaniami. Poniekąd to właśnie Naddusza stała się głównym bohaterem, którego czyny odczuwają wszyscy inni, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Historia nieprzerwanie posuwa się do przodu, do nieuniknionej wyprawy na Ziemię. Do końca nie będziemy pewni, czy wzniosłe plany się powiodą – autor potrafi czytelnika zaskoczyć. W tym tomie mamy rozwinięcie akcji, ale jej kulminacja dopiero pojawia się na horyzoncie. Zarówno wykreowany przez Carda świat, jak i postacie go zamieszkujące są szczegółowe i wzbudzają zainteresowanie. Główny bohater, Nafai, o wiele mniej niż w poprzedniej części irytował. Można powiedzieć, że wraz z upływem czasu wydoroślał i dojrzał do roli, którą przeznaczyła mu Naddusza.

Paradoksalnie, podczas lektury powieści nie czuć, że jest to typowe science-fiction. Głównie śledzimy intrygi i waśnie w Basilice, natomiast Naddusza przedstawiona jest bardzo nietypowo. Stanowi spójny element wykreowanego świata i, o ile w „Pamięci Ziemi” można było odnieść wrażenie, że coś nie do końca jest takie jakie powinno, tak tutaj już nic nie zgrzyta. Spodziewałam się jednak większego postępu fabularnego. Mimo to, historia opowiedziana przez Carda jest ciekawa i czyta się ją naprawdę szybko, w przeciwieństwie do innych pozycji z tego gatunku, których lektura nierzadko bywała dla mnie męcząca.

Książka trzyma poziom poprzedniczki, przez co mam nadzieję, że kolejne będą równie dobre, a nawet lepsze. Oby pozostałe części cyklu zostały jak najszybciej opublikowane przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. „Wezwanie Ziemi” wzbudza wielki niedosyt. Nie bądźmy głusi na jej głos – tę książkę warto przeczytać.

Książka została przekazana od serwisu nakanapie.pl za co serdecznie dziękuję

sobota, 11 czerwca 2011

#14 Pamięć Ziemi - recenzja

Tytuł: Pamięć Ziemi (The Memory of Earth)
Autor: Orson Scott Card
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011













Orsona Scotta Carda kojarzy zapewne każdy fan science-fiction, a jeśli nie to powinien nadrobić zaległości. Zasłynął Sagą Endera (z „Grą Endera” na czele), lecz na swoim koncie ma również inne ciekawe pozycje, do których z całą pewnością zalicza się „Pamięć Ziemi”. Stanowi ona pierwszą część cyklu „Powrót do Domu”, jednak na razie jedynie dwa tomy zostały wydane w Polsce. Miejmy nadzieję, że szybko się to zmieni, gdyż omawiana przeze mnie pozycja tylko zaostrza apetyt na twórczość Amerykanina. 

Planeta Harmonia nadzorowana jest z orbity przez maszynę, którą ludzie zwą Nadduszą. Ta (bądź ten) jest dla mieszkańców Basiliki odpowiednikiem boga - wyższą istotą, do której wznoszą modły, która przekazuje im mądrości i wskazówki w postaci zagmatwanych wizji, zrozumiałych jedynie przez nielicznych. Naddusza ma problem – choć został stworzony, by powstrzymać ludzkość przed kolejną samozagładą, nie widzi nadziei dla globu. Jedyne, co mu pozostało to zwrócić się o radę do Opiekuna Ziemi, jednakże nie jest w stanie tego osiągnąć bez pomocy ludzi. Wysila więc swoje nadwątlone siły i zwraca się do grona osób, które są w stanie usłyszeć jego rozpaczliwe wołanie…

Jednym z nich jest Nafai, syn Volemaka i Rasy. Jest on najmłodszy w rodzinie i nadal uczy się w domu swej matki – ważnej w mieście osobistości. W Basilice rządzą kobiety – to głównie one posiadają zdolność rozmowy z Nadduszą, to one podejmują ważne w mieście decyzje. Traf chciał, że najpierw ojciec chłopaka, a później i on sam ujrzał wizję podsuniętą przez maszynę. Rozpoczął się proces uwiarygodniania i próby zrozumienia niepokojących obrazów. Nafai u boku czterech braci, wciąż traktowany jest jak dziecko. Swoją więzią z Nadduszą wzbudza w nich zazdrość i niechęć, mimo to dąży do spełnienia jej oczekiwań, mając nadzieję na wsparcie rodziny.

Ludzkość przez 40 milionów lat żyła bezpiecznie i w pokoju - nie usiłując pozabijać się nawzajem, lecz pierwsze nieodwracalne zmiany już nastąpiły. Wraz z pogarszaniem się stanu maszyny, zatraca się jej zdolność do powstrzymywania ludzi przed myśleniem o rzeczach, które niegdyś ich zgubiły. Rozdziela ona wiedzę dostępną od tej niepożądanej, sprawiając, że na Harmonii jest wiele technologii, ale tylko tych, które nie zagroziłyby światu. Pustynne piaski, ubóstwo oraz zwykły targ obok zaawansowanych technicznie urządzeń to codzienność w Basilice. Trochę trudno odnaleźć się w tym świecie, przypominającym nasz, a równocześnie tak od niego różnym. Card pokazuje nam pewną wizję kraju, w którym rządzą kobiety, a która działa bez zastrzeżeń, póki, co ironiczne, w politykę nie zaczną mieszać się mężczyźni…

Podczas lektury książki czuć, że mamy do czynienia jedynie z zapowiedzią większych wydarzeń, a jej zadaniem jest wprowadzić  czytelnika w świat i jego specyficzne reguły. Autor robi to w subtelny sposób - nie spiesząc się z akcją, powoli prowadzi fabułę. Złożone koneksje rodzinne i polityczne intrygi będą nieco zagmatwane dla nieuważnego czytelnika. Przydatną pomocą są dodatki, przedstawiające skomplikowaną genealogię rodu głównego bohatera, a także przybliżające sposób zdrabniania i wymowy imion. Muszę przyznać, że parę razy zdarzyło mi się do nich zajrzeć, choć dla niektórych wydadzą się zbędne. Wykreowani przez autora bohaterowie to postaci żywe, pełne sprzeczności i wzbudzające mnóstwo ambiwalentnych uczuć w czytelniku – szczególnie dotyczy to głównego bohatera. 

„Pamięć Ziemi” powinno się traktować jako wprowadzenie do sagi Powrotu do Domu. Przed nami jeszcze cztery części, do których ta jest jedynie wstępem. Zapowiadają się naprawdę miłe chwile spędzone nad lekturą. Historia opowiedziana w tej książce spełnia swoją funkcję – intryguje i zaprasza w porywającą podróż na Harmonię.