piątek, 23 grudnia 2011

#52 Świąteczne konkursiwo

Wreszcie nadeszła pora na dawno zapowiadany i wielce oczekiwany konkurs! Z racji świąt chciałabym obdarować więcej niż jedną osobę, ale to zależy już od Was ;)

Główna nagroda:

A teraz, jeśli ilość zgłaszających się przekroczy 20, druga osoba dostanie:

Natomiast jeśli już naprawdę się wykażecie i zbierzecie w liczbie 50 - trzecia osoba dostanie:

Myślę więc, że jest o co walczyć i warto reklamować konkurs, jeśli któraś z dodatkowych nagród przypadnie Wam do gustu :)

A forma konkursu jest bardzo prosta:
1. Zgłaszacie się w komentarzach, zostawiając swój adres e-mail, a jeśli Wam się chce piszecie dodatkowo, którą z moich recenzji uważacie za najbardziej wartościową i dlaczego.
2. Dodajecie mnie do obserwowanych.
3. Jeśli to nie problem, reklamujecie konkurs na swoich blogach :)
4. Macie czas do 6 stycznia 2012, a następnego dnia wylosuję i ogłoszę zwycięzców!

Życzę wszystkim książkomaniakom Wesołych Świąt oraz:
  • Żebyście wykorzystali wolny czas sprawiając, że stosy książek zaczną powoli maleć, zamiast rosnąć.
  • Wymarzonych zdobyczy książkowych pod choinką.
  • Najedzenia się na następny semestr (szczególnie studenci :P)
  • A przede wszystkim, odpoczynku, relaksu i odstresowania się od trudów pracy/nauki/studiów.

wtorek, 20 grudnia 2011

#51 To ciało Michaela Chandlera - recenzja

Tytuł: To ciało Michaela Chandlera
Autor: Howard E. Gibson
Wydawnictwo: Paperback
Rok wydania: 2011

Ocena: 7/10











Michael Chandler to przeciętny obywatel Ziemi. Jak każdy płaci comiesięczny haracz na „darmową” komunikację miejską oraz przydział odpowiednich racji papierosów i alkoholu. Jego praca polega na wciskaniu odpowiedniego guzika w odpowiednim czasie. Jednakże pewnego poranka rutyna zostaje zakłócona poprzez pojawienie się w jego videofonie postaci profesora Pawłowa, którego słowa nie mają najmniejszego sensu dla Chandlera. Próba zignorowania go i kontynuowania własnej, żałosnej egzystencji kończy się wyprawą w kosmos. Ale to, w jaki sposób do tego doszło oraz, przede wszystkim, dlaczego, niech pozostanie słodką tajemnicą. Tych, którzy skuszą się i dołączą do Chandlera w jego podróży, autor do ostatniej strony nie przestanie zaskakiwać tempem akcji oraz jej zwrotami.

Główny bohater wraz z dwójką nieznajomych w postaci androida Maclouda oraz pracownika Centrum Badań Pozaziemskich, prawej ręki Pawłowa, Dave’a Portera, wyrusza na górniczą planetę Miner II, która miała rozwiązać energetyczne problemy na Ziemi. Jednakże, coś poszło nie tak i górnicy masowo powracają na Ziemię. Chociaż „dwudziesty czwarty wiek jest wiekiem informacji” to nikt nie wie, co tak naprawdę dzieje się na tej odległej o lata świetlne planecie. Czerwone słońce nadaje jej krwawą poświatę, a autor opisuje jaskinie jako „żywy organizm, ociekający krwią”, co tworzy niesamowity klimat, znany z lepszych filmowych horrorów science-fiction.

Świat stworzony przez Gibsona jest ciekawy i chce się poznać jego zakamarki, jednakże zasady jego funkcjonowania i reguły rządzące życiem ludzi w dwudziestym czwartym wieku zostały opisane wystarczająco. Ponoć, żeby pisać science-fiction trzeba mieć fizykę w małym palcu. Ten autor nie zgłębia się w technologiczne nowinki, stwarza jedynie złudzenie, że dokładnie wie o czym mówi. W tym przypadku nie przeszkadza to w czytaniu, a rekompensowane jest przez inną cechę tego gatunku, mianowicie rozmyślania filozoficzne dotyczące ludzkości i przyszłości, która ją czeka. Nie zabrakło tu delikatnej satyry na życie codzienne, w postaci „podatku” na komunikację miejską,  papierosy, czy alkohol płaconego co miesiąc. Wszechobecne androidy skłaniają do refleksji nad naszym człowieczeństwem, ale i nad uczuciami takiego robota, który również może mieć „kryzys tożsamości”. Co ciekawe, ludzkość natknęła się na wiele obcych ras, z którymi potrafi żyć w pokoju. Aczkolwiek sam „kontakt”, a nawet to, w jaki sposób odbywają się podróże międzyplanetarne autor pozostawia tajemnicą.

Powieść Gibsona stanowi zamkniętą całość. Ze względu na to, że pojawia się w niej wątek podróżowania w czasie, zatacza ona koło, rozpoczynając się i kończąc w tym samym miejscu. Choć paru rzeczy można się domyśleć , zostaniemy całkowicie zaskoczeni przez autora naszym odmiennym spojrzeniem na początek całej historii po przewróceniu ostatniej karty. Za w pełni satysfakcjonujące zakończenie oraz uniknięcie potrzeby stworzenia  kolejnych tomów autorowi należą się brawa. Choć pisarz debiutuje tą powieścią, wydaje się mieć potencjał. Stworzył interesujący świat i ciekawych bohaterów, a tempu akcji oraz skomplikowaniu fabuły nie można nic zarzucić. Powieść czyta się szybko i z wypiekami na twarzy.

„To ciało Michaela Chandlera” to całkiem krótka, jak na ostatnio wydawane książki, powieść science-fiction, która powinna zadowolić fanów fantastyki popularnonaukowej. Stanowi samodzielną całość, po brzegi wypełnioną akcją, jednocześnie zahaczającą również o kwestie filozoficzne. Choć nie wnosi ona wiele do gatunku, jest to przyjemna lektura, przy której nie sposób się nudzić.

Książka została przekazana od serwisu nakanapie.pl za co serdecznie dziękuję.
Link do recenzji w serwisie: Przygoda w promieniach krwawego słońca

niedziela, 18 grudnia 2011

#50 Wiedźma Naczelna - recenzja

Tytuł: Wiedźma Naczelna
Autor: Olga Gromyko
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Seria: Wolha Redna (Tom 5)
Rok wydania: 2011
Ocena: 7/10











„Wiedźma Naczelna” to piąty tom serii Olgi Gromyko o wrednej i nieprzewidywalnej wiedźmie, której perypetie zaskarbiły sobie wielu fanów w naszym kraju. Czy autorka wciąż trzyma poziom? A i owszem, Wolha Redna nadal zaskakuje ciętym językiem i umiejętnością pakowania się w kłopoty.

Tym razem wiedźma natrafia na swojej drodze na zamek pełen nieprzychylnie nastawionych zakonników, których zwyczajowym zadaniem jest tępienie takich jak ona. Sięgnąwszy po środki ostateczne, bracia proszą Redną o pomoc w pozbyciu się śmiertelnie niebezpiecznego upiora, który nawiedza zamek. Wraz ze swoja wierną kobyłką, Smołką, zaradna wiedźma odkrywa tajemnice zakonu, których rozmach zadziwi nawet jego patrona, Fenduła. 

To oczywiście nie cała fabuła - książka dzieli się na rozdziały, z których niemal każdy opowiada osobną historię. Powiązane są ze sobą bohaterami oraz wyższym celem, który poznajemy w połowie powieści. Na Wolhę czyha potężny mag, którego upór, a zarazem nieskuteczność w polowaniu na jej głowę nie raz nas zadziwią. Przez karty „Wiedźmy Naczelnej” przewijają się znani już wiernym czytelnikom serii bohaterowie, bez których wiedźma nie byłaby tak wredna, ani też skuteczna. 

Będąc w dziczy i polując na parszywe stworzenia, Redna stara się uniknąć rozmyślania o zbliżającym się zamążpójściu z władcą Dogewy, wampirem Lenem. Równocześnie powoli przyzwyczaja się do tej myśli, odkrywając, że uczucia, które do niego żywi są niebezpiecznie prawdziwe. Autorka ten wątek prowadzi w wyśmienity, genialny sposób, racząc nas wesołym humorem sytuacyjnym, a także przezabawnym epilogiem o jakże wymownie brzmiącym tytule: „Już mi niosą trumnę z welonem…”. 

Zarówno sposób pisania Olgi Gromyko jak i kreacja postaci to dwa najlepsze elementy w tej serii, które niezmiennie stoją na wysokim poziomie. Opisy są niesamowicie plastyczne, niekiedy aż czuć tę grozę ciemnego, mrocznego lasu, w którym czają się strzygi. Wolha Redna to postać, która od razu zdobywa sympatię czytelnika – jej niewyparzony język, sposób bycia, łatwość w zdobywaniu przyjaciół i wrogów, a także spotykające jej szczęścia w nieszczęściach sprawiają, że o jej perypetiach czyta się z zapartym tchem, od czasu do czasu chichocząc pod nosem. Pozostali bohaterowie, choć stoją ewidentnie na drugim planie, są równie szczegółowo dopracowani i zabawni. Bez nich nasza wiedźma naczelna nie byłaby sobą i pewnie już od dawna byłaby martwa…

„Wiedźmę Naczelną” czyta się szybko i przyjemnie. Jak na piąty tom, jest to nadal porządny kawałek literatury rozrywkowej, która zadowoli zarówno wiernych fanów serii jak i jej początkujących wielbicieli. To, co jest typowe dla prozy Olgi Gromyko, czyli szybka akcja i zabawny humor sytuacyjny, udało jej się zawrzeć w kolejnej części serii o Wiedźmie, którą się kocha lub nienawidzi. Czy jej perypetie kiedyś się nam znudzą? Szczerze wątpię, gdyż po „Wiedźmie Naczelnej” chce się jedynie więcej i więcej.

Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: W.Rednie i z jajem

wtorek, 6 grudnia 2011

#49 Przynęta - recenzja

Tytuł: Przynęta
Autor: Jose Carlos Somoza
Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2011











Określają nas nasze pragnienia. Co jeśli ich spełnienie okaże się koszmarem? José Carlos Somoza przedstawia przepis na… matematyczną formułę rozkoszy.

Madrycka policja ściga mordercę prostytutek i imigrantek. Zwykłe sposoby na niego nie działają, więc do akcji wkracza sekretny oddział przynęt – specjalnie wyszkolonych kobiet i mężczyzn, którzy w paru ruchach potrafią uwieść ofiarę, dając jej rozkosz, której nie będzie w stanie wytrzymać. Jedną z nich jest Diana Blanco, która zostaje przydzielona do sprawy Widza. Po dniach bezskutecznego polowania postanawia zrezygnować z wykańczającej ją pracy. Wszystko jednak się komplikuje, gdy jej młodsza siostra włącza się w śledztwo. Aby ją chronić, Diana robi wszystko co może, by jako pierwsza dostarczyć mordercy tego, czego pożąda on najbardziej…

Akcja książki dzieje się w niedalekiej przyszłości. Hiszpańscy uczeni odkryli istnienie elementu DNA odpowiadającego za nasze pragnienia. Psynom każdego człowieka określa jego “filię” - grupę gestów, słów czy elementów otoczenia, które go podniecają. Ich umiejętne użycie może skończyć się szaleństwem z rozkoszy – nieodpartej i obezwładniającej. „Przynęty” to wyszkoleni do perfekcji  dorośli, młodzież, a nawet dzieci, potrafiący wykorzystać specyfikację psynomu do manipulowania ludźmi. Jako że moralność pomysłodawców tej sekretnej armii jest wysoce wątpliwa, muszą oni działać po kryjomu, polując nocami w rejonach odwiedzanych przez niebezpiecznych potencjalnych psychopatów. Nie jest to dla nich jednakże żadna kara, a wręcz przeciwnie. Z racji własnych „filii” uwielbiają oni to, co robią.

Podczas lektury poznajemy wiele dewiacji, których podstawy autor uzasadnia utworami Szekspira. Cała powieść wydaje się być sztuką – rozdziały poświęcane są kolejnym zabójczym pragnieniom. Rozpoczęcie trwa dość długo, bo niemal połowę książki, lecz stanowi idealne wprowadzenie w świat szczegółów i detali, gestów i wyrazów twarzy, ludzi i intryg. Wszystko znakomicie wykreowane kulminuje się w Antrakcie, by dojść do niewiarygodnego Finału, który wywoła w czytelniku dreszcze.

Główna bohaterka szybko zdobywa sympatię czytelnika. Jej psychologia, ale także charaktery pozostałych postaci, są rozbudowane i mają głębię, której często brakuje w innych powieściach. „Przynęta” to nie typowy przedstawiciel gatunku – znajdziemy tu elementy kryminału, thrillera psychologicznego, a nawet horroru, przez co nadaje się dla dojrzałych czytelników, którzy w literaturze poszukują czegoś więcej niż zwykłego polowania na nieuchwytnego mordercę. Fabuła została skonstruowana warstwowo, autor powoli odkrywa przed nami kolejne karty, dżokera jednak zatrzymując na sam koniec.

Z pewnością jest to książka, która głównie ma dostarczać rozrywki, ale nie brakuje jej pewnych filozoficznych sentencji, mających skłonić czytelnika do namysłu. José Carlos Somoza wielokrotnie powtarza za Szekspirem, że „życie jest teatrem”. Od nas zależy, czy faktycznie tak będzie oraz w jakim stopniu. Ilu ludzi wokół nas zakłada maski i gra przed nami, nawet nieświadomie? Choć było to moje pierwsze spotkanie z autorem, chętnie sięgnę po więcej. „Przynęta” to intrygujący, oryginalny thriller, który raz na zawsze odmieni wasze spojrzenie na Szekspira i jego twórczość.


Książka została przekazana od serwisu kobieta20.pl za co serdecznie dziękuję. 
 Link do recenzji w serwisie: Maska szaleństwa

piątek, 2 grudnia 2011

#48 Stosik przedświąteczny

Oto dawno zapowiedziany stosik urodzinowy - całkowicie fantastyczny. Kolejny już niedługo, bo przecież grudzień to chyba najlepszy miesiąc dla każdego mola książkowego - tyle okazji do zdobycia wymarzonych książek ;) Moja wishlista nigdy nie jest pusta, może za jakiś czas ją tu zaprezentuję. 


1. Larry Niven "Pierścień" - zaintrygowała mnie ta seria i coś czuję, że będzie to świetne science-fiction
2. Glen Cook "Kroniki Czarnej Kompanii" - wina Fenrira, którego recenzje mnie skusiły :P (urodzinowo od Azzury)
3. Catherine Asaro "Wielka Inwersja" - do recenzji od kobieta20.pl, jedna z lepszych książek, które czytałam w tym roku (recenzja)
4. Martyna Raduchowska "Szamanka od umarlaków" - wygrana w Selkarze, różne opinie słyszałam, ale coś czuję, że mi się bardzo spodoba
5. Orson Scott Card "Statki Ziemi" - do recenzji od kobieta20.pl, trzeci tom serii "Powrót do domu" (recenzja)

Niedługo na pewno pojawi się tu recenzja "Przynęty" Jose Carlosa Somozy, oraz "Wiedźmy Naczelnej" Olgi Gromyko (jak już przestanę nad nią zasypiać i uda mi się ją skończyć). I co byście powiedzieli na przedświąteczny konkurs?