Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 kwietnia 2013

#168 Liebster blog + moje koty!

Zespół z bloga Funtastyka wytypował mnie do nagrody Liebster Award. Normalnie raczej bym odpowiedziała na pytania w komentarzach, ale że są całkiem pomysłowe, a ekipa tak miła, mając chwilę czasu odpowiem na nie tutaj.

Zasady: Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.





1. Na bezludną wyspę Biblia czy "50 twarzy Greya"? Uzasadnij. 
Chociaż pod względem treści mimo wszystko wolałabym Greya, to większa objętość Biblii mogłaby się przydać do naprawdę różnych celów.

2. Co do poczytania lub pogrania podrzuciłabyś ks. Natankowi na prezent gwiazdkowy?
Dark Souls :D

3. Czy twoim zdaniem literatura potrzebuje pulpy?
Czy potrzebuje to nie byłabym tego taka pewna, ale pulpa jest i będzie, bo być musi.

4. Był Harry Potter, Zmierzch, teraz Grey- jakie dzieło/zjawisko stanie się kolejnym hitem popkultury?
Obecnie obserwujemy manię na młodzieżowe powieści dystopije/postapokaliptyczne... Ciężko mi określić kolejny kierunek "manii". Fajnie by było, gdyby nastąpił powrót do klasyki.

5. Słuchasz muzyki czytając? Jeśli tak, to jakiej?
Zazwyczaj słucham, chociaż czytając jej nie "słyszę". W głośnikach/słuchawkach zazwyczaj grają mi zespoły alternatywnego lub progresywnego rocka.

6. Ekranizacje- najpierw czytasz książkę, potem oglądasz film, czy odwrotnie?
Staram się najpierw przeczytać książkę, ale czasami mi to nie wychodzi. Zazwyczaj po obejrzeniu filmu już do pierwowzoru niezbyt mnie ciągnie.

7. Dlaczego jeszcze nie masz kota? (każdy wypowiadający się w internecie musi mieć kota, jeśli masz, opisz bestię)
Mam kota, a nawet trzy. Kiedyś obiecałam, że dam ich foty i chyba wykorzystam tę okazję :) Ledwie pamiętam czasy, w których w moim domu nie było choćby jednego kota. Miałam wtedy z 6 lat. Później towarzyszyły mi już zawsze, razem z psami, których obecnie posiadam dwa. Ale miało być o kotach :

Grubcio:


Czaruś:


Brutus:


8. Jaka książka/gra/ film/serial najbardziej zaskoczyła cię w roku 2012? (niekoniecznie pozytywnie)
Książka - "Trzeci brzeg Styksu" (na pewno coś jeszcze, ale nie pamiętam).
Gra - "To The Moon"
Serial - "Dexter". Ah ta końcówka 7 sezonu!

9. Tradycyjna książka, czy ebook na czytniku?
Tradycyjna książka. Może niekoniecznie z wyboru, ale po prostu mam stosy książek i nie kupię sobie czytnika, póki choć trochę ich nie nadrobię. Do tego słucham ostatnio audiobooków, nie wyobrażam już sobie bez nich drogi do/z pracy.

10. Najbardziej marudne środowisko w blogosferze to...?
Przykro to pisać, ale chyba jednak blogerzy książkowi. Nasze niekończące się dyskusje w pewnym temacie na pewnym portalu to rozrywkowa lektura, ale jednocześnie właśnie uświadamia, jak bardzo jesteśmy podzieleni.

11. Z czego nie dałoby się zrobić książki? (Jeśli jednak ze wszystkiego się da, to opisz dlaczego)
Z kota.

Nie wiem, kto już bawił się w "Liebster blog", dlatego nie nominuję nikogo, ale zachęcam do odpowiedzi na powyższe pytania każdego, kto ma na to ochotę. Można nawet w komentarzach poniżej.

wtorek, 24 maja 2011

#11 Simon Tofield, Kot Simona. Sam o sobie - minirecenzja + akcja charytatywna


Tytuł: Kot Simona. Sam o sobie
Autor: Simon Tofield
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2010
Cena: 24,90









Simon Tofield zaistniał w Internecie po opublikowaniu na portalu youtube.com animacji swojego autorstwa przedstawiających zwykłego kota i jego pana. Zwykłego? Powiedziałam 'zwykłego'? Oj chyba zasłużyłam sobie na pobudkowy cios bejsbolem...


Od powyższego wideo się zaczęło. Simon Tofield inspirację dla swoich animacji zbierał z zachowań własnych czterech kotów. Do tej pory ma już na koncie trzynaście filmików, rzeszę fanów i markę rozpoznawalną na całym świecie. Nic dziwnego więc, że chce zarobić na tym, co potrafi najlepiej. Kalendarze, kubki, koszulki oraz książki - każdy znajdzie coś dla siebie.

"Kot Simona. Sam o sobie" to książka bez jednego słowa. Pociągnięcia charakterystyczne już dla Simona wypełniają białe strony i tworzą historię lepszą nawet od niektórych pisanych. Rysunki cieszą oko i wzbudzają częsty uśmiech na twarzy - ten kot jest zadziwiający i nie da się go nie lubić. W porównaniu do innego sławnego futrzaka - Garfielda, Kot Simona nie potrzebuje głosu, aby osiągnąć swój cel - podbić nasze serca. Bez żadnego wahania stawiam je obok siebie i gratuluję ich twórcom pomysłowości i kreatywności w tworzeniu kotów, które zna cały świat.

Wydatek 25 zł na same obrazki może dla wielu osób wydać się zbyteczny. Jednak dla fanów tego przemiłego kota i posiadaczy własnych, okaże się na pewno trafionym prezentem, nad którym spędzą naprawdę miłe chwile, nieraz sięgając po tą pozycję. Każdy posiadacz przedstawiciela kociej ferajny znajdzie w Kocie Simona coś ze swojego zwierzaka. "Kot Simona. Sam o sobie" to prawdziwa gratka dla miłośników tych dumnych futrzaków.

***

Przy okazji, zapraszam do wzięcia udziału w akcji Fundacji Azylu "Koci Świat": zbierają pieniądze dla swoich potrzebujących podopiecznych na aukcjach:

Kotka Spinka
Piesek Wiktoria
Trzy koteczki
Piesek Książę



Należy zalicytować w aukcji, a za przelanie dodatkowo kwoty za przesyłkę - otrzyma się piękne przedmioty decoupage (zakładki, podstawki, świeczniki, etc...).

Kolejnym motywatorem jest konkurs Fundacji wraz z magazynem QFant, w którym do wygrania jest mnóstwo książek polskich autorów z autografami - szczegóły tutaj.

Zachęcam do wzięcia udziału w akcji, pomóżmy tym biednym zwierzakom...

piątek, 8 kwietnia 2011

#4 Jerzy A. Wlazło, Kot Syjonu - recenzja

Autor: Jerzy A. Wlazło
Tytuł: Kot Syjonu
Wydawnictwo: Wydawnictwo Bullet-Books
Rok wydania: 2011
Stron: 304












Chwytliwa nazwa i tajemnicza okładka to polowa sukcesu. Przyciągniecie widza do kryminału, i to polskiego, w czasach, gdy rzadko kto czyta, a naszych rodzimych twórców już w ogóle, to rzecz niełatwa. Czarne kocie oko na okładce oraz słowo kot w tytule gwarantuje chociażby zainteresowanie miłośników tych futrzaków. Ale ile kota dostajemy w "Kocie Syjonu"?

Bialas to były policjant, a obecnie prywatny detektyw, któremu niezbyt się powodzi w branży. Kiedy dostaje zlecenie od bogatej hrabiny Chattearstone, nie waha się i odwiedza jej pełen przepychu dom. Wymagania właścicielki są jednak nietypowe, mianowicie chodzi jej o znalezienie dla niej kota, który będzie do niej idealnie pasował. To zadanie wydaje się być poniżej możliwości Bialasa, który opiera się mu jak może, ale dziwne okoliczności , sploty wydarzeń oraz wrodzona ciekawość nie pozwalają mu na ucieczkę. Intrygująca prośba hrabiny zdaje się nie dawać mu spokoju podczas rozwiązywania innych spraw. Z pomocą Carol, znajomej policjantki, dokopuje się do różnych informacji, które pozornie nie powiązane, zaczynają się zazębiać, a intencje hrabiny pozostają nieznane. Trupy, zaginieni, tajemnice oraz kolejne butelki brandy, otaczają Bialasa w dzień i w nocy. Wszystko zmierza do nieuniknionego końca, wraz z postępem fabuły watki namnażają się, a sprawa zaczyna schodzić na tajemniczy i mistyczny zakon Syjonu... Gdy wszystko się komplikuje,  Bialas udowadnia swoja wartość jako detektyw. Momentami tylko trzeźwy, wciąż potrafi racjonalnie myśleć. Jego dawne relacje z rodzina sprawiają, że mimo paru znajomości, jest ciągle samotny i jedynie Chuck, syn jego sąsiada, potrafi rozbudzić w nim bardziej pozytywne uczucia.

Z racji ze autor jest Polakiem,  mimo ze akcja książki dzieje się w Walii, na każdym kroku możemy napotkać ludzi o polskich korzeniach, polskich nazwiskach. Jest to bardzo miły akcent, pozwala czytelnikowi lepiej odnaleźć się w klimacie wyspy. Może nie odludna, ale nieco wyizolowana społeczność, w której wszyscy się znają, to typowe miejsce rozgrywania się różnego rodzaju kryminałów. W tym wypadku to wszyscy, poza Bialasem, zdają się być ze sobą powiązani, przez co łatwiej jest nam się z nim utożsamić. Jest to postać wielowymiarowa, widać, że pan Wlazło włożył w jej stworzenie sporo pracy. Również fabuła, której poziom skomplikowania pod koniec lektury niebezpiecznie wzrasta, jest wielowarstwowa i potężnie rozbudowana. Akcja mknie do przodu, wzbogacając się o kolejne wątki, pozornie ze sobą niepowiązane. Przez tą złożoność można łatwo pogubić się w fabule.

Przebogaty język autora i jego wnikliwe objaśnienia nadają powieści charakter, który tłumi ewentualne niezrozumienie książki. Czyta się ją bardzo łatwo i miło, przynajmniej na początku. Później bywa różnie. Z pewnością nie można pominąć kwestii humoru powieści, który przejawia się w trafnych komentarzach i zabawnych sytuacjach. Nie jest to ten rodzaj żartów, które sprawiają, że człowiek płacze ze śmiechu bądź nawet parska pod nosem. Dyskretnie, powoli, zostajemy wprowadzeni w pokręcone życie Bialasa i świat pełen czarnego humoru.

Trudno mi ocenić tę pozycję. Jeśli sięgacie po nią ze względu na słowo „kot” w tytule, z nadzieją na powieść z tymi futrzakami w roli głównej to się rozczarujecie. W żadnym razie nie jest to historia o zwierzątkach domowych.  „Kot Syjonu” to sprawnie napisana, ale nieco za bardzo zagmatwana książka.  Mimo wszystko,  jeśli szukacie dobrego kryminału, zabawnego i jednocześnie wciągającego, nie bacząc na pewne niedociągnięcia, to jest to pozycja dla Was.

Książka została przekazana od serwisu nakanapie.pl